Kumoterstwo albo szara sieć
W Stanach Zjednoczonych i w Europie Zachodniej znajomości ze studiów są kapitałem na całe życie. Przynależność do konkretnej korporacji, bractwa studenckiego, może automatycznie otworzyć ścieżkę kariery. Studenci Oxfordu, Cambridge, czy francuskiej ENA (choć to trochę inna szkoła – uczelnia kształcąca korpus służby cywilnej) popierają się i ciągną po szczeblach kariery, niezależnie od przynależności partyjnej.
W czasach PRL taką rolę odgrywały organizacje studenckie, ZSP, SZSP, czy ZSMP (choć ona na uczelniach miała pozycję słabą). Uczestników tych formacji rzadko łączyła polityka, ideologia, częściej dobra zabawa, wyjazdy zagraniczne i interesy w spółdzielniach studenckich. I te znajomości i układy pozostały do dziś, wystarczy spojrzeć na Stowarzyszenie „Ordynacka”, odzyskujące dla siebie (i przy okazji lewicy) media publiczne. Czy w NZS też tak było? Oczywiście, że tak. Bo tak jest wszędzie i zawsze – jeżeli możesz komuś pomóc, a masz wybór – pomożesz najpierw „swojemu”. To jest kumoterstwo, które czasem przybiera formę nepotyzmu.
SLD wykryło i przedstawiło dziś na konferencji prasowej „układ” zależności, skupiający około 40 osób, powiązanych bliżej, lub dalej, z ministrem Cezarym Grabarczykiem i Hanną Zdanowską, obecną prezydent Łodzi, a pracujących w spółkach kolejowych i pocztowych. To znajomi i rodziny ministra, a także ich znajomi. Łączy ich głównie to, że są absolwentami łódzkich uczelni – i jakoś powiązani są z Platformą Obywatelską. Naganny proceder? Zapewne znajdą się na przedstawionej przez posła Wiesława Szczepańskiego liście takie osoby , które zostały członkami zarządów i rad nadzorczych spółek niezgodnie z uprawnieniami. Jeżeli Szczepański to wskaże – będzie miał rację i chwała mu. Gdyby nie to, że gdyby tak wrócić do złotych lat lewicy, 2001 – 2005, to tego rodzaju przykłady poszłyby nie w dziesiątki, ale w setki mniejszych i większych układów.
Żadna demokracja i żadne rządy nie są wolne od tego rodzaju patologii. To jest nieuniknione i nie ma tu znaczenia, że Polska jest dopiero na początku drogi demokratycznej. Za czasów rządów Jarosława Kaczyńskiego tego rodzaju układy też funkcjonowały i nie chodzi tylko o synekury, jakie „wyrąbał” Andrzej Lepper dla swojej watahy z biało-czerwonymi krawatami. Sam opisywałem układ, „szarą sieć powiązań”, jak to lubił określać Jarosław Kaczyński, oplatającą spółki paliwowe i energetyczne, a powiązane z Antonim Macierewiczem i Piotrem Naimskim. Oczywiście – spółki skarbu państwa, bo układ korporacji i kumoterstwo żeruje właśnie na nich… A o PSL, która jest polityczną spółką rodzinno-klanowo-biznesową napisano już wiele… Waldemar Pawlak w jednym z wywiadów dla radia publicznego powiedział szczerze, że on nie widzi nic zdrożnego w zatrudnianiu dzieci, żon i pociotków w firmach zarządzanych przez funkcjonariuszy partyjnych.
Nie od dziś wiadomo, że najlepszą rekomendacją fachowości w Warszawie, pod rządami Hanny Gronkiewicza Waltz, jest partyjna legitymacja. I Ratusz i kluczowe funkcje w dzielnicach są opanowane przez działaczy partyjnych. Dalej mamy do czynienia z krzyżowym nepotyzmem. Pan A zatrudnia Kasię, córkę Pani B w kuratorium, za to Pani B zatrudnia syna tego pierwszego w swojej dzielnicy jako starszego specjalistę do spraw zbędnych… proste, jak konstrukcja cepa bojowego. A ile synekur można znaleźć w różnego rodzaju radach nadzorczych, spółkach komunalnych, oświacie? Multum, tylko trzeba się umieć zakręcić.
W Polsce nie ma etosu pracy urzędnika państwowego. Każda partia, po przejęciu władzy, traktuje państwo, administrację, spółki Skarbu Państwa jako łup polityczno – biznesowy. Każda bez wyjątku. Żadna ekipa polityczna nie wypracowała jasnych kryteriów nominacji kadrowych, systemów awansów i działania w szeroko rozumianej służbie państwowej. Powoduje to, że coś, co w normalnych krajach demokracji jest korupcją polityczną – w Polsce jest normą. Były takie próby, poprzez stworzenie systemu szkoleń pracowników administracji państwa – ale zostały one zniweczone i do tej pory nie odbudowane. Warto pamiętać, że to za czasów rządów Prawa i Sprawiedliwości zlikwidowano Korpus Służby Cywilnej, zastępując go tzw. Państwowym Zasobem Kadrowym, któremu miały podlegać wszystkie stanowiska administracji szczebla centralnego i większość kluczowych stanowisk administracji regionalnej.
Rak nepotyzmu, kumoterstwa, praktyk handu politycznego stanowiskami – a co za tym idzie korupcji – jest obecny na ciele polskiego życia społecznego dalej. Żadna siła polityczna nie wzięła się poważnie za porządkowanie tej sfery życia publicznego. To grozi tym, że jak zwykle, kiedy wahadełko polityczne się kiedyś odwróci – następna ekipa znów rzuci się na łupy.
Ale na to jest właściwie tylko jeden ratunek, jedno lekarstwo, radykalna terapia. To prywatyzacja…
