Mity i kreacje
Polska stoi mitami. Od mitu „Chrystusa Narodów” zaczynając, na kiełkującym micie Lecha Kaczyńskiego kończąc. Bez mitu śmierci z rąk kata, lub skrytego zabójcy, nic się nie dzieje, nawet oddanie władzy przez komunistów w roku 1989 musiało być okraszone mitem męczeńskiej śmierci księży. Choć to akurat była chyba prawda…
Media podały informację, że wyniki badań po ekshumacji krakowskiego studenta, Stanisława Pyjasa, potwierdzają pierwotną wersję zgonu, czyli śmierć w wyniku upadku z wysokości. Ekshumacja, związana jest z kolejnym wznowieniem dochodzenia, tym razem na wniosek części rodziny Pyjasa, a jest ono prowadzone przez niezawodny w odkopywaniu trumien krakowski oddział IPN. Badań natomiast dokonali specjaliści z najwyższej półki, z kilku ośrodków badawczych. Stwierdzono, że obrażenia wskazują na to, że Pyjas zmarł w wyniku upadku z wysokości, ze schodów kamienicy przy ulicy Szewskiej, a dodatkowo potwierdzono alkohol w jego organizmie. Wyniki badań utajniono, ponieważ zaprzeczają one wersji o śmierci w wyniku pobicia, a jak niektórzy twierdzą, nawet postrzału.
Wyniki badań nie zamykają dyskusji, ani dochodzenia, nie podważają oczywiście tego, że środowisko w którym żył Pyjas, a do którego należeli m. in. również Bronisława Wildstein, czy małżeństwo Soników, było inwigilowane i wręcz prześladowane przez krakowską Służbę Bezpieczeństwa. Jednak okazuje się, że tak jak kiedyś za niewiarygodne, z przyczyn politycznych, uważano dochodzenie z końca lat 70, wskazujące, że śmierć była wynikiem nieszczęśliwego przypadku, tak teraz, również z powodów politycznych, usiłuje się zataić niewygodne dla wielu środowisk ustalenie potwierdzające tę wersję. W roku 1977 za pewnik przyjęto, że Pyjasa zamordowało SB, rękami wynajęto zbira, ex-boksera, co miał potwierdzić sam Bronisław Wildstein, wślizgując się do kostnicy, a następnie relacjonując, że widział ślady na twarzy zmarłego kolegi, świadczące o jego pobiciu. Od tego czasu Wildstein jest strażnikiem mitu męczeńskiej śmierci Pyjasa, a od czasu odkrycia działalności Lesława Maleszki, „Ketmana”, jest już jego arcypasterzem.
I tu się zaczynają problemy. Śmierć (męczeńska) Pyjasa była jedną z głównych przesłanek powołania Studenckiego Komitetu Solidarności (zresztą razem z Maleszką…), miała także wpływ na inne grupy demokratycznej opozycji, także na warszawski KSS KOR. Sam mit Pyjasa się osnową wielu działań już po przejściu Polski w formę demokracji, a próby uzyskania pełnej odpowiedzi na to, w jakich okolicznościach zmarł Pyjas, stały się przedmiotem działań (i podstawą karier) wielu ludzi. Do dziś panuje przekonanie, że za śmiercią krakowskiego studenta stoi SB, a na Maleszce ciąży za nią odpowiedzialność. Może się jednak okazać – jeżeli śledztwo to oczywiście wykaże, że Pyjas spadł sam, a nie został na przykład zepchnięty – że mit założycielski SKS, pośrednio także Niezależnego Związku Studentów i życiorysy wielu ludzi oparte są o… opinię człowieka, Bronisława Wildsteina, któremu się wydawało, że coś widział w dzień po śmierci kolegi…
To jednak nie koniec. Film „Trzech kumpli” Ewy Stankiewicz i Anny Ferens miał zamknąć sprawę, postawić kropkę na końcu przesłania mitu, a tych, którzy twierdzili, że było inaczej, zepchnąć na margines. Teraz okazuje się, że może być zgoła inaczej, a to, co miało być zapisem prawdy, okaże się kreacją. A ci, co sądzili, że Pyjas zmarł śmiercią tragiczną, ale nie koniecznie zbrodniczą, stali tam, „gdzie stało ZOMO”, przywołując klasyka lat ostatnich.
Nie należy jednak sądzić, że mit upadnie. Bo przecież bez mitu w Polsce nic nie może się dziać. Prawdę zamiecie się głęboko pod stojaki z aktami w IPN.
Azrael
