Dlaczego nie dali rady
Wynik planktonu smutno zaskakuje. Nasi kandydaci - oprócz Janusza Korwin-Mikkego - uzyskali znacznie mniej, niż się po nich spodziewano. Mniej niż 2 proc. to katastrofa i nie ma co się pocieszać, że przecież WP wypadł równie źle. Miał lepszy wynik niż Jarosław Kalinowski w 2005 roku. PSL jakoś po tamtych wyborach nie straciło pozycji.
Nie mam zamiaru powtarzać znanych frazesów: brak ludzi, struktur, pieniędzy, nieprzychylność mediów (a muszą być przychylne?) i ogólnie nierówność wobec grubej czwórki. To prawda, ale czy dyskusjami na blogu można to zmienić? Raczej nie. Dlatego zwrócę uwagę na jedną, czysto teoretyczną, rzecz, której nauczyłem się na ostatni egzamin w SGH: przewagę konkurenycjną.
Na rynku wygrywa zawsze produkt, który oferuje jakąś unikalną wartość albo kilka wartości. Podobnie jest w relacjach damsko-męskich. W tych wyborach prezydenckich, żaden z tej piątki planktonowych kandydató, nie pokazał w żaden sposób, że a) jest lepszy od innych, b) ma coś do zaoferowanie, czego nie mają inni, c) ma jakąś spójną wizję rządzenia. Nic ich nie czyniło lepszych od kandydatów grubej czwórki.
Zacznijmy od końca: Kornel Morawiecki. Jedyne, co zapamiętałem z jego kampanii to, to że "tak dalej być nie może" i "trzeba skończyć z okrągłym stołem". Nie udało się w latach 90' to miało 20 lat później?
Bogusław Ziętek - miał kilka ciekawych pomysłów: umowy o pracę, bloki itp. Jednak takie rzeczy nie wzruszają wyborców, bo są zbyt szczegółowe i nie kojarzą się z działalnością prezydenta. Pomysł na kampanię dobry, ale na wybory parlamentarne. Poza tym bardziej lewicowy w tych wyborach wydawał się być GN - choćby sprawy socjalne i światopoglądowe.
Marek Jurek - od razu ustawił się na twardą prawicę, co mu ograniczyło elektorat. Postawił najbardziej na sprawy wiary. W co drugiej wypowiedzi: "Chrześcijaństwo". Ale ile elektoratu w Polsce jest na to wrażliwe? Może z 10-15 proc. z czego większość to dusze O. Tadeusza Rydzyka. "Przewaga konkurencyjna" była, ale nie do wykorzystania. To jakby stworzyć konkurencje Coca-Coli w wersji premium.
Andrzej Lepper - był typowym "Generic Politician". Nie przedstawił żadnych nowych, ciekawych, nowatorskich poglądów przez to upodobnił się do innych kandydatów i zlał z kampanijnym tłem. Jakby go nie było, to nikt by tego nie zauważył.
Andrzej Olechowski - moja wielka nadzieja obok Marka Jurka. Liczyłem, że ich wyniki będą odskocznią do sukcesów ich partii. Wyszły z tego nici. Olechowski pokazywał, że "jest" i że może być prezydentem. Jakby to miało wszystko załatwić i przekonać ludzi. Tak na prawdę nie było widać, żeby różnił się czymkolwiek od Komorowskiego.
