Jesteś tutaj: Strona główna >> Opinie >> Gwiazdowski: Wędrujący sukces

Gwiazdowski: Wędrujący sukces

Pan Profesor Grzegorz W. Kołodko napisał list do Pana Premiera Donalda Tuska. Pan Profesor napisał bo mu żal. Jak ktoś by chciał, proszę zrobić pewien eksperyment: Tam gdzie Pan Profesor pisze „neoliberalizm” - wstawić „kapitalizm”, a tam gdzie „neoliberałowie” - wstawić „burżuazja”. Reszta będzie wyśmienicie pasowała.

 

Cytaty z Pana Profesora na czarno. Mój komentarz na czerwono.

Żal niewytworzonego dochodu, co pozbawia polskie rodziny szansy na osiągnięcie relatywnie wyższego poziomu życia i ogranicza naszym przedsiębiorcom możliwości dalej idącej ekspansji” (Zgadzam się w stu procentach. Mi też jest żal tej szansy, z której nie skorzystaliśmy po 1989 roku i zmarnowaliśmy kapitał nadziei, który drzemał w Polakach.)

Dokładnie dwadzieścia lat temu - 6 lutego 1989 roku - zasiedliśmy (ja nie zasiadałem – liberałów nie zaproszono) do Okrągłego Stołu. Wówczas założenie, że w nowych warunkach politycznych i systemowych średnie tempo wzrostu przez następne pokolenie wynosić będzie zaledwie 3 proc., było nie do zaakceptowania, bo przecież nawet w przeszłości produkcja rosła dużo szybciej. Oczekiwano więcej. I słusznie, bo mogło to być nawet 5 proc. średniorocznie. (A dlaczego tylko 5%? Moim zdaniem mogło być więcej. Skoro inne kraje mogły osiągnąć wyższe tempo to my tym bardziej bo mamy potencjał, którego inni nie mają. Ten potencjał to kapitał ludzki. Młodzi, wykształceni ludzie, którym chce się chcieć, którzy potrafią rzucić się „za wodę” – jechać do Wielkiej Brytanii byleby pracować!!!)

Podczas gdy latach rządów zdominowanych przez nurt neoliberalny (Co to jest nurt „neoliberalny”? Jakieś nazwiska i DOKTRYNA!!! Nie parę sloganów, tylko doktryna w znaczeniu, jakie pojęciu temu nadaje NAUKA!!!) - w trakcie dziesięciu lat, 1990-93, 1998-2001 i 2008-09- PKB wzrasta w sumie o 7 proc. (!), w ośmioleciu 1994-97 i 2002-05 aż o 45 proc. (??? 1. Ciekawe, jak Pan Profesor uzyskał taki fantastyczny wynik za lata 94-7 i 02-05? Mi się tak nie zsumowało. 2. Czy wzrost gospodarczy w 1994 wziął się z tego, co zrobiono zaraz po wyborach 1993 roku? A jeśli tak, to co to było takiego???) Wtedy bowiem właściwie określone były cele, a reformy strukturalne (JAKIE??? JAKIE??? JAKIE???) podporządkowane były wymogom szybkiego i zrównoważonego rozwoju. Polityka gospodarcza opierała się na poprawnej (a może jakiś rzeczownik, zamiast kolejnego przymiotnika?) teorii ekonomicznej, a nie na dogmatach.

To wtedy, w 1996 roku, jako wicepremier i minister finansów RP podpisałem akt przystąpienia Polski do Organizacji Rozwoju Gospodarczego i Współpracy, OECD, co było skutkiem jakościowego postępu w sferze budowy instytucji. (Za to brawo!!!) To wtedy, w latach 2002-03, doprowadziliśmy do zwieńczenia sukcesem negocjacji w sprawie pełnej integracji z Unią Europejską. (Jak demagogia, to demagogia: ja bym wynegocjował lepszy Traktat Akcesyjny. I niech Pan Profesor udowodni, że ten wynegocjowany był najlepszy)

Dochód nie wytworzony jest stracony raz na zawsze. (YES!, YES!, YES!!!) W roku 2009 nasz PKB jest tylko o 80 proc. wyższy niż w roku 1989 (Niestety, jest to zatrważająca prawda!!!), choć przy uprawianiu przez całe minione dwudziestolecie skutecznej polityki- jak tej realizowanej podczas "Strategii dla Polski " - mógł już być o 160 proc. większy. (Dlaczego tylko 160%? Przy liberalnej strategii mógł być dużo większy). 

Wystarczyło uniknąć serii poważnych błędów w polityce gospodarczej na początku lat 90., wskutek czego PKB spadł o prawie 20 proc. i powstało masowe, przekraczające 3 miliony bezrobocie, oraz u końca lat 90., kiedy to tempo wzrostu w rezultacie niepotrzebnego przechłodzenia gospodarki sprowadzono z rekordowego w minionym ćwierćwieczu 7,5 proc. w II kwartale 1997 roku do śladowych 0,2 proc. w IV kwartale 2001 roku, a bezrobocie zwiększyło się o ponad milion. (To prawda! Trzeba było nie popełniać takich błędów jak: podwyższanie składek ubezpieczeniowych, wprowadzanie stromej progresji podatkowej, ograniczanie swobody gospodarczej, uprzywilejowanie policji podatkowej kosztem podatnika, udzielanie dyskrecjonalnych zwolnień podatkowych dla wybranych podatników, zaniechanie prywatyzacji, rozrost biurokracji rządowej, zaniechanie reformy finansów publicznych, nie wprowadzenie budżetu zadaniowego, utrzymywanie kontroli cen niektórych towarów - zwłaszcza węgla i energii elektrycznej, co uniemożliwiło prowadzenie racjonalnego rachunku ekonomicznego, bo jest on możliwy tylko wówczas, gdy zasoby mają swoją cenę).

Rzeczą zdumiewającą jest, że polscy neoliberałowie nie potrafią przyznać, że dwakroć - po 1993 i 2001 roku - trzeba było wyprowadzić gospodarkę z zapaści, do jakiej ich polityka doprowadziła (O jakich „neoliberałach” mowa? Bo ja się nie przyznaję do tego, żeby po 1993 i 2001 roku realizowana była moja polityka). Zamiast wyciągnąć praktyczne wnioski, upierają się przy swoim, bardziej z doktrynerskich niż merytorycznych pozycji. (Tak! Upieram się, że należy: zmniejszyć koszty pracy, dokończyć prywatyzację itp…)

A wystarczyło przez całe dwudziestolecie wytrwale kroczyć ścieżką szybkiego i zrównoważonego wzrostu (owszem, "wystarczyło ") tworząc sukcesywnie coraz bardziej dojrzałe instytucje społecznej gospodarki rynkowej (A co jest instytucją „społecznej gospodarki rynkowej? Abolicja podatkowa? Deklaracje majątkowe o złotych plombach w szóstkach – jakie miały zostać wprowadzone w 2002 roku? Przed czym uchronił nas Pan Prezydent Aleksander Kwaśniewski wetując głupawe ustawy? Nie ważne z jakiego powodu. Może ktoś nie chciał składać takich deklaracji. Ale skutek był pozytywny dla wszystkich. Bo moim zdaniem należałoby budować instytucje gospodarki rynkowej nie analizując, czy są one „społeczne”. Jak, na przykład, sprawnie funkcjonujący wymiar sprawiedliwości!) Uniemożliwiły to jednak okresowo biorące górę idee i praktyki neoliberalne (Jakie? Bo moim zdaniem te, o których wspomniałem powyżej: barbarzyńskie składki ubezpieczeniowe, progresja podatkowa, itp.). Czyżby miały być przeforsowane trzeci już raz?  (Nie daj Boże! – aczkolwiek rząd już podwyższył akcyzę i wspomina o konieczności podwyższania kolejnych podatków).

Jeszcze dwa lata temu, w I kwartale 2007 roku, tempo wzrostu przekraczało 7 proc., a teraz osiągnięciem ma być 1,7 proc.! Gdyby cały czas należycie podchodzić do polityki rozwoju, to tempo to - zważywszy już na światowy kryzys gospodarczy - mogło spaść do jakichś 5 proc. Gdyby jeszcze wczesną jesienią Rząd, zamiast zapewniać o odporności na kryzys, podjął odpowiednie działania interwencyjne (Jakie działania są „odpowiednie”? Może wspomniane „deklaracje majątkowe” dla jednych i abolicja podatkowa dla drugich), bylibyśmy w mniej skomplikowanej sytuacji.

Gdyby teraz posłuchał Pan Premier także innych niż neoliberalne rad (To Panu Premierowi Donaldowi Tuskowi doradzają jacyś „neoliberałowie”? Chętnie poznałbym nazwiska? Może znowu odwiedził nas Pan Profesor Jeffrey Sachs, który przyznał ostatnio, że „w głębi był zawsze socjaldemokratą”?), przyrost PKB w tym roku mógłby wciąż jeszcze wynieść około 3,5 proc., a w roku następnym przyspieszyć. (A jakie recepty ma Pan Profesor na ten wzrost? Ja mam następujące: radykalnie obniżyć koszty pracy, dokończyć prywatyzację, zlikwidować 2/3 ministerstw, przywrócić wolność gospodarczą, jak za Wilczka, itp.) A tak to tracimy w latach 2008-09 co najmniej 1800 złotych średnio na osobę, 7 tysięcy na każdą rodzinę. I to bezpowrotnie. A utracić możemy dużo więcej, idzie bowiem - też po raz trzeci - wręcz ku stagnacji i recesji. (Tutaj zgoda!)

Bez pilnego podjęcia radykalnych działań w końcu roku śladowe tempo wzrostu oscylować może wokół zera... (Znowu prawda!) Czy tak to już być musi, że neoliberalne rządy w Polsce zawsze będą kojarzone z recesją, stagnacją, spowolnieniem? Gorzej nawet - z narastaniem bezrobocia, obszarów ubóstwa i emigracji zarobkowej? (Niestety będą – ale głównie dlatego, że rzekomo „neoliberalne” rządy realizują w praktyce socjalistyczną politykę gospodarczą – więc efekt musi być żałosny)

Skoro jeszcze przed uchwaleniem budżetu mówi się o konieczności jego nowelizacji, czyli urealnienia, dowodzi to wadliwego sterowania finansami publicznymi. (Absolutnie ma Pan Profesor rację!) Jak można w dwa tygodnie po podpisaniu budżetu przez Prezydenta RP przyznać, że przewidywane dochody zostały przeszacowane o 17 miliardów złotych? (To rzeczywiście zdumiewające!) Chyba że znowu mamy do czynienia z "czystą polityką " i po to lansuje się tezę o konieczności cięcia wydatków, aby wytłumić głosy rozsądku domagające się ożywiającego gospodarkę zwiększenia nakładów. (A skąd wziąć pieniążki na zwiększenie nakładów? Chętnie bym sobie nowy samochodzik kupił. To powinno ożywić przemysł samochodowy. No i oczywiście jakąś rezydencję – bo podobno sektor budowlany też jest w potrzebie)

Dobrze, że chociaż przy tej okazji w zapomnienie, miejmy nadzieję, idzie fatalny pomysł z tzw. podatkiem liniowym, który zawsze służy redystrybucji dochodów od niżej uposażonych grup ludności do jej bogatszych warstw. (Pan Profesor jako akademik płaci podatek progresywny, ale tylko od połowy przychodu, bo ma 50% kosztów uzyskania. A od wynagrodzeń z Banku Światowego przez lata nie płacił w ogóle podatku w Polsce. Więc jest to całkowicie zrozumiałe, że ktoś musi zapłacić odpowiednio więcej – za Pana Profesora) Już wkrótce Rząd stanąć może w obliczu konieczności podniesienia podatków, aby mieć środki na finansowanie niezbędnych wydatków publicznych. (Niestety tak pewnie będzie, bo przecież musza być pieniądze na pensje dla rosnącej rzeszy pracowników administracji) Wskazuje na to także narastanie potrzeb płatniczych Państwa, których obsługa, zważywszy na złe zarządzanie długiem publicznym, wkrótce znaleźć może się w krytycznej sytuacji (To tak zwana „oczywista oczywistość).

Doktryna neoliberalna wyklucza światły interwencjonizm („światły interwencjonizm” nie wiem dlaczego kojarzy mi się ze światłym absolutyzmem – na przykład Katarzyny Wielkiej. To ja już wolę nasze poczciwe liberum veto), chociaż bynajmniej nie wyklucza nieracjonalnych cięć wydatków, co przecież też jest interwencją. (Nie wydawanie pieniędzy, których się nie ma szczególną formą „interwencjonizmu”?)

Z nadmierną ostrożnością podchodzi Pan Premier do pożądanych działań interwencyjnych polegających na koniecznej w obecnych warunkach ekspansji fiskalnej. W innych krajach zrozumiano to w obliczu kompromitacji neoliberalizmu, bo czymże jest obecny kryzys finansowo-gospodarczy i jego rozlewanie się po świecie, jak nie totalnym obnażeniem marności tej koncepcji gospodarki rynkowej?  (Panie Premierze, proszę śmiało. Można złożyć w mennicy zamówienie – niech drukuje. Już sam fakt, że będzie drukowała – a więc generowała popyt na prąd  będzie musiała zatrudnić drukarzy, którzy otrzymają wynagrodzenia i zwiększą tym samym popyt wewnętrzny, będzie rzeczą pozytywną. A jak już ci drukarze wydrukują te pieniążki i je Pan Premier rozda wyborcom przed wyborami prezydenckimi, to dokona Pan w końcu tego zapowiadanego cudu gospodarczego i będzie jak Messner. Albo nawet i Rakowski. W jednej osobie.)

W 2009 roku deficyt budżetowy krajów bogatych rośnie skokowo z 2 do około 6 proc. PKB, a w grupie krajów tzw. wyłaniających się rynków z nadwyżki przechodzi się do deficytu około 3 proc. W większości przypadków jest to następstwem podejmowanej /ex ante/ świadomej i celowej decyzji rządów. Czy raz jeszcze mamy być negatywnym wyjątkiem, który nie potrafi pragmatycznie dostosować się do szoków zewnętrznych? Czy nie może wziąć góry zdrowy, ekonomiczny rozsądek? (No i w końcu wiemy skąd będą pieniążki. Przyniesie je nam wszystkim Pan Deficyt. A w dłuższej perspektywie czasu wszyscy będziemy martwi – jak powiedział John Keynes)

Zamiast agresywnie nakręcać koniunkturę poprzez zwiększanie wewnętrznego popytu - ludności i przedsiębiorców, konsumentów i inwestorów (Rozumiem, że „agresywnie” należy wykorzystywać mennicę państwową? Czy może chodzi o jakiś inny rodzaj „agresji”? A jeśli tak, to jaki?) 

Panie Premierze, jeśli nie jest Pan pewien, z jakich instrumentów polityki gospodarczej korzystać, bo sytuacja rzeczywiście jest trudna, to niech Pan pyta! (Tu się zgadzam. Tylko niech pan Premier pyta nie tylko „neoliberałów” i Profesora Kołodko. Może spektrum tych, których Pan Premier powinien zapytać powinno być nieco szersze?) W Polsce nie brakuje światłych ekonomistów (Niestety tu się nie zgodzę. Który z polskich ekonomistów ma jakieś cytowania w naukowych czasopismach rangi światowej?) Pański poprzednik zlikwidował Radę Strategii Społeczno-Gospodarczej, która z pożytkiem funkcjonowała w latach 1994-2005. Tych, co czasami myślą inaczej, nie trzeba się obawiać. Ich warto słuchać. (To prawda! Ja, na przykład, myślę ciągle „inaczej” - i od "neoliberałów " i od Pana Profesora Kołodko, ale pewnie zdaniem Pana Profesora nie warto mnie słuchać)

To nie jest czas ideologii. To czas pragmatyzmu. Bezrobocie wynosiło już "tylko " 8,8 proc., ale znów rośnie i jest dwucyfrowe, a w końcu roku przekraczać będzie 12 proc. i nadal będzie się zwiększać (Niestety to prawda. Dlaczego? Bo „praca” to największa pozycja kosztowa, którą najłatwiej zredukować). Coraz więcej gospodarstw domowych i firm ma problemy ze spłatą kredytów. (Jak im pomóc? Skoro mamy „unieważnić” opcje, to może „unieważnimy” też kredyty?)

Trzeba traktować deficyt budżetowy jako aktywny środek polityki gospodarczej, a nie jako jej cel. Rzecz nie w samej wielkości deficytu, ale przede wszystkim w strukturze generowanych jego zmianami wydatków. Powinny one mieć charakter prorozwojowy. Pożądane zatem jest nie zmniejszanie, ale bezinflacyjne zwiększenie deficytu o około 6-7 miliardów złotych w stosunku do ustawowych założeń. (Kto pożyczy nam pieniążki na „bezinflacyjne” zwiększenie deficytu?)

Trzeba podjąć wespół z NBP działania - modyfikując mechanizm kursowy i interweniując na rynku walutowym - stabilizujące kurs wokół 4 złotych za euro, bo to jest poziom strategicznie korzystny dla polskiej gospodarki. (Pan Prezydent Władimir Putin – czy może chwilowo Pan Premier Putin – właśnie posłuchał Pana Profesora Kołodko i „interweniował na rynku walutowym. Ma jakieś 200 mld USD w plecy)

W szczególności warto zwiększyć potencjał instytucji, na które Rząd ma wpływ -- Banku Gospodarstwa Krajowego, PKO BP i Korporacji Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych. Warto maksymalnie, kwotą co najmniej 2,5 miliarda złotych, dokapitalizować BGK, pod warunkiem wszak, że istotnie zwiększony zostanie zakres obsługi przezeń sektora finansów publicznych.  (Tak warto! Na dokapitalizowanie BGK były już pomysły, gdy Pan Profesor Grzegorz Kołodko był Wicepremierem. Szkoda, że ich nie zrealizowano.)

Dodatkowe środki powinny być wykorzystane przez BGK - we współpracy sieciowej z bankami spółdzielczymi i Bankiem Pocztowym - do zwiększenia akcji kredytowej dla małych i średnich przedsiębiorstw oraz na rynku mieszkaniowym. W tym celu wskazane jest dokapitalizowanie również PKO BP po to, by przy swojej ogromnej sieci aktywnie rozwinął kredytowanie przedsiębiorstw. (PKO BO bardzo aktywnie działa na rynku kredytowym. I niech to robi nadal. Jeśli może „zwiększyć akcję kredytową” – niech zwiększa. Ale niech nie rozdaje kredytów bezrobotnym – jak to robiły banki hipoteczne w USA)

Niezależnie od odpowiedniej antykryzysowej i prorozwojowej gry dostępnymi instrumentami makroekonomicznymi (bardzo podoba mi się słowo „gra” – czy ma to być taka sama gra, jaką popisali się dyrektorzy finansowi wielu firm „grając na opcjach”?) sięgać trzeba również do narzędzi polityki mikroekonomicznej. W szczególności na lata 2009-10 należy zastosować podwyższone odpisy amortyzacyjne dla przedsiębiorstw. Przyczyniłoby się to do poprawy ich płynności finansowej, a w konsekwencji do zmniejszenia ryzyka gospodarczego- tak jak jest ono obecnie postrzegane przez banki. (Słuszna rada. Ja bym tylko zrobił pewną modyfikację: należy zastosować podwyższone odpisy amortyzacyjne. No bo jeśli w latach 2009-2010 to dlaczego nie później. A może po prostu przestać oszukiwać przedsiębiorców i uznać za koszt uzyskania przychodu to, co oni rzeczywiście wydali???? Czy to już zbyt radykalny pomysł na rok 2011 i dalsze???)

W ślad za tym spadłoby ryzyko kredytowe i wzrósł dopływ pieniądza do przedsiębiorstw z banków komercyjnych. Spowodowany takim posunięciem ubytek wpływów budżetowych byłby szybko - i z nawiązką - skompensowany wyższym poziomem aktywności produkcyjnej i zatrudnienia, a więc koniec końców także przychodami fiskusa. Wszystko to nie tylko bezpośrednio ożywi koniunkturę, ale da oczywiste efekty mnożnikowe, chroniąc przy okazji istniejące i tworząc nowe miejsca pracy. W sumie z czasem poprawi się sytuacja budżetowa. (No właśnie. Więc dlaczego z tego rezygnować w roku 2011???)

Do zwiększenia płynności sektora finansowego i podaży pieniądza kredytowego przyczynić może się także obniżenie przez NBP rezerwy obowiązkowej banków komercyjnych, o co należy zabiegać. Bank centralny pójdzie na to bardziej niż na dalsze, skądinąd niezbędne, głębokie cięcia stóp procentowych, do czego ma awersję. Jednakże obecnie to nie fizyczny brak środków jest zasadniczą barierą dla podaży pieniądza kredytowego do gospodarki, ale nadmierne ryzyko ich angażowania. Można je niwelować poprzez udzielanie na jeszcze większą niż dotychczas skalę gwarancji rządowych, które bynajmniej nie pociągają za sobą automatycznie wypłat środków budżetowych. (Kiedyś, w czasach które Pan Profesor stawia z wzór, rząd udzielił już takich poręczeń – na przykład Laboratorium Frakcjonowania Osocza. Wcale nie rządzili wówczas „neoliberałowie”).

Proponowany tu pakiet antykryzysowy powinien umożliwić:

1) Podniesienie poziomu konkurencyjności polskich przedsiębiorstw. (YES!, YES!, YES!!! HOW? HOW? HOW???)

2) Utrzymanie inflacji w ryzach, na poziomie celu wyznaczonego przez NBP.  (YES!, YES!, YES!!! HOW? HOW? HOW???)

3) Odpowiednio wysoki, prorozwojowy poziom wewnętrznych oszczędności i inwestycji. (YES!, YES!, YES!!! HOW? HOW? HOW???)

4) Tempo wzrostu około 3,5 proc. w 2009 roku i co najmniej 5 proc. w roku 2010 i w latach następnych. (YES!, YES!, YES!!! HOW? HOW? HOW???)  I w rezultacie prowadzić do:

5) Bezrobocia na poziomie jednocyfrowym i dalszego jego spadku. (YES!, YES!, YES!!! HOW? HOW? HOW???)

6) Ograniczenia marginesu wykluczenia społecznego. (YES!, YES!, YES!!! HOW? HOW? HOW???)

7) Poprawy warunków życia. (YES!, YES!, YES!!! HOW? HOW? HOW???)

8) Stabilizacji liczby ludności. (NO!, NO!, NO!!! Liczba ludności powinna się zwiększać, a nie "stabilizować " ktoś musi spłacic te kredyty, co to je zaciągniemy, żeby mieć "bezinflacyjny deficyt ")

***

P.S. Przeczytałem "Wędrujący świat ". I jestem pod wrażeniem. Przede wszystkim sprawności językowej Pana Profesora. I wielu słusznych diagnoz dotyczących otaczającej nas rzeczywistości, z których wiele podzielam. Ale nie zgadzam się z zalecanym lekarstwem. Jak ktoś ma gorączkę, to wcale nie należy go "na trzy zdrowaśki do pieca "!

Dodaj komentarz


Copyright © Polska Liberalna - liberalizm, polityka, kultura, historia, społeczeństwo, media - polskaliberalna.net 2012

Template by Joomla Themes & Tanie przeprowadzki Kraków.