Spektakl wolnego Czeczena
Sprawa Ahmeda Zakajew (Akhmada Zakhayeva) została rozegrana modelowo. Było zatrzymanie i doprowadzenie do prokuratury w świetle kamer, godziny napięcia i oczekiwania, spodziewany wniosek prokuratury o areszt, zgodny z normami postępowania w tego rodzaju sytuacjach, związany z listem Interpolu, no i tryumf po decyzji sądu, dla wielu niezrozumiałej, zwalniającej Zakajewa z konieczności przebywania w polskim areszcie do czasu rozpatrzenia wniosku ekstradycyjnego. Polski sąd przychylił się do opinii i wyroku sądu brytyjskiego, dającego Czeczenowi azyl polityczny, stawiając to ponad dwustronną umowę ekstradycyjną Polski i Rosji. A dodatkowo nie zabezpieczył w żadnym stopniu pozwu strony rosyjskiej – Zakajew pozostał wolny, polski wymiar sprawiedliwości nie ma żadnego wpływu, czy pojawi się na sprawie o ekstradycję.
Nie o sprawy prawne jednak tu chodzi, ale o spektakl, w którym Polska odegrała rolę sceny, a polskie organy ścigania i wymiaru sprawiedliwości zagrały role drugoplanowe – a być może role politycznych, pożytecznych idiotów. Ahmed Zakajew wiedział, że przyjeżdżając do Polski naraża się na zatrzymanie – polskie organy ścigania, MSZ i MSWiA o tym informowały. Ale jednak przyjechał. Polskie służby konsularne mogły mu wizy nie przyznać, polskie organy ścigania mają Zakajewa w systemie informatycznym, jako poszukiwanego, wiedząc, że Rosjanie, zgodnie z prawem zażądają jego zatrzymania. Świadomie weszły w grę, której celem było nagłośnienie kongresu emigrantów czeczeńskich w Polsce – środowisk dla Czeczenii i Rosji marginalnych. Wchodząc w ten układ Polska nie ryzykowała nic specjalnego w naszych relacjach z Rosją – dowodem na to jest to, że polska i rosyjska prokuratura były cały czas w kontakcie i informowały się wzajemnie o sprawach. Stosunki dyplomatyczne Polski i Rosji nie ucierpią, Zakajew i jego rząd są tylko figurami na politycznej szachownicy, tolerowanymi w Wielkiej Brytanii.
Polska prokuratura rozpatrzyła sprawę na podstawie dostarczonych jej przez Rosję dokumentów i podjęła decyzję – nie na podstawie doniesień medialnych, czy opinii premiera Donalda Tuska, ale wypełniając formalnie swoje zadania. Sąd sprawę rozpatrzył, uznając, że Zakajew nie zostanie w areszcie ekstradycyjnym. Podstawą ma być to, że dostał on w Wielkiej Brytanii status uchodźcy. Nie wiem jednak, jak to wpływa na polsko-rosyjską umowę…
Polska, za sprawą Zakajewa i Kongresu Czeczeńców została postawiona w trudnej sytuacji, z którą jednak dała sobie radę. Rosja nie może (poza sprawą tymczasowego aresztu) mieć do nas pretensji. Unia Europejska nas pogłaszcze za przestrzeganie norm praw człowieka. Jednak pozostaje w tej sprawie niesmak i wiele niedopowiedzeń. Nie obeszło się również bez rytualnych pyskówek i oskarżeń opozycji (PiS-u) o serwilizm rządu wobec Rosji, ale to już taki urok polskiego grajdołka politycznego.
Z dużą wstrzemięźliwością traktuję organizacje i ruchy polityczne diaspor z terenów Kaukazu. Mam wrażenie, że to otoczka romantyzmu, a także martyrologii, jak się ciągnie za nimi, każe nam patrzeć na Czeczenów, czy Gruzinów z przyjaźnią. Powinniśmy im, zgodnie z naszą tradycją, także to najnowszą, „Solidarności”, pomagać, wypełniając także normy praw człowieka, ale jednocześnie powinniśmy trzymać się z daleka od jakichkolwiek deklaracji politycznych. Dziś bojowcy czeczeńscy to głównie islamscy terroryści, niewiele mający wspólnego z czasami Dżochara Dudajewa. Mówiąc o zbrodniach rosyjskich na Czeczenach, trzeba również zadawać pytania, czy gdyby rzeczywiście stworzono im warunki do samostanowienia, dali by sobie tak radę, jak kosowscy Albańczycy.
Azrael
