Infrastrukturalny zaścianek
Infrastruktura jest jednym z najważniejszych mierników rozwoju państwa, a inwestycje w nią wskaźnikiem bogactwa. W Polsce jest z tym źle, a w niektórych dziedzinach – tragicznie źle.
W ostatnich latach mieliśmy kilka przypadków tzw. blackoutu, czyli awarii sieci energetycznych na znacznych obszarach, m.in. pod Szczecinem, czy na południu Polski. Usuwanie awarii trwało wiele dni. I nie tylko przyczyny naturalne były ich powodem. Stan polskich sieci elektroenergetycznych, szczególnie tych średniej i małej mocy przesyłowej, jest tragiczny. Nierzadko instalacje mają 40, nawet 50 lat. I w przypadku, kiedy awaria, spowodowana choćby oblodzeniem, dotknęłaby większy obszar, grozi to, na zasadzie domina, awarią może nawet całego systemu przesyłowego. A podniesienie takiego systemu to nie jest kwestia godzin, ale dni, może nawet tygodni. To wielomiliardowe straty – każdego dnia.
Podobnie jest z polskimi kolejami. Ostanie zawirowania na polskiej kolei, związane ze zmianami rozkładu i konfliktami pomiędzy poszczególnymi gestorami linii kolejowych, spółkami kolejowymi, to tylko tak naprawdę błędy ludzkie. Dużo poważniejszym problemem jest dekapitalizacja majątku kolejowego, zarówno taboru, jak przede wszystkim infrastruktury. W Polsce prowadzi się kilka poważnych inwestycji modernizacyjnych szlaków kolejowych, na przykład na trasie Warszawa – Gdańsk, ale jednocześnie zaniedbuje się inne, nie wydatkując środków na utrzymanie stanu linii. Polska wydaje 0,08% środków PKB na utrzymanie przewozów kolejowych na tym samym poziomie (Węgry – 0,48%, Francja – 0-21%). Jednocześnie wydajemy tylko 4 euro rocznie na 1 km szlaku na samą modernizację, kiedy w Wielkiej Brytanii jest to 169 euro, a w Belgii 432 euro! Oznacza to, że polska kolej nie ma szans na wyjście z zapaści. Kosmetyczne zabiegi wokół dworców i kawa na peronach to tylko maskowanie rzeczywistego stanu polskich kolei. A rzecz nie tylko w tym, aby lepiej i szybciej przewozić pasażerów, ale również bezpieczniej. W ostatnich latach uniknęliśmy cudem kilku tragicznych katastrof kolejowych.
Inwestycje w infrastrukturę napędzają inwestycje w innych dziedzinach i stymulują całą gospodarkę. Tworzy się nowe miejsce pracy, jednocześnie budując kościec całej gospodarki. Bez sprawnej sieci dróg, szlaków kolejowych, zasilania energetycznego oraz szkieletowych sieci teleinformatycznych, gospodarka nie może się rozwijać. Doszliśmy do sytuacji, że barierą rozwoju nie są przepisy prawno-podatkowe i brak chętnego do inwestowania w Polsce kapitału (Hindusi i Chińczycy u polskich granic…), ale właśnie infrastrukturalne zapuszczenie Polski.
Dowiedzieliśmy się wczoraj, że rządowy program budowy dróg krajowych ulegnie korekcie – czytaj – nastąpią poważne cięcia. Od przyszłego roku, do roku 2015 ma zostać zbudowanych ponoć 1,5 tys. km autostrad i 1,3 tys. km dróg ekspresowych. Jednocześnie jednak zapowiedziano anulowanie ponad 20 przetargów na budowę dróg. Oznacza to, że duża część już rozpoczętych inwestycji nie zostanie dokończona, a te, które się toczą, skończą się w polu.
Budowa dróg jest jednym ze sztandarowych, ponoć udanych projektów tego rządu. Powołano Krajowy Fundusz Drogowy, który miał koordynować od strony finansowej budowę dróg. Unia Europejska, poprzez Fundusz Spójności,przekazuje Polsce ogromne środki na inwestycje drogowe. I wszystko to zostaje w dużym stopniu wstrzymane. Tłumaczenie jest jedno – należy zaciskać pasa, aby nie powiększać długu publicznego, tylko, że nie jest to prawdą, ponieważ wydatki z budżetu na drogi nie powiększają tego długu, a koszty inwestycji drogowych spadają. Wynika z tego, że znów, jak to już bywało wielokrotnie, po prostu przeszacowano środki i możliwości inwestycyjne. Dodatkowo Polsce grozi, że w wypadku wstrzymania niektórych inwestycji, które są finansowane ze środków UE, grozi nam wezwanie do zwrotu przyznanych dotacji. Tak może być w przypadku zaniechania budowy trasy Szczecin – Wrocław, której budowa ma zostać zawieszona.
Wczoraj w Ministerstwie Infrastruktury zakończyły się tak zwane konsultacje społeczne w sprawie Programu Budowy Dróg Krajowych na lata 2011-2015. Decyzje, jakie zapadną na ich podstawie, mogą tylko pogłębić chaos inwestycyjny. Nie przybędzie z nich środków, natomiast mogą nastąpić przesunięcia. Wcale nie jestem przekonany, że priorytety budowy autostrad i dróg ekspresowych zostaną zachowane. Lobbing lokalny może spowodować przesunięcie środków tak, że szkielet dróg szybkiego ruchu w Polsce nie powstanie do roku 2020.
Decyzje ograniczające inwestycje drogowe to poważna porażka Donalda Tuska i jego rządu. „Partia samochodowa” jest w Polsce mocna i dobrze rozegrana sprawa przez opozycję mogłaby jej przynieść niezłe profity. Jednak najgorsze jest to, że zapóźnienie w całości infrastruktury państwa blokuje nasz rozwój.
Azrael
