Po katastrofie w Smoleńsku wiadomo było, że czekają nas, zgodnie z Konstytucją RP i ustawą o wyborze Prezydenta RP, przedterminowe wybory. Pojawiły się wtedy pomysły, aby dwie główne siły polityczne, formacje postsolidarnościowe, zakopały topory wojenne i powróciły do pewnej formuły współpracy, może nawet POPiS-u, wystawiając w wyborach wspólnego kandydata. Zaczęto lansować teorię przewartościowania politycznego i zgody narodowej, twierdząc, że jest możliwe desygnowanie, siłami wszystkich się liczących partii, jednego kandydata, ponadpartyjnego, społecznego, nie związanego z polityką.Lansowała ten pomysł między innymi wytrawna i doświadczona dziennikarka „Gazety Wyborczej”, Ewa Siedlecka, wskazując na możliwość zaproszenia kogoś z byłych prezesów Trybunału Konstytucyjnego, albo prezesa Sądu Najwyższego. I choć osobiście miałem takiego kandydata, profesora Michała Kleibera, Prezesa PAN i społecznego doradcę prezydenta Lecha Kaczyńskiego, to jednak sam pomysł kandydata nie z pełnego demokratycznego wyboru, nie spodobał mi się.
Teraz również słychać, po morderstwie działacza PiS w Łodzi, że należałoby może powołać rząd fachowców albo nawet rząd zgody narodowej. Takie pomysły ma między innymi Marek Jurek, przewodniczący Prawicy Rzeczpospolitej, słychać te głosy również z pośród polityków Prawa i Sprawiedliwości. Oznacza to, że Platforma Obywatelska i Donald Tusk dobrowolnie mieliby pozbawić się części władzy, a może i całej. Bo przecież i premier i prezydent, według niedawanych słów Jarosława Kaczyńskiego powinni zejść ze sceny… Tylko znów – co ma to wspólnego z demokracją? Czy istnieją przesłanki, aby sądzić, że Ryszard C. działał w imieniu i za namową polityków Platformy Obywatelskiej? Czy odpowiedzialni za konflikt polityczny i język debaty politycznej są tylko politycy PO? A może Polsce zagraża niebezpieczeństwo zewnętrzne, czy konflikt wewnątrzkrajowy? Zagrożona jest stabilność państwa? Nic z takich sytuacji nie ma miejsca. Ryszard C. nie jest terrorystą, nie stoi na czele grupy zbrojnej, nic świadczy o tym, aby był inspirowany przez polityków, siły specjalne PRL, czy nowego Nikołaja Riepnina. Wygląda na to, że morderca z Częstochowy to frustrat, a sam akt zbrodni ma tylko tło polityczne, ale nie jest zamachem dla uzyskania konkretnych celów politycznych. Chyba, że odwoływanie się do niego przyniesie korzyści polityczne konkretnym partiom i politykom.
Wczoraj premier Donald Tusk, dziś prezydent Bronisław Komorowski wzywają do obniżenia poziomu agresji i wyzbycia się nienawiści w debacie publicznej, złagodzenia języka, nie zaniechując sporów i dyskusji. Obaj uważają, że sytuacja jest kryzysowa i zagraża demokracji. To wymaga refleksji. Tylko, że refleksja musi być poparta dobrymi chęciami – a tych po stronie Jarosława Kaczyńskiego nie ma. Już od 4 lipca, kiedy okazało się, że Kaczyński przegrał wybory prezydenckie, wiadome było, że szef PiS nie zejdzie z drogi konfrontacji i walki. Obiektem ataku i dezawuowania przez środowiska wspierające Prawo i Sprawiedliwość stał się nowy prezydent, Bronisław Komorowski
Kaczyńskiemu do gry politycznej może służyć wszystko. Pamięć, symbole, przeszłość, przyszłość. Jednym z symboli był krzyż postawiony z inicjatywy harcerzy, w kwietniu, pod Pałacem Prezydenckim. Krzyż został usunięty – teraz nową ikoną może się stać tragicznie zmarły Marek Rosiak, jako symbol i ofiara terroru wobec polityków i działaczy PiS. Już w dwie godziny po tragicznym wydarzeniu Jarosław Kaczyński zbudował na konferencji prasowej model nowej narracji politycznej, w której winnymi stała się Platforma Obywatelska i media mainstreamu. Potem były wypowiedzi „zastraszonych i prześladowanych” polityków PiS, oskarżenia Kazimierza Kutza, Stefana Niesiołowskiego i Janusza Palikota o napędzanie „przemysłu nienawiści”, i wreszcie histeryczna wypowiedź Witolda Waszczykowskiego o mordowaniu opozycji…I tak, zamiast emocje wyciszyć – Jarosław Kaczyński i jego akolici tylko je podkręcili.
Ideologią Jarosława Kaczyńskiego nie jest naprawa demokracji i prowadzenie w jej ramach sporu. Jego celem jest destabilizacja państwa i społeczeństwa, konflikt wykraczający poza ramy dysputy demokratycznej i eskalacja i brutalizacja języka. Dla niego śmierć Rosiaka jest tylko elementem, etapem kolejnej rozgrywki politycznej, a nie sytuacją do refleksji i szukania wyjścia. Konflikt polityczny pomiędzy Platformą Obywatelską i Prawem i Sprawiedliwością był zresztą dla obu formacji politycznym paliwem. „Jak nie my, to oni…” – to hasło doskonale mobilizowało. Tylko, że teraz może to już przestać działać.
Donald Tusk i Bronisław Komorowski, mając de facto władzę prawie zupełną w Polsce, rzeczywiście chcieliby obniżenia temperatury sporów, szczególnie, że substancja państwa domaga się już naprawy, reform, którym konsensus, a przynajmniej spokój społeczny by sprzyjał. Ale jak sądzę, poza oficjalnymi deklaracjami, wzywającymi do przewartościowania debaty publicznej, nie bardzo widzą, że jest to możliwe. Emocje nie opadną – wprost przeciwnie. Nie będzie porozumienia ponad podziałami, nie będzie wspólnego stolika polityków u prezydenta.
Azrael
