My z Poorlandu, kraju dyktatury konserwatystów
Dziki i Agnieszka bardzo by się chcieli przeprowadzić tu, do dzielnicy Kreuzberg w Berlinie. Kazda jej ulica do pozna tętni życiem. Ten rozkwit jest przede wszystkim gospodarczy- wyobraźcie sobie zwykle ulice na uboczu centrum dużej metropolii, tętniące życiem jak nigdzie w Polsce. Może tu maja po prostu prostsze przepisy niz w Polsce, gdzie sa on absurdem paranoika, i wielu rzeczy zrobić nie można, bo przepisy sa tak niejednoznaczne? Spróbujcie np. podzielić spółkę kapitałową na dwie.. Proszę bardzo, ja już mam 4 segregatory wycinków z prasy i dalej nic nie wiem... Zatrudnianie ludzi, wypłacanie im pieniędzy- to wszytko jest w Polsce dzielę psychopatów- paranoików. Osób chorych umysłowo, które maja tyle problemów ze sobą ze potrafią stworzyć jedynie totalny rozpizdziel w prawach jakie ustalają, drobiazgowo regulując każdy pierd, w stylu co to jest dzieło jeśli się spisuje umowę o dzieło i czym się rożni od umowy- zlecenia... To przecież jedno i to samo, tylko ze nie dla paranoika.
Sklepy, kawiarnie, bary, puby. Każdy kolejny budynek to nowe ciekawe rzeczy. Biosklepy sprzedające biocolę i bionadę. Specjalny sklep dla oprawiających marihuanę w domowych ogródkach. Skejtszopy, punkszopy, jakies alternatywne to wszystko, bardzo offowe. Setki barów, pizzerni, tak smacznie gotujących, ze wczoraj na moje życzenie o danie wegańskie dostałem spagetti z warzywami, artiszokami i sosem pomidorowym. I to wszystko za 4 euro, a przecież w Polsce kilogram artiszokow, takich serc kwiatów, bardzo smacznych, kosztuje w sklepie kolo mojego domu równe 99 złotych... To był mój najsmaczniejszy posiłek od roku. Tak po prostu, w pizzerni na rogu, gdzie poszliśmy po treningu z brazylijskimi mistrzami, których cześć już mieszka na stale w Europie, a reszta specjalnie doleciała na te warsztaty z Salvadoru. Ci ludzie wyciągnęli mandolinę, tamburyn, bębny i zrobili fiestę przed pizzernia, na stolikach przy chodniku, który doszczętnie zablokowaliśmy. Śmiałem się ze jakiś pan chciał przejechać rowerem, ale stwierdził ze tu taka impra wiec sobie zostanie i nie mogąc przejechać po prostu zaparkował rower... Uliczne party, tak po prostu i z niczego.
Tu jest ekologiczne miasto. Odmiennie niż w Polsce, w Niemczech na przykład są ścieżki rowerowe, poprawnie działa tez transport zbiorowy. W Niemczech tez jest kolej pasażerska. W Polsce podobno kiedyś tez byla kolej pasażerska, ale dziś działa ledwie kilka, może kilkanaście linii. Na reszcie ruch jest taki jak pokaże na przykładzie. Do pierwszego miasta zaraz za polska granicą, Frankfurtu nad Odra, dojeżdża kilka linii kolei pasażerskiej. Dwie linie kursują równo co 30 minut, dwie inne, które obsługuje inny przewoźnik, kursują co godzinę. Kolej pasażerska z tego miasta do Polski, to dwa czy trzy pociągi osobowe na dobę, poza jakimiś ekspresami dla bogaczy.
Po prostu w Polsce kolei pasażerskiej prawie nie ma, poza jakimiś ruinami i resztkami i kilkoma liniami. Przecież w Berlinie jest tyle linii kolejowych wewnątrz miasta, na których pociągi pasażerskie kursują nawet co 2 czy 3 minuty. W Polsce niedaleko mojego osiedla jest taka linia kolejowa, i mimo ze aglomeracja ma z 2 mln mieszkańców, prawie nic tam nie kursuje. A jak raz pojechałem z tego Dworca Gdańskiego do Warszawy Zachodniej, to pociag byl prawie zupełnie pusty. W Polsce nie ma tez transportu zbiorowego, takich autobusów wożących pasażerów, poza jakimś brudnym i zatłoczonym w szczycie skandalem dla biedoty z gett. W Berlinie autobus na tej ulicy gdzie mieszkamy kursuje co 5 minut, wielki, piętrowy. Na takich ulicach w Polsce nie ma autobusów. Sa tylko na wielkich zbiorczych, zwykle nie jeżdżą wewnątrz dzielnic i osiedli.
Sa tutaj domy z graffiti na ścianach, i to bardzo ładnym. Sa tez takie pomazane i zdewastowane, bo to biedna dzielnica a Berlin jest jednym z najbiedniejszych miast Niemiec, w rankingach jakosci zycia przygotowywanych przez organizacje Nowa spoleczna Gospodarka Rynkowa (Neue Soziale Marktwirtschaft) zajmuje ostatnia pozycje. Ale mimo to jakość życia jest tutaj nieporównywalna z Polska. I nie ma tutaj dyktatury tak silnej jak w Polsce, mimo ze dzis mijalismy sklep sprzedajacy koszulki z napisem 'Dyktatura Demokratow' i rysunkiem Bundestagu. Tutaj jest liberalizm, wolno dużo więcej niz w Polsce. Gdy wysiadłem z pociągu, takiej kolejki miejskiej, od razu z dziesiec osob zapytalo mnie czy chce kupic haszysz lub trawe. Ale ja nie kupuje takich rzeczy na ulicy, nie wiem co to za jakosc. Tylko przez przyjaciół. Tutaj zresztą wolno posiadać i palić jakieś niewielkie ilości, ludzie pala marihuanę czy haszysz idąc ulica. Czesto czuje tu ten zapach. Jest tu tez demokratycznie.
Kreuzberg to dzielnica w której alternatywne partie polityczne zdobywają po 60 % i wiecej poparcia. W ostatnich eurowyborach 42 % mieszańców tej dzielnicy wybralo tu niemiecka partie Zielonych. Dzielnica ta rzadzi burmistrz z partii Zielonych, calym miastem rzadzi polityk- homoseksualista. Znam roznych tutejszych działaczy społeczno- politycznych. Oni mówią ze dzwonią czy pisza do gazety i nie ma problemu aby opublikowano ich tekst. Nie moga uwierzyc ze w Polsce jest jeszcze totalitaryzm w świecie mediów.
Ja ostatnio dowiedzialem sie ze w jednym z projektów finansowanych przez unie popełniono bezczelne oszustwo w dokumentacji, która nawet nie jest pewne czy w ogóle przygotowano (to przecie Polska), i zmarnowanych zostanie kilka miliardów, naprawdę miliardów złotych, i zadzwoniłem do dziennikarza który pisze o takich tematach. On powiedział ze nie ma czasu, ze idzie bo gdzieś spłonął autobus i ze oddzwoni. Nie oddzwonił. To jest Polska. W Polsce mnóstwo partii politycznych jest po prostu cenzurowanych, nie mogą nawet pomarzyć by dotrzeć do wyborców za pomocą mediów, zupełnie jakby dalej był jakiś urząd cenzury. Bo co my wiemy o tym kraju 50 km na wschód od Berlina?
Polacy ktorzy tu ze mna przyjechali, sa niewiarygodnie biedni. Przyjechali na stopa. Jeden z nich spi na drzewach, ma hamak i wspina sie wysoko, gdzie go nikt nie widzi... Innych nie stac na kupno czegokolwiek, choc ceny sa prawie takie jak w Polsce, tutaj napój kosztuje 1 euro, w Polsce 3,50 PLN. Część tych ludzi to niemal koczownicy, alienujący się od reszty bo nie stac ich by kupić sobie cos do jedzenia czy picia. Caly czas ostatnio porownuj Poorland z Kreuzbergiem. Ze tu sie tyle dzieje, ze to taka warszawska Praga, tylko ze ekologicznie i alternatywnie, i jak kwitnie życie gospodarcze, te bary na kazdym rogu. Wchodzę, coś jem, biore dzisiejszą gazetę berlinską i czytam wydarzenia na pierwszej stronie, o tym ze jest alarmowa sytuacja w kolejce miejskiej s-bahn, bo pękają kola d pociągów i trzeba je wymieniac, a państwowy monopol ktory je posiada czegośtam nie chce zlecac prywatnym dostawca, a prywatni operatorzy kolejowi tak robia. I jeszcze o pożarach autobusów szynowych w regionie, które sa niebezpieczne dla podróżnych....
To zupełnie inny świat jak w Polsce. jakoś ekologicznie, alternatywnie. Tutaj jest wielokulturowość, dzielnica jest obwieszona plakatami wzywającymi do walki z rasizmem. Tutaj moga przyjeżdżać i się osiedlać cudzoziemcy, zupełnie odmiennie niz w rasistowskiej Polsce, gdzie aby zaprosić kogoś z Jamajki moja znajoma musiała do urzędu iść z 30 dokumentami, z tym aktem własności swojego domu i wyciągami ze swojego konta. Nasz znajomy mistrz sztuk walki z Brazylii moze podróżować bez wizy do Francji, majac brazylijski paszport. Jak jest z przyjazdem do Niemiec, nie wiem, ale widzę go tu juz drugi raz...
My z Poorlandu oglądamy, chłoniemy. Ja próbuje rozumieć portugalski, w ogóle towarzystwo jest tu z 5-ciu kontynentów, to duże warsztaty sportowe. Myślę ze ludzie sie denerwują tym ze sa z Poorlandu, gdzie jest dyktatura, tylko ze nie demokratów.... Ale i tak jest lepiej od poprzedniej dyktatury. Gdy tu przyjechałem 20 lat temu po raz pierwszy, Polak zarabial średnio 15 euro miesięcznie, a moj ojciec jedyne co mi kupił to jakąś no-name lemoniadę w puszce, która oczywiście zawiozłem do Polski by ustawić to opróżnione trofeum luksusu na polce w pokoju, tak jak robila to spora część dzieci. Tylko ze teraz ja patrze na dawny DDR który w moim dzieciństwie był niewiele bogatszy od Polski, i różnicę widzę dalej druzgocząca....
Czemu musimy byc Poorlandem?

