Kompromis
Konserwatywne siły w polskiej polityce właśnie zmierzają do postawienia na swoim w kolejnej kontrowersyjnej sprawie i chcą ograniczenia wolności człowieka na swoją zacofaną modłę przedstawić w kategoriach „kompromisu”. Chodzi o problem zapłodnień in vitro i wysypu projektów ustaw w tej sprawie.
„Kompromis”
W polskiej debacie publicznej występuje często pojęcie „kompromisu aborcyjnego”. Aktualna regulacja prawna tej kwestii jest uznawana za kompromis pomiędzy poglądami i interesami różnych grup społecznych. Jest to bzdurą, rzecz jasna, gdyż trudno jedno z najbardziej restrykcyjnych praw antyaborcyjnych w naszym kręgu cywilizacyjnym uznać za kompromis pomiędzy opcjami pro-life i pro-choice. Kompromis w tej sprawie między nimi nie jest po prostu możliwy, a prawo może odzwierciedlać jedynie pogląd jednej lub drugiej strony. W Polsce odzwierciedla poglądy strony pro-life. Rzeczywiście nie jej najbardziej zdziczałych adherentów, którzy preferowaliby całkowity zakaz aborcji, czyli w zasadzie wprowadzenie obowiązku poświęcenia przez ciężarną kobietę swojego życia w przypadku poważnych komplikacji ciąży, celem uratowania płodu, a raczej zadowolenia aksjologicznych wyobrażeń tej części społeczeństwa. Nie wystarczy to jednak, aby zapisy prawne traktować jako „kompromis”.
W każdym razie konserwatywne siły w polskiej polityce właśnie zmierzają do postawienia na swoim w kolejnej kontrowersyjnej sprawie i chcą ograniczenia wolności człowieka na swoją zacofaną modłę przedstawić w kategoriach „kompromisu”. Chodzi o problem zapłodnień in vitro i wysypu projektów ustaw w tej sprawie.
Radykalni wrogowie wolności wystawili w tym wyścigu dwa teksty. Autorem pierwszego jest znany ex-aborcjonista z PiS, poseł Bolesław Piecha, który pragnie odkupić swe winy w postaci (posłużę się tu retoryką adherentów pro-life) zamordowania wielu dzieci nienarodzonych. Takiej winy odkupić nie sposób, ale on się stara. Szkoda, że kosztem współobywateli. Piecha zaproponował ustawę zakazującą metody in vitro, zaś istniejące już zarodki winny według niego zostać wszczepione ich matkom lub poddane procedurze „adopcji”, tak aby wkrótce zniknęły z powierzchni Rzeczpospolitej. Ale projekt ten nie jest najbardziej skrajny. Projekt obywatelski zgłosiła enigmatyczna inicjatywa „Contra in vitro”. Zakłada on to samo co Piecha, ale dodatkowo przewiduje kary więzienia do lat 3 za tworzenie zarodków. Dzięki istnieniu tego projektu można zasugerować, że tekst Piechy jest kandydatem na treść przyszłego „kompromisu” społecznego w sprawie in vitro.
Kłopot polega na tym, że projektów jest pięć, trzy z nich bardziej liberalne od propozycji doświadczonego w aborcjach posła PiS. Po pierwsze jest projekt obywatelski Federacji na rzecz Kobiet i stowarzyszenia osób bezpłodnych „Nasz Bocian”. Popierają go SLD, SD i SdPl oraz Kazimierz Kutz z PO. Tekst zakłada dostępność in vitro dla wszystkich, także kobiet samotnych, dozwala na tworzenie zarodków nadliczbowych i selekcję tych, które są w stanie pomyślnie rozwinąć się w płody, ograniczenie stosowania metody tylko przez przesłanki medyczne, zamrażanie zapasowych zarodków, które mogą potem zostać oddane do „adopcji” lub zniszczone, o czym mają decydować ich rodzice. Ten ostatni zapis jest powodem mojego sprzeciwu wobec tego projektu. Nie ma powodu, aby zarodki niszczono, „adopcja” to dużo lepsze rozwiązanie, ewentualnie można zarodki przetrzymywać zamrożone, aż same w naturalny sposób obumrą (przestaną być zdolne do rozwoju po wszczepieniu). Z tego względu za najlepszy projekt uznaję tekst zespołu posłów PO wokół pani Kidawy-Błońskiej, który na drodze nowelizacji kilku istniejących już ustaw wprowadza identyczne postanowienia co liberalny projekt obywatelski, ale zawiera słuszny zakaz aktywnego niszczenia zarodków.

