Czasami słowa nabierają siły nienaprowadzanej torpedy. Oczywiście to, co wczoraj w Gdyni powiedziała Henryka Krzywonos nie powstrzyma politycznych planów Jarosława Kaczyńskiego, ale może uruchomić szeroką społeczną reakcję – trochę podobną do tej, wywołanej przez krzyż na Krakowskim Przedmieściu. A wtedy ofensywa PiS (o ile w ogóle nastąpi) trafi w zupełnie inną przestrzeń publiczną.
Jarosławowi Kaczyńskiemu trudno będzie przejść obojętnie wobec słów takich, jak: „Pan obraża tu nas wszystkich”, „bardzo Pana proszę, żeby Pan nie buntował ludzi przeciwko sobie”, „to Pan niszczy godność Lecha [Kaczyńskiego]” – i to wypowiedzianych przez, było nie było, jedną z legend pierwszej „Solidarności”. Te słowa zapadną w pamięć, będą żyć własnym życiem.
Tym trudniej będzie PiSowi wykroczyć poza własny, twardy, dwudziestoczteroprocentowy elektorat.
Swoją drogą, warto zwrócić uwagę, jak szybko Henryka Krzywonos i Dominik Taras stali się masowymi idolami. Nie minęła doba od wystąpienia w Gdyni, a swoje poparcie dla pani Henryki na jej stronie na portalu facebook zarejestrowało ponad 10.000 osób i strona się zablokowała. Dwudziestodwuletni kucharz z ASP zebrał do swojej akcji kilka tysięcy warszawiaków w ciągu kilku godzin.
Na drugim biegunie są sondaże zaufania do polityków, w których czołowe miejsca zajmują Bronisław Komorowski i Grzegorz Napieralski.
Widać, że Polacy potrzebują nowych autorytetów. Nawet gdyby „kariery” dwóch wymienionych osób gwałtownie wyniesionych przez wielkie społeczne emocje trwały kilka dni lub tygodni – to ta potrzeba pozostanie niezaspokojona.