Fast food po polsku, czyli o pokoleniu „przyzwyczajonych”.

Pojawienie się międzynarodowych sieci fastfoodowych w Polsce i w innych krajach tak zwanego byłego bloku wschodniego było ważnym elementem transformacji gustów, przyzwyczajeń i sposobów życia. Restauracje typu fast food, kojarzone z kapitalistycznym systemem ideologii i praktyk, były „kwintesencją Innego” w (post)socjalistycznym świecie. Transnarodowe korporacje przyniosły ze sobą nowy model konsumpcji, który został zaadaptowany do lokalnych warunków. Procesy te w pewnym stopniu zainspirowały dyskusję nad „tradycją”, „nowoczesnością” i „normalnością”, tak bardzo pożądaną w „zdegenerowanym przez ustrój socjalistyczny świecie”. Ogłoszono więc wielki powrót do „normalności”, który z grubsza polegał na tym, że możemy cieszyć się takim samym dostępem do produktów i usług o podobnej jakości, jak obywatele „Zachodu” (Caldwell 2009: 13-15). Niewątpliwie zachodnie sieci fastfoodowe odegrały w tym procesie znaczącą rolę.
To, co jemy i jak jemy, może być punktem wyjścia dla głębszej refleksji nad kondycją danego społeczeństwa czy nad zmieniającym się systemem wartości. Otwiera to nowe możliwości badań w stosunkowo nowej subdyscyplinie antropologii, jaką jest antropologia jedzenia. Wychodzi ona z założenia, że „tradycje” czy nawyki żywieniowe nie są po prostu odpowiedzią na warunki materialne poszczególnych osób, ale mogą być postrzegane w znacznie szerszym kontekście (Yan 2005). Oczywiście, nasze ulubione potrawy, restauracje, w jakich jadamy najczęściej (o ile w ogóle zdarza nam się w nich jadać) mogą być wyznacznikiem społecznego statusu, pozycji w hierarchii (Bourdieu 1984), ale również mogą służyć konstruowaniu tożsamości grupowej, pokazują to, kim jesteśmy bądź też kim chcielibyśmy być. Jakkolwiek nie wydawałoby się to banalne, rzeczywistość (czy to „rzeczywistość codzienności”, czy też „rzeczywistość naukowa”) pokazuje, że jedzenie jest tylko dodatkiem do refleksji nad społeczeństwem, nigdy nie wychodzi na plan pierwszy. Antropologia jedzenia, zmieniając tę perspektywę, pokazuje, że historia ludzkości nie musi być tylko historią wielkich podbojów czy historią, tak czy inaczej rozumianych, narodów, ale może być też historią indywidualną, historią, jeśli ktoś woli, „obranych ziemniaków” i „rozbitych talerzy”. Istotnym wydaje mi się to, że „dziejowa” rola antropologii polega na tym, by wprowadzić do ogólnonaukowego obiegu historię i rzeczywistość tak zwanych „muted groups” (Kościańska 2009), grup „niesłyszalnych” i niesłyszanych.
Jeśli zastanowić się nad tym, jaki wpływ wywarły transnarodowe korporacje na codzienne życie obywateli „państw bloku wschodniego”, interesujący może wydać się artykuł Yunxiang Yan zatytułowany „Of Hamburger and Social Space: Consuming McDonald’s in Beijing” (Yan 2005). Nie twierdzę, że studium profesora Yan może całkowicie być zaadaptowane do polskiej rzeczywistości, ale wydaje mi się, że niektóre jego obserwacje mogą wydać się zaskakująco podobne, jeśli chodzi o polską rzeczywistość, dlatego pozwolę sobie na krótkie streszczenie wyżej wspomnianego artykułu.
Pierwszą restaurację McDonald’s w Pekinie otwarto w kwietniu 1992 roku. W dniu swojego otwarcia obsłużyła ona ponad 40 tys. klientów. Biorąc pod uwagę fakt, że moskiewska restauracja otwarta dwa lata wcześniej miała około trzydziestotysięczną frekwencję, a warszawska restauracja, która rozpoczęła działalność w tym samym roku co pekińska, miała ponad 45 tys. odwiedzających, liczba chińskich klientów McDonald’s nie jest być może zaskakująca, jednak należy pamiętać, że w Pekinie od 1987 roku działa KFC, a w Hongkongu McDonald’s działa od 1975 roku. Tym niemniej, w którym roku została otwarta pierwsza restauracja, wydaje się rzeczą marginalną, biorąc pod uwagę wpływ, jaki wywarła na chińskie społeczeństwo.
Idea fast food zdaje się przeczyć chińskiej tradycji, która ceni sobie pewną powolność zarówno w przygotowaniu jak i w spożywaniu jedzenia, jako znak swoistej elegancji. Natomiast należy zdawać sobie sprawę z tego, że w latach pięćdziesiątych przyzakładowe stołówki były nie tylko alternatywą dla restauracji i „domowego” żywienia, ale też miały na nie znaczący wpływ. W polskiej rzeczywistości idea zbiorowego żywienia poniosła porażkę, i stała się kartą przetargową w konflikcie „państwo-społeczeństwo-solidarność” (Mazurek 2010). Jednak idea państwa jako „żywiciela” zaopatrującego wspólnotę w tak zwane produkty pierwszej potrzeby wydaje się wspólna zarówno w Chinach jak i w Polsce. Ponieważ zakłady pracy dystrybuowały jedzenie i wydzielały czas przeznaczony na jedzenie, były organizowane jak swego rodzaju „przedłużenie” domu, tyle że na większą skalę (Yan 2005). Prosta idea polegała na tym, że państwo-żywiciel/ka karmi swoich obywateli tak jak matka/ojciec swoje dzieci. Wniosek z tego prosty, państwo „karmi”, a nie „obsługuje” swoich obywateli. Czyli tym samym jest predysponowane do tego, by nagradzać lepsze i karać gorsze „dzieci”. Przyzakładowe stołówki dysponowały ograniczoną przestrzenią i czasem, a ich pracownicy zachowywali się jakby wydawali jedzenie głodnym żebrakom, a nie wymagającym klientom (Yan 2005).
Czytaj również recenzję książki "Prywatyzując Polskę" autorstwa Anki Laszuk
