Piskorski: Trzy buble rządu i PO
Rok 2010 nie będzie czasem pospiesznego wycofywania się przez rząd z obietnic i zapowiedzi, które szumnie głosił jeszcze bardzo niedawno. Trzy z nich wydają się najoczywistsze i będą uznawane za buble tego roku. Warto o tym powiedzieć już teraz aby za rok przekonać się czy miałem rację.
Po pierwsze, rząd wycofa się z zapowiedzi przyspieszonych wyborów parlamentarnych, które zapowiadane były na wiosnę przyszłego roku w związku z polską prezydencją w Unii Europejskiej, która czeka nas w II połowie 2011 roku. Wybory odbędą się w konstytucyjnym terminie właśnie z powodu polskiego przewodnictwa w Unii. Platforma będzie chciała wykorzystać ten czas, aby pokazać opinii publicznej jak bardzo sprawnie i kompetentnie jej ludzie zarządzają sprawami Unii. Będzie chciała „ogrzać się” w ciepełku unijnych przywódców. W kampanii wyborczej ekipie rządowej pomóc ma argument – niedorzeczny zresztą – że nie powinno się krytykować polskiego rządu (w tym partii go tworzących) w czasie, kiedy w ich rękach znajdują się stery Unii Europejskiej.
Po drugie, spodziewam się, że rok 2010 przyniesie rozkwit kreatywnej księgowości w polskich finansach publicznych. Brak reform i zaniechania obecnej ekipy prowadzą do dramatycznego narastania długu publicznego, który w przyszłym roku przekroczy zapewne barierę ostrzegawczą 55% PKB i niebezpiecznie zbliży się do konstytucyjnej granicy dopuszczalnej wysokości długu. Zamiast wdrażać zapowiadane reformy, co wymaga kompetencji i determinacji, rząd zmieni po prostu definicję długu publicznego tak, aby za pomocą papierowej operacji oddalić na kolejną kadencję widmo niepopularnych cięć budżetowych.
Po trzecie, spodziewam się, że nic nie wyjdzie z zapowiadanej gigantycznej prywatyzacji, która miałaby przynieść budżetowi państwa kilkadziesiąt miliardów złotych. Jej przeprowadzenie wymagałoby bowiem odwagi, która jest dobrem niesłychanie deficytowym u obecnej ekipy rządowej.
Chętnie zweryfikuje moje przewidywania już za rok.
