Zielona polityka zadomowi się też w Polsce
2 dni gorący obrad, kilkanaście kubków kawy, ponad 50 osób z różnych środowisk i z całej Polski, trzy wieczorne integracje – gdyby opisywać Kongres Zielonych za pomocą obrazków, tak mniej więcej bym go zapamiętał. Partia nie jest w sytuacji łatwej: w wyborach parlamentarnych jej kandydatki i kandydaci nie zdobyli mandatów, pięniądze są niewielkie (choć ugrupowanie nie ma długów), wiele miejsc w Polsce to cały czas zielone „białe” plamy. Ugrupowanie, które znalazło się w mainstreamie po wprowadzeniu piątki radnych, walczy o wejście do niego na stałe. Czy jest to możliwe?
Zieloni mówią rzeczy ważne z punktu widzenia przeciętnego Kowalskiego: wszyscy chcą zdrowej żywności (a przynajmniej rzetelnej informacji na temat składu produktów), ludzie obawiają się drogiej, monopolistycznej, przestarzałej i niebezpiecznej energii atomowej, chcą czystej wody i powietrza bez spalin. Nikt nie chce mieszkać w industrialnym piekle. Polacy chcą usług publicznych takich jak edukacja, ochrona zdrowia, świadczenia socjalne na odpowiednim poziomie, pragną efektywnej edukacji, poprawy jakości dróg, tanich, bezpiecznych i nieprzeładowanych pociągów. Zdecydowana większość osób uważa, że kosztów kryzysów finansowych nie powinni ponosić najsłabsi. Coraz częściej popieramy prawa mniejszości, prawa reprodukcyjne, politykę narkotykową nastawioną na profilaktykę, a nie kararanie, pogłębienie integracji europejskiej. Chcemy partycypować w przygotowywaniu budżetów miejscowości w jakich żyjemy. Nie chcemy wydawać ogromnych pieniędzy na systemy kontroli połączeń telefonicznych i internetowych przez rząd. Ten katalog poglądów jest bliski coraz większej części społeczeństwa, gdy zejdziemy na poziom konkretu. Czy kiedyś przełoży się na głosy na Zielonych?
Wierzę, że prędzej czy później tak, ale dużo zależy od nas. Jeżeli przedstawimy ofertę polityczną (czy to w wyborach europejskich, czy samorządowych) będziemy mogli policzyć zielonych wyborców. Polacy nie mają innych potrzeb niż mieszkańcy Niemiec, Francji, Czech czy Nowej Zelandii gdzie partie z nurtu zielonej polityki uzyskują bardzo dobre wyniki. Nowi przewodniczący Zielonych, Radek Gawlik i Agnieszka Grzybek – otrzymali szansę przygotowania partii do wyborów (każdych, również tych niespodziewanych). Warunkiem brzegowym jest powiększenie ławki – ludzi, którzy mają potencjał polityczny, znają potrzeby swoich regionów, są gotowi na realne zaangażowanie. Niemieccy Zieloni liczą ponad 55 tys. osób, głosują na nich miliony. Myślę, że prędzej czy pźniej doczekamy się tego również nad Wisłą.
