Polskie odpryski i wątki upadku niemieckiej partii FDP
Pokłosiem rozpadu niemieckich środowisk liberalnych mogą być problemy finansowe polskiego czasopisma Liberté. Niemieckie fundacje prowadzące także w Polsce działalność ideologiczną są finansowane z niemieckich dotacji, których poziom jest wynikiem wyniku wyborczego. Prognozy dla niemieckich liberałów są katastrofalne: partia obróciła swój niedawny sukces w perzynę, moi niemieccy znajomi donoszą o sondażowym poparciu poniżej progu wyborczego. Dawnych liberalnych wyborców odebrały liberalne skrzydła innych wielkich partii politycznych RFN.
Dzisiaj skrót FDP jest żartobliwie rozwijany jako „Fast Drei Prozent”- Prawie Trzy Procent. Wyniki wyborcze w landach na poziomie 2,4 czy 2,7 % nikogo nie zaskakują. Telewizyjni showmani zbierają wpisy do ksiąg kondolencyjnych podszywając się pod aktywistów partii (akcja „FDP- Wir geben auf”. Partia nie zrealizowała swoich obietnic po rekordowo wysokim wyniku wyborczym do parlamentu ogólnokrajowego, i chyba dość doszczętnie zawiodła nadzieje wyborców. Wewnątrz FDP nie widać sił realpolitycznej odnowy, zaś FDP jest postrzegana przez pryzmat na pewno antydemokratycznej polityki libijskiej. Gdy na Letnim Uniwersytecie Zielonych chiński blogger zauważył że Niemcy zbliżają się do Chin i Sami mieszkańcy Niemiec swoim „liberalnym” ministrem wydawali się głęboko zażenowani.
Niemieckie centroprawicowe FDP szczególnie w środowisku liberalnym straciło swój dawny prestiż. Nie dalej jak przedwczoraj chiński aktywista i blogger podczas wielkiej gali European Green Party zauważył że Niemcy zbliżają się do Chin. Jako przykład podał przyłączenie się Niemiec do grupy reżimów postulujących wstrzymanie się od interwencji w Libii. Do tej wypowiedzi na sali brawo bili chyba głównie cudzoziemcy. Chiński internauta na dowód niemieckiej "zmiany stron" wymienił grupę krajów które nie poparły akcji przeciwko libijskiemu dyktatorowi Kaddafiemu, i trudno nie zauważyć w tej kontrowersyjnej dla demokratów decyzji ręki niemieckiego ministra spraw zagranicznych z ramienia FDP. Niemieckie centroprawicowe FDP nawet w środowisku liberalnym straciło swój dawny prestiż. Do tego dochodzi kuriozalna współpraca rządu RFN z reżimem rosyjskim, czy nawet ambiwalentne stanowisko w sprawach polskich, np. wciąż niezrealizowanej polskiej demokratyzacji (vide pozycja kraju w rankingu Democracy Index).
Ciekawi mnie przyszłość polskiego wydawnictwa Liberté, finansowanego zresztą z wielu różnych garnków, także poprzez fundacje niemieckie. Zastrzegam że płakał po nim nie będę- wydawnictwu w mojej opinii nie udało się stworzyć środowiska które żyłoby swoim własnym impetem. Platforma bloggerska nie zafunkcjonowała, brak do niej linku z głównej strony czasopisma. Środowisko to jest mniej otwarte niż bardziej konserwatywne środowiska skupione wokół portalu Salon24.pl. Inne portale w dużo większym stopniu są otwarte na głosy szeregowych internautów, nawet jeśli to oznacza propagowanie treści z którymi polemizują twórcy danej inicjatywy medialnej.
„Liberté” poszło w ślady Gazety Wyborczej- stało się zamiast miejscem dyskusji różnych opcji, raczej głosem jednego środowiska. Mówi się o demokratyzacji, ale właściciele portalu nie są wierni tym ideałom w praktyce. Demokracja to także sztuka debaty, i tej debaty nie widać na witrynie portalu. Sam tylko raz otrzymałem ustny feedback po opublikowaniu w owym portalu tekstu. Miałem wrażenie że cieszył się on mniejszą popularnością niż teksty zamieszczone na popularnych forach publicystycznych, dostałem mniejsza liczbę komentarzy, odpowiedzi czytelników.
Wydaje się że jest to czasopismo kierowane do pewnego środowiska które określiłbym jako na przykład środowisko polskich ludzi mediów, mogących się zaznajomić z innymi ideologiami politycznymi niż ideologie ludowe, agrarne, narodowe, konserwatywne, socjalistyczne, socdemokratyczne już obecne w Polsce. Niemniej sama forma czasopisma- długie formy pisane, brak wykorzystania memów, ikonografik, brak stylu określanego mianem „pisania do sieci” czynią z niego medium niewspółczesne, niedocierające do młodszych czytelników.
„Liberté” nie zbudowało wokół siebie środowiska politycznego, i nie czuło takiej potrzeby by w ogóle te tematy szerzej poruszać... Spośród jego publicystów tylko jedna osoba była zainteresowana kandydowaniem w nadchodzących wyborach głosząc hasła typowe dla tego środowiska poza Polską. Ja osobiście miałem wrażenie że Projekt Polska czy Liberte to „nie są to progi na moje nogi”, podczas debat tego środowiska miałem wrażenie bycia ofiarą agesizmu (młodo wyglądam mimo że mam ponad 30-tkę) tudzież całej innej litanii uprzedzeń. Raz kuriozalnie poproszono mnie o skrócenie wypowiedzi do 30 sekund (mówiłem o ekonomice miast w kontekście prac amerykańskiego badacza Richarda Floridy).
Wielkim rozczarowaniem była debata o „Liberałowie o patriotyzmie” zorganizowana przez to środowisko. Moją wypowiedź zestawiającą patriotyzm z altruizmem w zapisie debaty przeinaczono w śmieszność, osoby na podium wydawały się zamroczone jakąś uzgodnioną wcześniej linią ideową i w ogóle były niezdolne do debaty, która ze swojej definicji winna doprowadzić do oceny słuszności stanowiska. Nawet z publiczności padały głosy że w przypadku liberałów jest to walka na obcym terytorium.
Kuriozalne dla mnie były sentymenty tego środowiska do polskich populistów i ludowców spod znaku Platformy Obywatelskiej. Michał Boni wydawał się wręcz wzorem dla tych osób, mimo że jako polityk odniósł porażkę, jego głos był w mniejszości wśród fanów piłki nożnej i kultury masowej zasiedlających ludową przecież PO.
Liberté w mojej opinii nie doprowadziło do renesansu środowiska liberalnego w Polsce, ba, kultywowało podziały, stojąc po konserwatywnej stronie tego niewielkiego środowiska. Do tego: jako zwolennik nowych mediów redakcji "Liberté" zarzucę że liberałom zafundowała efektowny sarkofag na liberalne pomysły. Jeśli miałbym coś wydawać na papierze, zdecydowałbym się na format gazety codziennej, jakiś "Berliner" który się przynajmniej wygodnie przegląda. A tak? Papierowa trumna.
Być może stan tego środowiska był dużo gorszy niż mogłoby się wydawać, ale też środowisko to kontynuowało dość przykre tradycje zamknięcia się na krytykę, kontynuowania neoliberalnej retoryki lat 70-tych nie uwzględniającej nowszego dorobku nauk ekonomicznych. Już wiele dekad temu ekonomistów zajmował ordoliberalizm, żywe są tematyki regulacji monopoli naturalnych, ba, jest to połowa współczesnej literatury nauk ekonomicznych. Tymczasem ja jako ekonomista nie zagrzałem miejsca na tych łamach.
Jaki będzie los Liberté czy Projektu Polska? Nie wiem, te organizacje możliwe że zmienią profil pod kątem oczekiwań ideologicznie innych donorów. W dziejach polskich liberałów takiego przełomu jeszcze nie było. Czynniki zewnętrzne sugerują że na dłuższy okres, możliwe że całej dekady, zamyka się okres współpracy z organizacjami niemieckimi. Z naszej perspektywy jest to strata znikoma- inicjatywa w której działałem otrzymała od tych organizacji jedynie kilkadziesiąt publikacji które rozdaliśmy na naszych spotkaniach publicznych. Ale chadeckie środowiska związane z dawną Unią Wolności mogą mieć problemy finansowe. Ale- są też liberałowie australijscy, nowozelandzcy, holenderscy, brytyjscy. Być może to te inne grupy na nowo przywrócą nadzieję na rozwój polskim grupom liberalnym. Oby jednak nastąpiły zmiany, i aby pojawiło się dramatycznie więcej pluralizmu i otwartości wewnątrz takich grup jak wydawcy czasopisma Liberte czy w Projekcie Polska. Inaczej to środowisko podzieli los niemieckiej FDP, i możliwe że niemal nikt nie dostrzeże ich odejścia.
