Jesteś tutaj: Strona główna >> Świat >> Niemcy: Auto w świecie absurdu

Niemcy: Auto w świecie absurdu

Skończył się okres wypłacania w Niemczech premii za oddanie na złom starego samochodu i zakup nowego. Kosztowna metoda sztucznego nakręcania popytu na samochody przez rząd za pieniądze podatników dopiero teraz, po zakończeniu programu, pokaże swoje prawdziwe oblicze i opłakane skutki. Być może choć niektórym zwolennikom szastania pieniędzmi i interweniowania w procesy wolnorynkowe otworzy oczy.

W efekcie aktualnego kryzysu ekonomicznego wiele branż produkcji wpadło w poważne tarapaty. Pośród nich do największych pechowców bez wątpienia należała branża motoryzacyjna. Wydatki na nowe pojazdy mechaniczne, szczególnie droższe i luksusowe, a te w Niemczech stanowią wyjątkowo wysoki odsetek zakupowanych pojazdów, są spore, a poza tym najczęściej firmy i osoby fizyczne są w stanie je na jakiś czas odłożyć. Ci wszyscy, których kryzys zmusił do zaciśnięcia pasa, właśnie w odłożeniu decyzji o zmianie samochodu na nowy czy odnowieniu floty firmowych pojazdów, szukali możliwych oszczędności. W efekcie sprzedaż aut poleciała w dół, czego jeszcze 12 miesięcy wcześniej niewielu menadżerów się spodziewało.


W wielu krajach, w tym w Niemczech, z pomocą przybieżyło państwo, oferując tym, którzy zdecydują się mimo kryzysu i problemów finansowych na wymianę auta starego na nowe, dopłatę do interesu w postaci 2500 euro. Warunkiem (teoretycznie) było oddanie starego auta na złom, dzięki czemu inicjatywa zyskała wymiar „proekologicznej”. (Faktycznie nikt nie kontrolował tego, czy samochód przerobiono na gwoździe, odbierano tylko kartę pojazdu, której brak nie wyklucza jego sprzedaży do krajów poza UE, a potem nawet i z powrotem do np. Polski).


Ekologiczne argumenty były autorom tego idiotycznego pomysłu potrzebne, aby setkom tysięcy właścicieli i pracowników warsztatów samochodowych czy handlarzom częściami samochodowymi wytłumaczyć, dlaczego pieniądze z płaconych przez nich podatków idą na program, dzięki któremu będą przez lata mieli mniej klientów. Rząd tak zwanej Wielkiej Koalicji złożonej czarnych Nieudaczników i czerwonych Nieuków nie po raz pierwszy w kryzysie stanął po stronie wielkich koncernów notowanych w indeksie DAX, zamiast po stronie klasy średniej, właścicieli małych i średnich przedsiębiorstw, którzy tak jak wszędzie, także w Niemczech tworzą najwięcej miejsc pracy.


Od strony propagandowej trzeba przyznać, że idea „premii za zwrakowanie” była genialna. Opinii publicznej, program będący w zasadzie przełożeniem pieniędzy z kieszeni podatnika do kieszeni wielkich koncernów lobbujących polityków rządowych od dziesięcioleci, sprzedano jak prezent od św. Mikołaja dla niemieckich rodzin, pragnących kupić nowy samochód i potrzebujących na ten cel małego dofinansowania. I do tego ta zawsze popularna dbałość o czystość środowiska, plus ratowanie miejsc pracy w fabrykach Audi, VW, Mercedesa czy BMW!


Koncerny na pewno na tym skorzystały (choć podobno głównie zagraniczne-bolesne zaskoczenie dla Niemców wierzących mocno dotąd w swój motoryzacyjny patriotyzm). Teraz jednak wszyscy zainteresowani dostrzegą negatywną stronę „premii”. Ludzie nie kupują aut co rok, ani nawet co dwa. Skoro w roku 2009 państwo wygenerowało sztuczny, niewynikający z realnego zapotrzebowania rynkowego, popyt na tego typu produkt, to ludzie rzucili się nań. Także tacy, którzy auto chcieli zmienić za 2-3 lata. Oni teraz w latach 2010-12 aut już nie kupią. Dzisiejszy wyższy popyt oznacza zatem słabszy popyt w następnych latach, oznacza słabe wyniki finansowe producentów. Rząd Niemiec nie wyciągnął tych koncernów z tarapatów, tylko odsunął tarapaty w czasie (można złośliwie rzec, że na czas po wyborach). Firmy te staną jeszcze przed poważnymi problemami. Konsultant pracodawców Roland Berger szacuje, że branża straci w wyniku tego programu 90 000 miejsc pracy. Co wtedy? Kolejne transfery publicznych pieniędzy, prezenty dla wielkich koncernów opakowane w eko-socjalną propagandę?


Inni zaś stracą na pewno. Nikt nie zwróci straconych zysków właścicielom warsztatów. Auta nowe psują się rzadziej niż 5-8-letnie, poza tym na pierwsze 24-36 miesięcy producent udziela gwarancji, więc reperuje się wyłącznie w serwisach. Kolosalne straty ponoszą sprzedawcy aut używanych, obrót na ich rynku spadł drastycznie, ale spadek euro wobec złotówki i koniec wypłacania „premii” daje im nadzieję na odkucie się. Ekologia też nie skorzystała. Jak pokazują statystyki, w efekcie programu nie spadnie ani o gram obciążenie spalinami dla atmosfery. Co więcej, ponieważ auta z rocznika na rocznik są ekologiczniejsze (mamy tutaj stały postęp standardów w Europie), to sztuczne zwiększenie sprzedaży mniej ekologicznego rocznika 2009 i zmniejszenie przez to sprzedaży bardziej ekologicznych roczników 2010 (szacuje się milion mniej sprzedanych aut w przyszłym roku ze względu na „premię”, w samych Niemczech!), 2011, a nawet 2012 jest działaniem antyekologicznym. Nie trzeba być geniuszem, aby to zauważyć. Zresztą, okazało się, że założenia to założenia, a biznes to biznes. „Zezłomowane” niby to, ale ciągle dobre auta wcale nie zjadą wszystkie z dróg. Jak się okazuje, całkiem spore rozmiary zyskał proceder sprzedaży tych pojazdów za granicę, gdzie są ponownie rejestrowane. Dla ocieplenia klimatycznego nie jest ważne czy będą jeździć po Białorusi czy Niemczech, zresztą wiele na pewno będzie wielokrotnie Niemcy odwiedzać, w końcu nie ma już granic.


Na pewno stracił budżet Niemiec. To akurat najłatwiej policzyć, bo „premia” kosztowała 5 miliardów euro. O tyle można było więc już w 2009 roku obniżyć podatki (ok, odliczmy zysk z VAT za zwiększoną sprzedaż, nadal jest to duża suma). Odciążenie obywatela poprzez obniżenie podatków jednak także spowodowałoby wzrost konsumpcji i wpływów z VAT, z tym że to obywatele zdecydowaliby, na co te pieniądze wydać, wszystkie branże i usługodawcy mieliby szanse na tym skorzystać w ramach zwykłej konkurencji rynkowej. Nie tylko kilka wielkich koncernów jednej branży. To byłoby sprawiedliwe. Kto wie, niektórzy może nawet wydaliby dodatkowe pieniądze na naprawę samochodu w lokalnym warsztacie?


Wielka Koalicja już przyznaje się do porażki „premii za zwrakowanie”. Panicznie poszukiwane są nowe mechanizmy interwencji rynkowej, aby przeciwdziałać nadciągającemu kolapsowi sprzedaży nowych aut. Chadecki premier Badenii Oettinger sugeruje subwencjonowanie wyprzedaży rocznika aut na koniec roku pośród pracowników fabryk koncernów. Znów pieniądze z kiesy państwa miałyby zasilić wybrańców z branży motoryzacyjnej.


Temu wszystkiemu od początku sprzeciwiała się FDP. Trzeba mieć nadzieję, że po jej wejściu do rządu tego typu ekonomicznych absurdów będzie mniej.

Dodaj komentarz


Copyright © Polska Liberalna - liberalizm, polityka, kultura, historia, społeczeństwo, media - polskaliberalna.net 2012

Template by Joomla Themes & Tanie przeprowadzki Kraków.