Rok sprawdzianu
We wczorajszych wyborach prezydenckich wygrał Bronisław Komorowski. Minimalną przewagą punktów procentowych, ale jednak. Wynik pokazał, że niemal tyle samo Polaków boi się widma IV RP, co uwierzyło w przemianę Jarosława Kaczyńskiego.
Zwolennicy prezesa PiS przegrali z tymi, których nie przeraził monolit władzy Platformy Obywatelskiej. A przed PO i Donaldem Tuskiem prawdziwe wyzwanie. Jeśli będą chcieli utrzymać ciągłość władzy, to będą zmuszeni wypełnić możliwie najwięcej przedwyborczych obietnic. Tym bardziej, że nie będą mogli zasłaniać się już nieprzychylnym rządowi i parlamentowi prezydentem.
W przeciwnym razie, Platforma polegnie w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych. Ta rozgrywka będzie o wiele trudniejsza, bo Jarosław Kaczyński nie jest ani wymarzonym kandydatem na prezydenta ani o prezydenturze nie marzył, ale w wyścigu o rządzenie na pewno nie odpuści. Tak samo będzie z elektoratem PiS, który porażkę prezesa z pewnością odczytał jako mobilizację.
Jeśli Platforma nie wykorzysta w pełni obowiązków i przywilejów najbliższego roku, to w następnych wyborach możemy mieć dokładnie taką samą sytuację, jak w 2007 roku. Wtedy sympatycy Donalda Tuska odegrali się za sprzątniętą mu sprzed nosa prezydenturę.
PO dostała od wyborców kredyt zaufania. Musi go zacząć spłacać już dziś, bo społeczeństwo – zwłaszcza rozczarowane – bez litości rozliczy rząd i prezydenta elekta z każdego słowa.
