Liberałów szukać w szafie
Jako cel dla środowisk liberalnych wyznaczyłbym wyciągnięcie liberała z szafy. On tam bowiem siedzi, schowany i zahukany, w towarzystwie zapewne także równie zaszafowanego homoseksualisty. W Polsce bowiem nie mówi się dobrze o liberałach, jeśli w ogóle mówi się. Zawłaszczenie sfery mediów przez nieliberalną większość daje im prawo do używania języka, w którym „liberał” jest synonimem szatana. Liberałowie zaś dali się zahukać i zaszafować, jeśli w takiej Polsce mentalnie utknęli.
Czym jest liberalizm? Jest pochwałą różnorodności. Różnych wyznań. Różnych orientacji seksualnych. Różnych kultur. Różnych kolorów skóry. Różnych zachowań, o ile nie ograniczają one wolności innych. Tymczasem, ze względu na kształt polskiego rynku medialnego i przemożny wpływ postkomunistycznej „Gazety Wyborczej”, te cechy kojarzą się wyłącznie z socjalistami i przedstawicielami nowej lewicy. Wojnę ideową liberałowie przegrali.
Ach, a iluż to mamy liberałów gospodarczych? Zdecydowana większość z nich przyzna rację także wolnościom obyczajowym, zgodzi się i na legalne miękkie narkotyki, ale po cichu, zza winkla. Publicznie się zadeklarować- co to, to nie. Dzięki cenzurze, w polskiej przestrzeni publicznej nie ma liberałów, tych zarówno liberalnych gospodarczo jak i obyczajowo. Środowisko liberałów egzystuje na marginesie tego świata, a jeśli weń wchodzi, to zwykle ubrane w konserwatywne lub socjalistyczne wdzianka. W medialnym świecie bowiem karty rozdają głównie socjaliści oraz konserwatywni socjaliści.
Całkiem możliwe że w polskiej rzeczywistości funkcjonują tysiące liberałów, którzy o takiej ideologii nigdy nie słyszeli publicznie, więc nie znając jej nie mogą się z nią identyfikować. Nigdy bowiem nie było w Polsce partii prawdziwie liberalnej. Jeśli już, to raczono liberalnym konserwatyzmem w dość upraszczającym świat wydaniu.
Ilu w Polsce jest liberałów? Nikt nigdy nie sprawdzał. A gdzie ich szukać? W szafie.

