Plankton polityczny - kwestia nazwy
Pod jednym z artykułów swój długi komentarz zamieścił czytelnik "Działacz": "Cenię tę stronkę za cel jaki spełnia, choć nie podoba mi się ten szyderczy stosunek do mniejszych ugrupowań. Samo określenie "plankton" nasuwa złe skojarzenia..."
To jedna z kwestii, która często pojawia się w kontaktach z czytelnikami. Autor ciekawego bloga - Tokida.blox.pl - złożył mi nawet propozycję, żeby wymyśleć inną nazwę, bardziej neutralną. Nie zgodziłem się z 3 powodów.
1. Blog funkcjonuje pod tą nazwą już kilka ładnych miesięcy, dlatego trochę bez sensu jest ją zmieniać. Nieciekawie byłoby też pisać w tekstach inaczej, a nazwa byłaby inna.
2. Plankton polityczny to jedyna nazwa na mniejsze partie, jaka obecnie funkcjonuje. Takie łamańce językowe jak "mniejsze partie", "drugoligowe ugrupowania" czy "polityczny margines" nie są lepsze, a brzmią gorzej.
3. Nazwa nie jest pejoratywna, a za to oddaje sytuacje partii. Samodzielnie nie były w stanie przekroczyć progu w ostatnich wyborach. Tak samo jak plankton nie jest w stanie przeciwwstawić się nurtom i prądom morskim.
Tyle w tej kwestii.
Dalsza część komentarza: Proszę nie pisać bzdur na temat Samoobrony, partia ma ciągle wielu działaczy, przychodzą nowi, a Pan wypisuje, że "na wieczorze było więcej dziennikarzy". Pisze to co opisywały media, że na wieczorze było ok. 20 członków Samoobrony i tyluż dziennikarzy. Może trochę przesadziłem, ale jeśli doliczy się do tego fotoreporterów to zapewne było ich więcej.
Oraz: Proszę nie przekreślać nas jako partii bo jeszcze nie raz Pana zaskoczymy. Przedtem Pan "nie wierzył" że zbierzemy podpisy z którymi nie mieliśmy problemów. Mam nadzieję, że zaskoczycie, ale powiem wprost - nie wierzę.
