Stabilny układ Schetyna – Tusk
Kiedy w październiku 2009 roku premier Donald Tusk, w wyniku wybuchu tak zwanej afery hazardowej, zdymisjonował Grzegorza Schetynę ze stanowiska wicepremiera i odesłał go do Sejmu, uważałem to za poważny błąd. Nie doszło jednak do destabilizacji rządu, ani dezintegracji Platformy Obywatelskiej. Decyzja o odwołaniu Schetyny i innych polityków bezpośredniego zaplecza rządowego (i politycznego) Tuska wydawała się zbyt szybka i zbyt demonstracyjna. Upokarzające (jak się wydawało) usunięcie długoletniego przyjaciela i partnera politycznego, nie tylko formalnego zastępcy, mogło zaowocować wzrostem napięcia i problemami w przyszłości. Tusk rozbił nieformalny, dualistyczny układ władzy, co mogło doprowadzić do „posypania się” partii. Nic takiego jednak się nie stało. Schetyna, mocny i dobrze oceniany wicepremier i minister spraw wewnętrznych, szybko odnalazł się w nowej roli szefa klubu parlamentarnego, a następnie marszałka Sejmu. A jego miejsce u boku Donalda Tuska zajęli dawni koledzy z Kongresu Liberalno-Demokratycznego, Jan Krzysztof Bielecki i Krzysztof Kilian, oraz oczywiście szara eminencja Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, Igor Ostachowicz.
Grzegorz Schetyna po chwilowym zawahaniu swojej pozycji znów jest ważną postacią Platformy Obywatelskiej i polskiej polityki. Być może osłabła jego pozycja w Platformie Obywatelskiej, ale za to jego pozycja w Sejmie i klubie parlamentarnym PO jest nie do podważenia. Zawdzięcza to nie tylko wierności wobec Tuska, ale również temu, że jest politykiem autonomicznym i niezależnym, który nie waha się mówić to co myśli. Gani rząd i Donalda Tuska za brak reform, nie brakuje mu również odwagi krytykować polityczne zaniedbania premiera. Stąd jego twarde i wypowiedziane wprost ostre słowa dotyczące spóźnionej reakcji Tuska na raport komisji MAK. To, o czym inni politycy PO mówili półgębkiem na korytarzach sejmowych, Schetyna powtórzył kilkakrotnie do kamer i mikrofonów.

Osią sporu pomiędzy Donaldem Tuskiem nie są sprawy natury czystej polityki, czy synekury w spółkach dla niego i jego obozu. Głównym problemem jest to, że Schetyna pozostał takim samym liberałem, jakim był za czasów KLD i jakim się wydawała Platforma Obywatelska za swojego zarania i z niepokojem patrzy na stagnację rządu i inercję państwa. Obejmując stanowisko marszałka w lecie ubiegłego roku, autentycznie liczył na to, że rząd weźmie się poważnie za reformowanie państwa, finansów publicznych, administracji, ochrony zdrowia. Oczekiwał, że już jesienią biuro legislacyjne rządu prześle do Sejmu gotowe pakiety ustaw. W lecie 2010 roku Grzegorz Schetyna udzielił mi wywiadu, w którym powiedział;
Sejm powinien pracować „na dwa tempa”. Pierwszy termin to jesień tego roku, kiedy rząd musi przedstawić swoje projekty we wspomnianych sprawach,[sprawy ochrony zdrowia, finanse państwa (reguła wydatkowa), sprawy związane z systemami emerytalnymi] ponieważ mówi się o nich od dawna. I jeżeli do tej pory mówiono, że nie można tego realizować z powodu weta – teraz tego problemu nie powinno być. Należy również przedstawić założenia planu reformy emerytalnej i otwarcie powiedzieć, kiedy te plany zostaną przekazane do realizacji – czy już w tej kadencji Sejmu, czy jednak może po wyborach w roku 2011. Opinię publiczną należy otwarcie i uczciwie poinformować o kosztach tej reformy. Rząd, co zrozumiałe, chce zrealizować reformy bez zbytniego „bólu” dla społeczeństwa.
Jak to się skończyło – wiemy wszyscy. Sejm praktycznie nie zajął się żadną z tych spraw – poza podatkiem VAT…
Oczywiście istnieją również konflikty personalne, ale nie dotyczą one samego premiera, lecz jego otoczenia, wspomnianych już Bieleckiego, Kiliana, Ostachowicza, czy ministra Pawła Grasia. Grzegorz Schetyna, jak również kilku innych usuniętych z KPRM polityków nie darzy tej ekipy zbyt dużą estymą. Wie, że niektórzy z nich będą jego przeciwnikami w walce o schedę, kiedy Donald Tusk odejdzie ze stanowiska prezesa partii – a będzie to być może już w 2015 roku. Za nim jednak stoi doświadczenie, silne wsparcie polityków regionalnych, ale przede wszystkim to, że jego pozycja marszałka jest kluczowa dla utrzymania władzy przez PO, a także przeprowadzenia reform, które po wyborach jesiennych, parlamentarnych muszą się rozpocząć. Trójkąt Tusk – prezydent Komorowski – Schetyna jest dla wszystkich tych polityków gwarancją sukcesu. I jak by nie była „szorstka” przyjaźń pomiędzy nimi, to żaden z nich nie pójdzie drogą Marka Borowskiego, który zakładając SdPl rozpoczął dezintegrację lewicy.
