"Polemika - Aborcja"
Odnosił się w nim będę do wpisu Emila Peteckiego "Aborcja" opublikowanego w dziale Debata na portalu Polskaliberalna.net
Wg mnie artykuł ten zawiera tak wiele przeinaczeń, kłamstw, uproszczeń i zwyczajnej ignorancji, że aż boli, szczególnie kogoś, kto chciałby dyskusji merytorycznych, opartych na logicznych argumentach i spójnych poglądach.
Ale ad rem.
Pierwszą głupotą, jaką znalazłem w tekście pana Peteckiego są słowa:
Najważniejszym bodaj argumentem przytaczanym przez zwolenników aborcji „na życzenie" jest sytuacja, w której kobieta została przymuszona do odbycia stosunku płciowego, bądź mówiąc bardziej kolokwialnie – zgwałcona.
Gdzie tu głupota? Ano w myleniu "aborcji na życzenie" z "aborcją z powodu czynu zabronionego (np. zgwałcenia)". Dlaczego jest to głupota? Cóż, wystarczy wyjść na ulicę i spytać jakąkolwiek kobietę, czy ŻYCZYŁABY SOBIE ZOSTAĆ ZGWAŁCONĄ. Aborcja na życzenie dotyczy sytuacji, w których płód jest albo wynikiem niedbalstwa, albo nie do końca przemyślanej decyzji. Aborcja w wypadku zgwałcenia dotyczy sytuacji gdy kobieta stała się ofiarą niedającego się odeprzeć zamachu. Jest różnica? Ano jest. Dlaczego pan Petecki jej nie dostrzegł? Nie wiem.
Druga głupota:
Rozumiem kobietę, która po zajściu w ciążę nie zamierza żywić bękarta jakiegoś zboczeńca. W takim przypadku najlepszym rozwiązaniem jest według mnie utworzenie specjalnych domów dziecka dla takich dzieci(...)Ponadto moje rozwiązanie pozbawiłoby dodatkowego kłopotu kobiety, które z przyczyn materialnych nie mogą sobie na to pozwolić
Gdzie tu głupota? W zręcznym (albo nieprzemyślanym - zależnie jak ocenić intencje Emila Peteckiego) pominięciu okresu ciąży. Czyli okresu po poczęciu, a przed porodem. Czyli pomiędzy zgwałceniem, a urodzeniem. Okresu liczącego około 9 miesięcy. 9 miesięcy, które w normalnych warunkach wcale nie są lekkie. Zarówno fizycznie - kobieta w ciąży z tego co wiem (nie jestem kobietą, więc doświadczenie mam raczej z drugiej ręki) cierpi na różnego rodzaju bóle (nóg, pleców, brzucha etc), jak i psychiczne (wahania nastrojów, zmiany nawyków etc), ale też i ekonomiczno-społeczne (np. porzucenie pracy, zmiana stylu życia). I które ciężko ot tak sobie pominąć przy rozważaniu spraw dotyczących rozrodczości. A których już zupełnie pominąć nie wolno, gdy mówi się o 9 miesiącach ciąży, które są skutkiem zgwałcenia. Do typowych objawów dochodzą dodatkowe - świadomość cierpienia, które je spowodowało, świadomość upodlenia i zniewolenia. Jak dla mnie, ten okres 9 miesięcy, który dla kobiety zgwałconej, a więc ofiary jednego z najgorszych przestępstw powinien być brany pod uwagę. Bo przez te 9 miesięcy, jeśli kobiecie zakazać aborcji - jest ona w zasadzie uprzedmiotowiona do roli inkubatora. Jej cierpienie, jej ból... nie mają znaczenia. Liczy się to, że w jej ciele jest płód. A to, że ona nigdy go nie chciała, że zmuszono ją do jego przyjęcia, że teraz zmusza się ją do jego utrzymywania, kosztem własnego życia, zdrowia i sposobu egzystencji... traci na znaczeniu. Wg mnie całkowicie niesłusznie.
Trzecia głupota:
najlepszym rozwiązaniem jest według mnie utworzenie specjalnych domów dziecka dla takich dzieci.
Czwarta głupota:
Gwałciciele zaś zmuszani byliby do płacenia odpowiedniej sumy, proporcjonalnej do ich majątku na rzecz utrzymania tego typu ośrodków. W przypadku, gdy nie mieliby oni odpowiednich środków zmuszani byliby do woluntarnej pracy na ich rzecz (oczywiście w ramach wyroku).
Gdzie tu głupota? Ano w mówieniu "byliby" i "mieliby". Tryb przypuszczający to się chyba nazywa. Panie Petecki, podobne obowiązki już prawo nakłada na skazanego za zgwałcenie. Jak i na innych przestępców. Wystarczy otworzyć rozdział kodeksu karnego poświęcony karze i środkom karnym. Niechże pan nie próbuje za przeproszeniem wyważyć otwartych drzwi... bo tak, jest to głupota!
I niech pan pamięta - jak ktoś jest do czegoś zmuszany - to nie można mówić, że byłaby to WOLUNTARNA praca. Jeśli oczywiście pod pojęciem woluntarna rozumieć "niewymuszona, dobrowolna".
Piąta głupota:
Rozwiązanie to doprowadziłoby do zlikwidowania szarej strefy zajmującej się nielegalną aborcją
Gdzie tu głupota? Ano w naiwności znowu. I pominięciu ciąży! Czyli powrót do głupoty drugiej. Rozwiązanie proponowane, czyli zmuszenie kobiety do donoszenia dzieciaka, a potem "się zobaczy" tak na prawdę niczego nie rozwiązuje. Bo ta kobieta i tak przez 9 miesięcy będzie musiała się codziennie borykać z bardzo "konkretnymi" aspektami zdarzenia o którym najchętniej by zapomniała zupełnie. Czy naprawdę tego nie widać? Czy też pomija się to... dla spokoju własnego ducha?
Szósta głupota:
konieczność utrzymywania domów dziecka przez gwałcicieli mogłaby częściowo powstrzymać ten proceder
Gdzie tu głupota? Ano w wypowiadaniu się na temat o którym pojęcia się zupełnie nie ma. Prewencja ogólna, w wypadku gwałcicieli raczej nie odniesie sukcesu. Bo oni nie myślą! Wielu z nich, jak pokazują badania, to ludzie chorzy, którzy w zasadzie nie bardzo wiedzą co robią, ani dlaczego. Ci ludzie nie kontrolują swoich najbardziej prymitywnych instynktów, a my tutaj od nich wymagać mielibyśmy poszanowania dla prawa i strachu przed wymiarem sprawiedliwości? Litości. Oni nie zdają sobie sprawy z konsekwencji tego co robią. Wielu z nich pewnie myśli, że tego typu stosunek, to nie zgwałcenie... a normalny seks. Gdzie tutaj miejsce na prewencje ogólną? Jak ten człowiek w ogóle nie widzi nic złego w tym co robi?
Już pominę fakt, że prewencja ogólna to w ogóle dość kontrowersyjne zagadnienie i raczej ciężko jest udowodnić by była w pełni skutecznym remedium na przestępczość. Jakąkolwiek. Tutaj byśmy wchodzili na odwieczny spór tych, którzy lubią karać "przykładnie" i tych, którzy chcą karać "sprawiedliwie". Chyba trochę na to szkoda czasu.
Kończąc krytykę... czy naprawdę tak ciężko jest pisać coś przemyślawszy sprawę dokładnie? Zrobić plan, potem samemu spróbować znaleźć w nim wady. Naprawdę trudne nie było to co zrobiłem wyżej. Pewnie pan Petecki sam byłby w stanie to zrobić. Ba, wierzę, że wiele z jego uproszczeń wynikało raczej z pośpiechu, naiwności i emocjonalnego podejścia do sprawy... a nie z zimnej kalkulacji.
A nawet jeśli dla niego było to niemożliwe - to czy redakcja portalu, z którą przecież współpracuję w pewien sposób... też go nie czytała i po prostu puściła tekst, który się mniej lub bardziej ale kupy nie trzyma? A może czytała i puściła "dla hecy", żeby wywołać dyskusję, spór czy coś takiego?
