Polska potrzebuje rozdziału Państwa i Kościoła Katolickiego
Jeśli bym został kiedyś wybrany przez wyborców do parlamentu to pierwszą rzeczą jaką bym zrobił, byłoby ściągnięcie krzyża. Tudzież dowieszenie symboli 20 innych wielkich religii świata obok niego. Wlazłbym tam z drabiną sam. Nie rozumiem, jakim prawem w kraju gdzie w konstytucji pisze że wszyscy ludzie są równi wobec prawa, wywyższa się wyznanie dominującej większości, a resztę wyznań spycha w niebyt. We wspomnianym dokumencie w paragrafie 25 zapisano „Kościoły i inne związki wyznaniowe są równouprawnione”.
Papier wiele zniesie, zaś w praktyce jesteśmy krajem papierowo deklarowanej separacji państwa i Kościoła. Praktyka pokazuje co innego. Kościół katolicki otrzymuje: środki z Funduszu Kościelnego (78 mln w 2002 r.), dotacje na uczelnie katolickie (67,5 mln w 2002 r.), środki na finansowanie nauki religii katolickiej w szkołach (560 mln w 2002 r.), wpłaty różne od spółek skarbu państwa (ok. 4 mln w 2004 r.), dotacje i transfery nieruchomości od samorządów lokalnych. Transfery te zapisane są w budżetach gmin mniej więcej tak. Na realizację:
„zadania publicznego – kształtowanie postaw moralnych, poprzez organizowanie imprez, spotkań i innych zajęć promujących zdrowy styl życia, wolny od problemów alkoholowych i innych nałogów. W ramach realizacji powyższego zadania Parafia zorganizowała wyjazd dla 24 dzieci na obóz do Łeby. Środki te zostały wykorzystane w 100 proc.” (za: Alicja Stypuła, „Ile kosztuje konkordat”).
Za same lekcje katechezy wg obecnych danych (Fundacja Helsińska informowała o 29 000 katechetów, partia RACJA szacowała ich liczbę na 42 000) kwota subwencji waha się od 700 mln do ponad miliarda. Nie wspomniałem o pieniądzach przechodzących przez niekonstytucyjną i nielegalną komisję majątkową.
Skrajnym przykładem związków państwa i Kościoła jest świątynia Opatrzności Bożej. Wg pierwotnej idei powstałej w kręgach wolnomularskich (masońskich) w czasach Oświecenia, miała być nie poświęcona konkretnemu wyznaniu i nazywała się pierwotnie „Najwyższej Opatrzności”. Nawet w tekście Konstytucji z 5 maja 1791 jest jakby nowocześniej napisane niż tworzą to obecni politycy. Otóż słowa „Bóg” nie ma, za to używa się wolnomularskiego, masońskiego pojęcia „Rządca”:
„Aby zaś potomne wieki tem silniej czuć mogły, iż dzieło tak pożądane, pomimo największej trudności i przeszkody za pomocą Najwyższego losami narodów Rządcy, do skutku przywodząc, nie utrąciliśmy tej szczęśliwej dla ocalenia pory, uchwalamy, aby na tę pamiątkę kościół ex voto wszystkich stanów był wystawiony i Najwyższej Opatrzności poświęcony".
Ale po upadku Oświecenia w Polsce pałeczkę przejęli politycy określonego wyznania i ów projekt, finansowany z budżetu za pieniądze także niekatolików, polega na subwencjonowaniu przez te mniejszości budowy świątyni nie ich wyznania, i to jeszcze o zmienionej nazwie. Subwencję 20 mln PLN zapisano z przeznaczeniem na muzealną przybudówkę do właściwej świątyni.
Kościół Katolicki i katolicy mają mnóstwo pieniędzy. Kultura katolików jest mocno subwencjonowana. Nie jestem zazdrosny. Ale to dotowanie wykrzywia ofertę kultury. Innowiercy tacy jak my gdy robią swoją imprezę to jest to w pełni komercyjne przedsięwzięcie i musi się opłacać. Gdyby na rynku nie było całej tej dofinansowywanej części kultury, to po prostu byłoby bardziej widać nasze plakaty imprezy, bo tych innych byłoby dużo mniej. Więcej ludzi słyszałoby o nich, więcej przychodziło.
Gdyby było tak że możnaby było prowadzić zajęcia korespondencyjnie albo przez Internet dla np. małych rastuszków, to też pewnie byśmy takie coś zorganizowali. Dzieci nawet takie po 13 lat zwykle sądzą że rasta polega na paleniu marihuany. Nastolatki w wieku 13-17 lat palą jej tyle że zatruwają się dwutlenkiem węgla z dymu i mają zaniki pamięci krótkotrwałej.
Dzieci w wieku szkolnym palą z bongów (fajek wodnych, których nabywcami są w większości starsze dzieci) i nawet nikt im nie mówi że to takiej dawce THC można mieć problemy z koncentracją na nauce. One tego po prostu nie wiedzą. O tym się przecież nie pisze w polskich mediach (choć gdzie indziej tak, polecam dział „cannabis” na stronie brytyjskiej BBC). Jak rząd lubi sobie hodować dzieci- roślinki (bardzo sympatyczne co prawda) to brak dostępu do nauki i wiedzy wszelakiej bardzo różnym zabłądzeniem sprzyja.
Nie prowadzi takich zajęć z religii korespondencyjnie żadna grupa wyznaniowa w Polsce. Kilka polskich gmin zatrudnia imamów do nauki mniejszości muzułmańskiej. I to wszystko dla innowierczych dzieci w Polsce, z informacji jakie zebrałem. Uczniowie w szkołach mają do dyspozycji tylko religię katolicką i nic więcej. Zaś student teologii na oficjalnie niekatolickiej uczelni nie mała pojęcia nawet że jest taka wiara jak moja. Na ostatnim wykładzie dla studentów na temat subkultur przez półtorej godziny omawialiśmy tylko podstawy podstaw teozofii tego ruchu.
Kościół katolicki ma media. Ma dwie stacje telewizyjne, kilka sieci radiowych z częstotliwościami w calutkim kraju. Innowiercy mają jedno radio „Orthodoxia” w jednym województwie. Gdy w moim mieście chciałem kiedyś zrobić innowierczą audycję w miejscowym publicznym radio, znajomi didżeje odmówili mi tłumacząc że szefem radia jest radykalny katolik z LPR i nie chcą stracić audycji.
W wielu krajach mówi się o konkurencji na rynku wyznaniowym która doprowadziła do renesansu duchowości. Jest nawet cała gałąź nauki- ekonomika religii. W Brazylii protestanci swoim radiem protestanckim odebrali ogromne rzesze wyznawców katolicyzmowi, trwale zmieniając tamtejsze proporcje wyznaniowe. W Wielkiej Brytanii, gdzie jest mnóstwo pirackich stacji radiowych prowadzonych przez rasta, moi tamtejsi kumple mówili na Boga „Jah”.
W Polsce nigdy nie doszło do konkurencji o wiernego- ani w prasie, ani w mediach tradycyjnych. Jedynie w Internecie ci pojedynczy wierni rozproszeni po kraju, mogą się chociaż zjednoczyć i zintegrować w społeczności.
Literatura:
Paweł Borecki „Historia pewnej świątyni - historia pewnych idei” - Ars Regia http://arsregia.pl/?m=tekst&id=21&page=1
