Jesteś tutaj: Strona główna >> Opinie >> Z blogów >> Plankton polit. >> Kampania emocji

Kampania emocji

Za każdym razem, przy okazji każdych wyborów, czy to do Sejmu, lub Parlamentu Europejskiego, a także prezydenckich, pojawia się postulat, aby były one merytoryczne. To znaczy, aby debata obracała się wokół spraw ważnych dla państwa, jego finansów, bezpieczeństwa, edukacji, etc., etc.. A jak jest? Jest plebiscyt popularności poszczególnych kandydatów, okraszony ideologią, a najczęściej jej formą wulgarną. Panują nad tym spin doktorzy, media. Poppolityka, postpolityka, różnie to jest nazywane. Nawet afery, tak jak ta ostatnia, hazardowa, mają nikły wpływ na zmiany na scenie politycznej, na preferencje wyborcze. Chyba, że stanie się coś wyjątkowego…
Katastrofa pod Smoleńskiem jest właśnie czymś takim nowym, co było potrzebne, aby rozruszać scenę polityczną. Myliłby się jednak ktoś, kto uważa, że wypadek samolotu TU 154M da podstawy do szerszej dyskusji o państwie. Pojawiają się wprawdzie głosy, takie jak Czesława Bieleckiego, byłego opozycjonisty i znakomitego architekta, aby porozmawiać o państwie i jego wadach, niekompetencji i braku procedur, ale jest to wołanie na pustyni intelektualnej polskiej polityki. Nawet Jan Rokita, kiedyś polityk, dziś publicysta, ma raczej mało do powiedzenia ostatnimi czasy na tema państwa i jego problemach.
Kampania prezydencka jest znów kampanią wizerunku i emocji, tym razem związanych z katastrofą lotniczą. Wszystkie strony, obozy polityczne unikają odniesienia bezpośredniego do wypadku, ale wszystkie gdzieś ją w ten, czy inny sposób wykorzystują. Już sam fakt, że Bronisław Komorowski pełni funkcję po zmarłym Lechu Kaczyńskim, jest wystarczającym powodem do tego, aby mieć na uwadze, jak w pewnych sytuacjach zachowywałby się prezydent. To on byłby 9 maja w Moskwie i rozmawiałby z prezydentem Miedwiediewem, a ta rozmowa zupełnie inaczej by zapewne wyglądała, jak i stan stosunków z Rosją. Sztab wyborczy kandydata SLD, Grzegorza Napieralskiego zaangażował w kampanii rodziny zmarłych posłów tej formacji, w tym wdowę po kandydacie lewicy, Jerzym Szmajdzińskim. No i oczywiście – przede wszystkim Prawo i Sprawiedliwość również będzie “korzystać” z odniesień do smoleńskiej tragedii. Jest to po prostu nieuniknione.
Kampania wyborcza Prawa i Sprawiedliwości jest prowadzona dwutorowo. I co ciekawe, prowadzona jest przez zupełnie dwa sztaby. To ewenement, który może zaważyć na wyniku wyborczym, może dać Jarosławowi Kaczyńskiemu niespodziewane zwycięstwo w lipcu tego roku. Pierwszy sztab pracuje klasycznie – to politycy, działacze tej partii, którzy kreują medialny wizerunek Jarosława Kaczyńskiego. Myliłby się ten, kto uważa, że polega to tylko na tym, aby nie dopuszczać Jarosława Kaczyńskiego do głosu i nie wystawiać go na strzały konkurencji politycznej i mediów, które mogłyby go sprowokować do znanych, mało kontrolowanych wypowiedzi. To zamysł poważniejszy, mający przekonać wyborców, że śmierć brata i politycznych przyjaciół Jarosława Kaczyńskiego radykalnie go zmieniła. Zarówno jako człowieka, jak i polityka. Kaczyński miał jakoby przewartościować swoje podejście do wielu spraw i do tego, jako postać tragiczna, ma obowiązek poświęcenia się państwu. Tu też są emocje, emocje stonowane u Kaczyńskiego, które mają je odwrócić u wyborców. Kilka słów o ukochanym bracie, którego testament ma realizować Jarosław Kaczyński i aksamitne spojrzenie z plakatu wyborczego nad hasłem o tym, że dla niego ważna pozostała już tylko Polska – jest ważniejsze i cenniejsze niż setki godzin jego kontrkandydatów spędzone na wiecach…
Drugi sztab stworzył się oddolnie. To zwolennicy Jarosława Kaczyńskiego (a jeszcze bardziej jego zmarłego brata). To ludzie ulicy, ale również ludzie mediów, którzy nie poczuwają się do tego, aby udawać, że nie zrobią wszystkiego, aby ich kandydat wygrał. To tacy ludzie, jak Jan Pospieszalski, Tomasz Sakiewicz, Anita Gargas, Łukasz Warzecha, szerokie grono publicystów “Rzeczpospolitej”, czy dziennikarze i wydawcy TVP. To także działacze związkowi Janusza Śniadka. On przestali już się krygować i robią polityczną, pisowską robotę. To też szeroka sieć wyborców, którzy w ramach politycznego i nieformalnego wolontariatu robią wszystko, aby ich kandydat wygrał. I ono nie mają żadnych hamulców, aby katastrofę wykorzystać jako oręż w walce politycznej.
To właśnie to szerokie grono publicystów, ale także anonimowych blogerów lansuje tezę o rosyjskim zamachu na samolot prezydencki i nieudolnym, niezgodnym z polskim interesem, prowadzeniu dochodzenia w sprawie wyjaśnienia okoliczności kampanii. To jest tworzenie mitu zamachu, który miał być dokonany na samolot, a jego beneficjentem jest marszałek Bronisław Komorowski i Platforma Obywatelska. Trudno wprawdzie jest uderzyć bezpośrednio w kandydata PO, ale można oskarżyć rząd i polityków Platformy Obywatelskiej, z Donaldem Tuskiem na czele. Tego rodzaju mit doskonale mobilizuje twardy elektorat, a dobrze obrabiany, sprzedawany i podgrzewany, zdobywa coraz więcej zwolenników wśród wyborców do tej pory niezdecydowanych. Prawo i Sprawiedliwość umywa oczywiście ręce od tego rodzaju działalności, ale profity, i owszem, zbiera. Bo na wzburzeniu społeczeństwa, jego radykalizacji i polaryzacji kandydat PiS skorzysta.
Obok mitu spisku doskonale funkcjonuje mit zmarłego prezydenta, nie przybiera on wprawdzie formuły “santo subito”, ale wiele zrobiono przez niemalże miesiąc od pochówku pary prezydenckiej na Wawelu, aby przekonać wyborców, że Lech Kaczyński leżący w krypcie to zupełnie inna osoba, niż ten żyjący.
Na tej bazie tworzony jest następny mit. To mit o tym, że “wyklęci” powstają w formie nowego Narodu, który tworzą nowi Prawi Polacy. Wielkie liczby, 180.000 w Warszawie, w kolejce do złożenia hołdu zmarłej parze prezydenckiej i prawie 150.000 na pogrzebie w Krakowie ośmieliły twardy elektorat, który marzy o tym, aby Jarosław Kaczyński po zwycięstwie w wyborach prezydenckich poprowadził ich, niczym Fryderyk I Barbarossa, przeciwko sułtanowi Tuskowi. To próba wzniecenia czegoś w rodzaju oporu społecznego przeciwko reżimowi Donalda Tuska. Bronisław Komorowski (jeszcze nikt nie nazwał go uzurpatorem?!) na fotelu prezydenckim, przy rządzie Platformy Obywatelskiej to zagrożenie bytu “patriotów”, zniewolenie Polski wobec Rosji i Niemiec, kto wie, może i zagłada fizyczna narodu…Wsparcie dla prawych daje duża część hierarchów kościelnych, a także niezawodne Radio Maryja, z jego ideologami. Teraz tylko trzeba by znaleźć pretekst, aby wyjść na ulice.
Kampania PiS-u jest pierwszą prawdziwą kampanią społeczną. To warto zauważyć. I tak właśnie obok oficjalnej, inteligentnej kampanii, której twarzą jest medialny wizerunek Jarosława Kaczyńskiego, tworzony przez wytrawną reżyserię, gdzie Jarosław Kaczyński nie jest tylko silnym politykiem, ale pokazuje się jego inny, bolesny, funeralny wymiar, mamy kampanię “sieciową”, tworzoną oddolnie. Obie kampanie (wspierane przez pro pisowskie media publiczne i Kościół Katolicki) doskonale się uzupełniają.
Platforma Obywatelska i Bronisław Komorowski, jedyny poważny konkurent ma poważniejszy problem, jak się tej działalności przeciwstawić. To duże wyzwanie dla specjalistów od kreowania wizerunku politycznego. Ale jeszcze poważniejszy problem, który został zasygnalizowany już w trakcie prawyborów w PO, polega na tym, co zrobić, aby poruszyć wyborców PO. Rok 2007, wybory parlamentarne, które dały Platformie Obywatelskiej duży sukces, to była właśnie wyjątkowa mobilizacja nowego, młodego elektoratu. Teraz czas, aby specjaliści PO znaleźli pomysł, aby kampania Bronisława Komorowskiego stała się równie nośna, jak jego konkurenta.
Azrael
——————————————————
Felieton opublikowany na portalu Wprost.pl

Dodaj komentarz


Copyright © Polska Liberalna - liberalizm, polityka, kultura, historia, społeczeństwo, media - polskaliberalna.net 2012

Template by Joomla Themes & Tanie przeprowadzki Kraków.