W dyskusji o tym, jak zasypać dziurę premiera Tuska i ministra Rostowskiego w finansach publicznych nie może zabraknąć głosu socjalliberalnego. Oto moja propozycja:
  1. Cofnąć źle przygotowaną, nie zrównoważoną po stronie wydatkowej, obniżkę składki rentowej wprowadzoną przez Zytę Gilowską i Jarosława Kaczyńskiego. To ona generuje olbrzymi deficyt w Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, którą sam ZUS szacuje na 70 mld rocznie w wariancie realistycznym (83 mld – pesymistycznym). Ten deficyt trzeba w lwiej części uzupełnić dotacją z budżetu. Minister Rostowski 4 sierpnia oszacował straty budżetowe z tego tytułu na 25 mld zł rocznie. Podniesienie składki nie o całe 7%, ale o – powiedzmy – 3,5%, rozłożone w połowie na pracodawcę i pracownika przyniesie oszczędność w wysokości 12,5 mld rocznie i będzie prawie niezauważalne przez przedsiębiorców i obywateli.
  2. Przyjąć ustawę podnoszącą wiek emerytalny kobiet do 65 lat w perspektywie siedmiu lat - w ten sposób, że w roku 2011 i 2012 kobiety miałyby wybór: pracować dłużej i otrzymać wyższą emeryturę lub zakończyć pracę w wieku 60 lat i dostawać niższe świadczenia; następnie co roku jeden rocznik miałby obligatoryjnie wydłużony wiek „produkcyjny” (a więc do 65 lat pracowałby obowiązkowo dopiero wszystkie kobiety urodzone w 1957 r. – kończyłyby pracę w roku 2022). Prof. Dariusz Rosati szacuje oszczędność z tytułu późniejszego przejścia jednego rocznika kobiet na 3,5 mld rocznie. Zakładając, że w 2011 r. skorzystałaby z tej możliwości jedna trzecia pań – dałoby to 1,17 mld zł.
  3. Zlikwidować KRUS, 400 tysięcy właścicieli gospodarstw powyżej 10 ha oraz właścicieli wysokodochodowych gospodarstw specjalistycznych (kolejne 100 tysięcy) wprowadzić do powszechnego systemu ubezpieczeń społecznych, a do pozostałych 2 milionów skierować środki dziś będące w dyspozycji KRUS jako pomoc socjalną. Szacunki D. Rosatiego pokazują, że można dzięki temu uzyskać 4,5 mld zł rocznie.
  4. Znieść próg trzydziestokrotności średniej pensji, powyżej której przestaje się płacić składkę na ubezpieczenie społeczne. Według Rosatiego dotyczyłoby to ok. 50 tys. osób zarabiających minimum 16 tys. zł miesięcznie, a korzyści dla budżetu wyniosą 1,5 mld.
  5. Objąć podatkiem dochodowym rolników, których gospodarstwa przynoszą dochód. Przy założeniu, że obejmie to połowę rolników, średni przychód wynosi 4 tys. zł/ ha, a koszty uzyskania przychodu wynoszą 50% - daje to 3 – 3,5 mld zł.
Po zsumowaniu i zaokrągleniu, dzięki tym decyzjom otrzymujemy oszczędności w wydatkach państwa w wysokości ok. 22,65 mld zł.
Do tego należy przyjąć pakiet ułatwiający życie przedsiębiorcom, odbiurokratyzowujący gospodarkę (kolejna ustawa o swobodzie działalności gospodarczej). Przyniesie ona efekt już w roku 2011 – załóżmy bardzo ostrożnie, że będzie to (zaledwie) 3 mld złotych. A więc: 25-26 miliardów złotych.
Z tej kwoty co roku przeznaczyłbym 5 miliardów na edukację, naukę, badania i rozwój. Począwszy od powszechnej i pełnej dostępności do przedszkoli, poprzez kolejne podwyżki dla nauczycieli, program stypendialny dla studentów, specjalny program stypendiów dla doktorantów na prestiżowych uczelniach zagranicznych, etc. etc., skończywszy na znaczącym dofinansowaniu projektów badawczych polskich uczonych.
Kolejny miliard przeznaczyłbym na fundusz pożyczkowy dla absolwentów wyższych uczelni zamierzających uruchomić własne biznesy.
W kasie państwa pozostaje 20 miliardów. W 2011 roku – bo w kolejnych latach oszczędności będą rosły (efekt stopniowego podnoszenia wieku emerytalnego kobiet).
Proszę też zauważyć, że w ogóle nie ruszam emerytur mundurowych (pół miliarda złotych rocznie, w dalekiej perspektywie), emerytur górniczych (2-3 mld) i nie majstruję przy waloryzacji emerytur (2,5 mld).
Przy powyższych reformach wzrośnie zaufanie do Polski ze strony słynnych rynków finansowych, co wpłynie na zmniejszenie kosztów obsługi długu. Budżet więc zyska na tym dodatkowo.
I w tej sytuacji oczywiście nie trzeba by podnosić stawki VAT (to osłabia popyt wewnętrzny i jest sprzeczne w postulatem ułatwień dla przedsiębiorców).