Ukraina: Janukowycz będzie prezydentem

Sondaże nie pozostawiają wątpliwości. Niekwestionowanym liderem wszystkich badań opinii publicznej na Ukrainie jest Wiktor Janukowycz, szef Partii Regionów, kojarzony z administracją Leonida Kuczmy. W sondażu przeprowadzonym przez pracownię "FOM Ukraina" Janukowycz może liczyć na 38 proc. poparcia. Drugie miejsce zajmuje premier Julia Tymoszenko, liderka bloku sygnowanego własnym nazwiskiem - może ona liczyć na poparcie 24,1 proc. Ukraińców.
Żadnych czas na reelekcję nie ma urzędujący prezydent Wiktor Juszczenko. Pełniący swoją funkcję od zwycięstwa w tzw. pomarańczowej rewolucji może liczyć na poparcie zaledwie 3,5 proc. badanych - głównie w metropoliach na zachodniej Ukrainie - Lwowie i Kijowie.
Co oznacza zwycięstwo Janukowycza. Na pewno zwrot w kierunku Rosji. Janukowycz był już premierem po czasach pomarańczowej rewolucji i nie zaszły żadne spektakularne zmiany polityczne. Program lidera Partii Regionów to wzmocnienie statusu języka rosyjskiego, którym posługuje się wielu Ukraińców na wchodzie kraju, zwiększenie świadczeń socjalnych i sprzeciw wobec prywatyzacji.
Kadencja Juszczenki w kwestii polityki międzynarodowej przebiegła pod hasłem dążenia do integracji Ukrainy ze strukturami Unii Europejskiej i NATO. Co z tego, skoro nie potrafił przekonać do tego swoich rodaków. Kuriozalne kłótnie (m.in. o to kto poleci rządowych samolotem) z premier Julią Tymoszenko skutecznie zniechęciły Ukraińców do obozu pomarańczowych. Nie bez znaczenia był również kryzys ekonomiczny, na Ukrainie przebiegający w sposób niezwykle dotkliwy. Wartość kursu hrywny w stosunku do dolara spadła niemal dwukrotnie.
Mimo wszystko pomarańczową rewolucję należy ocenić jako przedsięwzięcie udane. Po niej na Ukrainie nie powtórzą się zaginięcia dziennikarzy, represjonowanie opozycjonistów i ograniczanie wolności mediów. Można też się spodziewać, że wybory przebiegną w atmosferze akceptowalnej dla instytucji międzynarodowych. I nawet zwycięstwo Janukowycza tego nie zmieni, ponieważ Ukraińcy nauczyli się jednego - patrzenia władzy na ręce.

