Jesteś tutaj: Strona główna >> Opinie >> Z blogów >> Azrael >> Polityczny PR, czy szczere działania?

Polityczny PR, czy szczere działania?

Od bardzo dawna, a może jeszcze nigdy w Polsce postkomunistycznej nie odczułem, że stwierdzenie „państwo neutralne światopoglądowo” ma znaczenie nie tylko dla obywateli, ale również dla rządzących nim polityków. Po raz pierwszy to określenie nie odnosi się tylko do wirtualnej rzeczywistości przekonań natury religijnej, społecznej i filozoficznej, ale także ma konkretny wymiar polityczny, a miejmy nadzieję, że również prawny. Bo przecież neutralność światopoglądowa to także wartość doktryny państwa demokratycznego.

 

Kościół katolicki głosami swoich biskupów, również w formie formalnych listów do polityków chciał w obliczu dyskusji parlamentarnej wywrzeć polityczny wpływ na kształt regulacji dotyczących zagadnień bioetyki , w tym procedur prawnych i organizacyjnych metody zapłodnienia in vitro.To już nie było tylko zalecenie i przypomnienie o nauce Kościoła katolickiego w tej materii, ale wprost wypowiedziane groźby sankcji, wynikających z Kodeksu Prawa Kanonicznego. To jest próba narzucenia politykom takich rozwiązań, które byłyby zgodne z nauką Kościoła, ale niezgodne z interesem i potrzebami społecznymi. I to jest właśnie podstawowy problem tego głosu Kościoła, a nie sprawy odwoływania się do postaw moralnych polityków, ponieważ moralność jest dla każdego człowieka, a więc również polityka sprawą osobniczą. Nakaz procedowania i głosowania posłów – katolików zgodnie z doktryną Kościoła katolickiego to nic innego jak próba namówienia polityków do sprzeniewierzenia się zapisom Konstytucji RP i ustawie o wykonywaniu mandatu posła i senatora RP. Warto tu zauważyć, że Sejm i Senat, generalnie władza demokratyczną, chcą wprowadzić opcję prawną umożliwiającą dokonanie zabiegów in vitro. Nie jest to prawo przymusu łamania praw moralnych katolików, wynikających z nauczania Kościoła. To jest prawo nie wchodzące w żaden sposób w obszar nauki Kościoła.

 

Premier Donald Tusk i jego rzecznik Paweł Graś odpowiadając na brutalne oskarżenia i groźby Kościoła, wyraźnie opowiedzieli się po stronie interesu społecznego. Po raz pierwszy opinia szefa rządu nie została poprzedzona sakramentalnymi słowami o konieczności „uważnego wysłuchania Kościoła”, lecz skierowano w tamtą stronę jasny przekaz, że sprawa regulacji prawnych in vitro będzie rozpatrywana w gronie polityków i ludzi świeckich. Hierarchowie przyzwyczajeni byli do tego, że każde ich zalecenie, napomnienie i żądanie będzie przez polityków wykonywane bez zmrużenia oka. Okazuje się jednak, że polski parlament może starać się ustanowić prawo niezgodne z opinią Kościoła – a prezydent zapewne to podpisze – to przecież jedna z jego obietnic z czasu kampanii przedwyborczej.

 

Można by się zapytać – skąd tak jawne „nieposłuszeństwo”? Sprawa jest dość oczywista. Platforma Obywatelska i osobiście premier mają niepodważalną pozycję polityczną, wypracowaną własnymi siłami, bez pomocy Kościoła katolickiego, a jak pokazały ostatnie wybory prezydenckie, wbrew znacznej grupie hierarchów. PO powinna wygrać następne wybory (samorządowe i przyszłoroczne, parlamentarne) bez mocy Kościoła. Po drugie, mniej więcej 2/3 obywateli popiera tę metodę pomocy bezdzietnym parom, traktując to jako metodę leczenie, a także społecznej terapii. Nie słychać, aby w Polsce dochodziło do sytuacji ostracyzmu społecznego wobec rodziców i dzieci poczętych w wyniku zapłodnień pozaustrojowych. Duży wpływ na świadomość społeczną zapewne było także przyznanie medycznego Nobla twórcy tej metody, profesorowi Robertowi G. Edwardsowi. Wściekłość Watykanu z jaką to wyróżnienie się spotkało, jest wymowna.

 

Jednak najważniejsze jest to, że Kościół katolicki, mocno uwikłany w awanturę w sprawie krzyża na Krakowskim Przedmieściu, aferę z Komisją Majątkową, sam spowodował wzrost nastrojów antyklerykalnych. Jeżeli dodamy do tego różne afery, jakie są udziałem Kościoła w Europie, które nie pozostaję w Polsce bez echa, to wytworzyła się doskonała sytuacja i atmosfera, aby wreszcie sprawę in vitro doprowadzić do końca.

 

I tu mam szczere wątpliwości co do idei, jaka przyświeca Donaldowi Tuskowi. Jak pamiętamy, są dwa poważne projekty regulacji metody in vitro, oba autorstwa posłów PO, Jarosław Gowina i Małgorzaty Kidawy-Błońskiej (ten drugi zbieżny projektem Marka Balickiego). I choć Donald Tusk opowiada się za tym drugim, mniej restrykcyjnym projektem, to mam pewne wątpliwości, czy w dalszym ciągu procedowania (jesteśmy w tej chwili dopiero przy pierwszym czytaniu w Sejmie) nie zajdą okoliczności, polityczne, które nie spowodują zmiany w podejściu premiera do tej sprawy. Mam bowiem tego rodzaju podejrzenia, że sprawa regulacji prawnych metody in vitro może stać się podstawą do rozgrywek politycznych pomiędzy PiS a PO. Niewykluczone, że oficjalne deklaracje poparcia dla Kidawy-Błońskiej mogą mieć drugą stronę, przyzwolenie na nieformalne porozumienie konserwatystów obu partii, „ponad podziałami”, za to niezgodnie z oczekiwaniami społecznymi. Niestety, już wielokrotnie w ciągu ostatnich lat rząd Donalda Tuska wchodził ostro i z przytupem z ciekawymi, otwartymi pomysłami, a następnie chyłkiem się z nich wycofywał. Miejmy nadzieję, że chęć poszerzenia elektoratu o grupę liberalnych, lewicujących wyborców przełoży, się na dobre, społecznie korzystne i humanitarne prawo.

 

Azrael

 

Dodaj komentarz


Copyright © Polska Liberalna - liberalizm, polityka, kultura, historia, społeczeństwo, media - polskaliberalna.net 2012

Template by Joomla Themes & Tanie przeprowadzki Kraków.