Koniec Jarosława Kaczyńskiego?
Zachowania prezesa PiS w ostatnich tygodniach nie da się racjonalnie wytłumaczyć. Politycznego wyrachowania o które oskarżają go przeciwnicy nie ma tu ani kropelki. Wręcz przeciwnie, z punktu widzenia politycznego, Kaczyński popełnia błąd za błędem, zachowuje się irracjonalnie! Nie walczy przecież o głosy "obrońców krzyża" z Krakowskiego Przedmieścia, bo te ma już od dawna w kieszeni - formacja Marka Jurka nie ma szans na zagrożenie pozycji PiSu na skrajnej prawicy. Po co więc prezes wygaduje bzdury i sugeruje hipotezę zamachu?
Jarosław Kaczyński nie prowadzi gry politycznej. Wraz z końcem przegranej, mimo świetnego wyniku, kampanii, przestał zachowywać się jak polityk. Gra którą prowadzi jest sprawą indywidualną. Katastrofa smoleńska zadała mu mocniejszy cios, niż wydawało się podczas kampanii. Stracił przyjaciół, rodzinę i najbliższych współpracownikow.
Kiedy polityk przestaje zachowywać się jak polityk, oznacza to, że jego czas w polityce dobiega końca. Nie mówię tego złośliwie - daleki jestem od wysyłania Kaczyńskiego na przymusową emeryturę, jak chce tego Palikot. Kaczyński sam się na nia skazuje. Nie popełnia politycznego harakiri, ale bół po śmierci bliskich bierze nad nim górę. Polityczne wyrachowanie odkłada na bok.
To dla polityka oznacza koniec kariery. Do upadku Kaczyńskiego jeszcze daleka droga - ma silna pozycję, masę zwolenników no i jest wytrawnym i doświadczonym graczem na scenie politycznej. Jednakże nie ma ludzi niezastąpionych, a kolejne przegrane wybory (samorządowe) mogą wreszcie rozpocząc dyskusje w PiSie nad przyszłością partii. Dziś już odzywają się tam głosy dezaprobaty dla nowej linii polityki prezesa.
