Nietykalna Platforma Obywatelska
Zarówno na poziomie lokalnym jak i krajowym mimo spadających sondaży dla ministrów, premiera i rządu, notowania Platformy Obywatelskiej ani drgną. Okresowe wahania nie zaburzają trendu i niezmienne wskazują, że na PO jest w stanie głosować cały czas co najmniej 35 proc. wyborców. Po ponad trzech latach rządzenia to świetny wynik.
Gospodarka? Głupstwo!
Niegdysiejszy liberałowie tacy jak Donald Tusk czy Jan Krzysztof Bielecki porzucili myślenie w kategoriach Państwa i budowanie długoterminowych strategii politycznych na rzecz doraźnej polityki skupionej na załatwianiu bieżących potrzeb. Właściwie każda rzecz za jaką się zabiorą nie stanowi ambitnej reformy systemowej, jest jedynie działaniem krótkoterminowym, nakierowanym na bieżące cele polityczne ekipy Tuska.
Podwyżka podatków i spowodowany nią wzrost cen produktów - działanie, które zawsze kończyło się faktycznym obniżeniem poziomu życia ludności, została przyjęta dość obojętnie przez opinię publiczną. Mimo iż szła w poprzek obietnicom wyborczym PO. Liberalne koncepcje utrzymania równowagi budżetowej nie zostały podjęte, ponieważ uderzały w interesy grup od lat uprzywilejowanym, których głosów PO stracić nie chce.
Reforma OFE to faktyczny zamach na oszczędności Polaków. Można oczywiście zżymać się na nieuczciwe praktyki towarzystw emerytalnych, zbyt wysokie prowizje, jednak w kategoriach wolności i prawa do wyboru obniżenie składki do Otwartych Funduszy Emerytalnych i przekazanie pieniędzy do ZUS-u jest niszczeniem pożytecznej reformy. Bardzo wątpliwe, że kolejne rządy wrócą do dawnych rozwiązań.
Zakaz pracy emerytów też jest posunięciem absurdalnym. Osoby w wieku emerytalnym i tak będą dorabiać, jednak wszystko wskazuje na to, że zejdą do szarej strefy. Ponadto pieniądze z pracy emerytów nie trafią do budżetu w formie podatków. Gdzie tu logika?
Reforma administracji i obniżenie liczby urzędników rząd potrafił załatwić na "odwal się". Bo czym innym arbitralna zapowiedź utraty pracy przez 10 proc. pracowników administracji publicznej i samorządowej. Gdyby przepisy weszły w życie i nie zostały zawetowane przez prezydenta Komorowskiego (jak wieść niesie za radą doradców z dawnej Unii Wolności, którzy myślą kategoriami państwa chociażby Janusza Osiatyńskiego i Ireny Wójcickiej) oznaczałoby to zwolnienia osób nieumocowanych odpowiednio w układach władzy. Kolesie z PO i PSL by się obronili.
Lepszą koncepcją byłoby zastanowienie się które instytucje stanowią relikt i nie wypełniają swojej funkcji, pochłaniając jednocześnie ogromne budżetowe środki. Jednak często stanowią one żyłę złota dla działaczy, a Tusk i Pawlak nie wystąpią przeciwko interesą swoich ludzi w terenie.
Nasi ludzie? Nie nasza sprawa!
Polska lokalna huczy od kompromitujących wydarzeń, w których główną rolę odgrywają ludzie Platformy Obywatelskiej. Skandaliczny handel głosami w Wałbrzychu, wyczyny senatora Ludwiczuka czy specyficzne postrzeganie demokracji w warszawskim samorządzie (Ursynów, Praga Północ, Rembertów) i wszechobecny nepotyzm są przedstawiane przez czołowych liderów PO jako lokalne problemy na które nie mają wpływu.
Przykład warszawski jest tu niezwykle ciekawy. Miasto w którym średnia wysokość zarobków, poziom wykształcenia i pozycja zawodowa jest najwyższa, darzy niezwykle wysokim zaufaniem prezydent Hannę Gronkiewicz Waltz. Cięzko się dziwić. Była szefowa NBP jest niezwykle medialna, dobrze wypada w telewizji, jest rzeczowa i sympatyczna. Przynajmniej taki wizerunek Gronkiewicz jako "wielkiej budowniczej stolicy" udało się wykreować za pomocą sprzyjających PO mediom. Jednocześnie zespół Gronkiewicz-Waltz składa się z osób, które nadużywają swoich stanowisk do realizacji prywatnych celów, mnożą zarobki swoje i rodziny, rozdają przywileje władzy swoim najbliższym osobom.
Cały czas pokutuje zagrożenie rządami PIS-u, wzmacnianymi przez awanturę związaną z katastrofą smoleńską i jej późniejszymi reperkusjami. Głosuje się na PO ponieważ alternatywa w postaci rządów Kaczyńskiego i Macierewicza jest nie do przełknięcia dla przeciętnego wyborcy, który jak nic ceni sobie święty spokój. Choć tego ostaniego w ubiegłym roku definitywnie brakowało, to winy za to nie ponosi Platforma.
Kuriozum nowych formacji
Projekty polityczne, które zadebiutowały w 2010 roku nie rokują zbyt dobrze. Stronnictwo Demokratyczne nie zbudowało odpowiedniego poparcia społecznego, po czym zostało zabite przez wyroki sądowe i ich interpretację układów władzy w partii. Nim zbudowało zaufanie społeczne zostało dobite. Nawet jeżeli liczniejsi i posiadający rozbudowane struktury oraz ambitny program stronnicy Andrzeja Olechowskiego i Pawła Piskorskiego, odzyskają władzę w partii to budowa zaufania społecznego będzie długa i kosztowna.
Janusz Palikot jak szybko zaczął, tak skończył. Ostatni transfer polityczny - Piotr Tymochowicz, ktory pracował dla Andrzeja Leppera i wyciągnął z rękawa Erikę Steibach, zraził do Palikota znaczną ilość laickiej i nastawionej antyklerykalnie inteligencji - grupy na którą niegdysiejszy wydawca Gombrowicza i rozmówca Miłosza, szczególnie liczył. Drugi kongres stowarzyszenia posła okazał się umiarkowanym niewypałem, choć poruszano tam istotne sprawy za pomocą poważnych ludzi.
Najlepiej idzie na razie PJN-owi. Ma niezłe publicity, Kluzik, Jakubiak i Poncyliusz brylują nie tylko w tygodnikach opinii, ale i prasie kolorowej (która ma nieporównanie większy wpływ na opinie Polaków). Gdyby nie kilka wpadek, mieliby poważną szansę od odsunięcie od siebie łatki byłych PIS-owców. Łatki zabójczek i utrudniającej o sięgnięcie po elektorat Platformy i niezdecydowanych.
Platforma jest przykładem partii wyzutej z wartości przez władzę. Tusk stał się klasycznym populistą, którego głównym interesem jest utrzymanie władzy, niegotowym do podjęcia jakichkolwiek ambitnych projektów.
Jeżeli nic się nie zmieni czekają nas kolejne lata miałkich rządów, bez pomysłu na Polskę, silnych słabością przeciwników.
