Nie mam na kogo głosować

Liberalnym demokratom w Polsce nie jest łatwo. Żadna z 4 wiodących partii, mających swoją reprezentację w Sejmie nie reprezentuje ich poglądów ani interesów. Platforma Obywatelska stała się pazerną partią władzy, której liderzy uważają, że na pierwszym miejscu w polityce jest lojalność (a tuż za nią piłka nożna). Prawo i Sprawiedliwość w skali europejskiej nie jest żadnym ewenementem, jeśli chodzi o stopień w jakim zagraża demokracji (bo nie zagraża), jednak głosowanie na osoby o charyzmie Mariusza Błaszczaka czy Marka Suskiego z niechęci do rządu nie wchodzi w grę. SLD wypycha poza swoje szeregi bardziej charyzmatyczne postacie takie jak Ryszard Kalisz czy Bartosz Arłukowicz, mimo przyciągnięcia Zielonych 2004 na czele nowej lewicy stoi klasyczny aparatczyk z miernym dorobkiem intelektualnym. PSL to partia agrarna starego typu, nie gotowa na reformy, reprezentująca interesy wąskiej i stale malejącej grupy społecznej, a także mistrzyni etatyzmu w najczystszym wydaniu.
Polska polityka nie miała w ostatnich latach szczęścia do ruchów odnowicielskich. Kampania Andrzeja Olechowskiego straciła tempo po katastrofie smoleńskiej - odwołanie się do potencjału gospodarczego i energii Polaków niewiele pomogło. Projekt Stronnictwa Demokratycznego jest skutecznie torpedowany przez grupę działaczy, która chce uczynić z tej partii biuro wynajmu nieruchomości, służące partykularnym interesom wąskiej grupy osób.
Polska jest Najważniejsza to słabe miejsce dla liberała. Choć nie ma wątpliwości, że Joanna Kluzik-Rostkowska potrafi myśleć w kategoriach Państwa, Paweł Poncyliusz wykazuje troskę o ułatwienia dla przedsiębiorców (szczególnie sektora MSP) a Paweł Kowal potrafi rzeczowo mówić o sprawach Unii Europejskiej - to deklaracje o pełnej lojalności partii wobec kościoła czy niechęć do legalizacji związków partnerskich nie służą zbliżaniu stanowisk z coraz bardziej osamotnioną politycznie grupą osób, która kiedyś była elektoratem Unii Wolności i Kongresu Liberalno-Demokratycznego.
Ruch Palikota, tak szybko jak wypłynął na szerokie wody polskiej polityki, tak szybko stracił impet. Brakuje tam charyzmatycznych postaci - jest to formacja jednego lidera, w dużej mierze skupionego na sobie. Palikot nie ma zespołu ludzi, którzy byliby gotowi przejąć choćby częściowo stery Państwa. Ponadto czysto antyklerykalny wydźwięk ruchu biłgorajskiego polityka sprawia, że w języku ugrupowania dominują marginalne problemy do tej pory będące domeną lewego skrzydła SLD i Racji Polskiej Lewicy.
Przez ostatnie lata ugrupowania liberalnego centrum wybory przegrywały, ale jednak w nich startowały. W 2004 roku Unii Wolności udało się wprowadzić do Parlamentu Europejskiego czterech deputowanych, rok później demokraci.pl wystawili samodzielne (i dość mocne) listy w całym kraju. W wyborach samorządowych Forum Liberalne startowało z list PO, jednak w dużych ośrodkach odniosło umiarkowany sukces. Rok 2007 to już zmierzch demokratów.pl, choć 3 posłów i takie postacie jak Bronisław Geremek i Władysław Frasyniuk dawały szansę na to, aby jeszcze raz spróbować. Po śmierci Geremka nie było złudzeń co do szans ugrupowań liberalnych. Na czele PD stanęła mało znana przewodnicząca Brygida Kuźniak, która nie wystawiła list do Sejmiku w żadnym z okręgów w ostatnich wyborach samorządowych. Partia Demokratyczna wegetuje, a Stronnictwo Demokratyczne - ugrupowanie o zbliżonym programie, mimo dobrze rozwiniętych struktur jest sukcesywnie niszczone poprzez trwający od ponad roku spektakl sądowy.
Osobom zaangażowanym politycznie od lat po stronie przegranych ugrupowań liberalno-demokratycznych pozostaje działalność w trzecim sektorze. Najbliższa programowo partia, Platforma Obywatelska, jest formacją o niskim stopniu demokracji wewnątrzpartyjnej, zamkniętą na nowe idee i osoby spoza fan-clubu Tuska i Komorowskiego. Stąd rada jakiej udzielał w książce "Biali głupcy" `Michael Moore, kontrowersyjny amerykański dokumentalista wyborcom Demokratów o lewicowych poglądach: "Przejmujcie lokalne koła partii, kandydujcie w wyborach, zmieniajcie rzeczywistość", nie ma zastosowania dla polskiego piekiełka. Platformy nawet na lokalnym poziomie przejąć się po prostu nie da.
Stworzenie nowego ugrupowania to kwestia ponad 40 charyzmatycznych liderów (jeden na każdy okręg wyborczy), pieniędzy lub porządnej zdolności kredytowej założycieli i managera, który zbierze wszystko do kupy. Taki póki co się nie pojawił, więc pesymistycznie zakładam, że za kilka miesięcy znów będę miał rozterki wrzucając kartkę do urny.
