
Wczoraj zmarł Michael Jackson - cień cudownego dziecka, jaikm był kiedyś, człowiek, który zrewolucjonizowal pokulturę. Gwiazda wielkiego formatu - rozpoznawalna od Johanessburga po Ural. Pogubiony w dzisiejszym świecie i uciekający do coraz dziwniejszych bastionów.
Dla mojego pokolenia Jackson to symbol dzieciństwa. Pamiętam jak staliśmy przed barierkami, mając 9 lat, wyczekując, aż król popu wyjdzie. Mój kolega miał to szczęście, że jak podbiegł Jacko wziął go na ręce. Tematem numer 1, gdy Jackson przyjechał do Polski był park rozrywki, który miał wybudować w Warszawie. Nic z tego nie wyszło - okazało się że zabrakło dobrej woli rządu (a konkretnie wicepremiera Tomaszewskiego).
Przyjazd Jacksona do Polski dla takich jak ja był trochę wydarzeniem pokoleniowym. Jedni ustawiali się pod Kidilandem, inni na lotnisko, jeszcze inni pod Mariottem - jednak my wszyscy, dzieciaki w postkomunistycznym kraju, czuliśmy, że dzieje się coś ważnego.
Kawałki Jacksona takie jak "Billy Jean", "Bad", "Smooth Criminal" czy "Beat it" towarzyzyły mi na imprezach w wieku już licealnym. Choć po ostatnią płytę Jacksona nie sięgnąłem: "Invicible" szybko znalazł się w Empiku, na stoisku z kompaktami po dychę. Kilka lat później wróciłem do tej muzyki i tu Jackson podobał mi się najbardziej w duecie z Paulem MacCartneyem "Say say say" i mocnym kawałku "The don't really care about us".
Odchodzi prawdziwa ikona nie tylko muzyki, ale i swoich czasów, lat gdy kicz mieszał się z wielką sztuką, gdzie gwiazdy mimo, iż zmienione operacjami plastycznymi, były tysiąc razy prawdziwsze niż dziś. Dlatego z pełnym przekonaniam piątkowy wieczór spędziliśmy przy teledyskach Michaela.
Podobne artykuły:
Nowsze wiadomości:
Dodaj komentarz
Komentarze
http://www.youtube.com/watch?v=UMhnFoq0TpE
dostępny również:
http://www.dixiworld.com/2009/05/michael-jackson-nirvana-smells-billie-jean/
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.