PO – Polska Ogółem

Kupą, mości Panowie. Tak powinno brzmieć hasło Platformy Obywatelskiej na wybory do europarlamentu. Partia Tuska przekracza coraz to nowe horyzonty, i obawiam, się że świat polskiej polityki może mieć za mało horyzontów dla partii o tak ekspansjonistycznym nastawianiu do sceny politycznej. Już w 2007 roku PO pokazała swoją elastyczność. Wtedy za jej sprawą z jednej i ten samej listy startować mogli z jednej strony katolicki tradycjonalista i zwolennik nauczania kościelnego w jego najbardziej kuriozalnym wydaniu Jarosław Gowin, stateczny konserwatysta Antoni Mężydło i postzetchaenowski wesoły gaduła uważający homoseksualistów za zboczeńców Stefan Niesiołowski, zaś z drugiej zahaczający o libertynizm socjalliberał Kazimierz Kutz i happenigowy zwolennik łamania obyczajowych tabu Janusz Palikot. Pomostem pomiędzy tymi grupami, które w żadnej innej partii Europy nie znalazłyby się w jednym obozie, były zastępy ideowo bladych technokratów rodem z dawnego KLD, dla których polityka jest sposobem na życie, a nie programową krucjatą.
Ale tym razem PO chyba przebije samą siebie. Do europarlamentu kandydować z jej list będzie otwarta socjaldemokratka Danuta Huebner, minister w dawnych rządach SLD, ale także niedawny PiS-owiec i człowiek konserwatywnej Polski XXI, Paweł Zalewski, typ konserwatysty wielkomiejskiego, umiarkowanego i statecznego. Co więcej, zanosi się na to, że towarzyszyć im będzie dawny szef AWS Marian Krzaklewski, przedstawiciel konserwatyzmu bardziej ludycznego, nie stroniącego od populizmu i ciągot ku kruchcie, ale zarazem związkowiec popierający państwo socjalne, a więc pewien rodzaj konserwatywnego socjalisty. Jest on prawicowcem, ale nie należał do zwolenników IV RP i „rewolucji moralnej”. Wszak to jego formacja była oskarżana o nieprawidłowości i podsumowanie także jej rządów (obok rządów SLD) stało się przyczynkiem do ogłoszenia hasła IV RP. Program odnowy moralnej padł niejako w kontrze przeciwko modelowi prawicy Krzaklewskiego. Nic więc dziwnego, że obok dawnego lidera „S” PO widziałby, zgodnie z zasadą wystawiania na listy równocześnie ludzi o przeciwstawnych poglądach, prof. Jadwigę Staniszkis, która należy do osób, które ukuły hasło IV RP.
Czy w zasadzie jest jeszcze ktokolwiek, kto z list PO nie startował? Sięgnijmy pamięcią dalej wstecz. W 2001 roku na listach Platformy była Unia Polityki Realnej, był Artur Balazs, a więc konserwatywny ludowiec. Polityków Unii Wolności czy Partii Demokratycznej PO stale przyjmuje z otwartymi ramionami, pod warunkiem odejścia z UW/PD. Nie jest prawdą, że transfery pomiędzy tymi partiami skończyły się w 2001 roku. W późniejszym okresie z PO związali się Jan Wyrowiński, Jan Rulewski, Bogdan Borusewicz, Miron Sycz i wielu innych. Do Senatu z Pomorza startował i został wybrany pan Grzyb, do niedawna polityk LPR, głoszący wieczne potępienie Doroty Nieznalskiej za jej kontrowersyjną instalację. Gdzieś w samorządach lokalnych były transfery z Samoobrony. Zdaje się więc, że poza grupą Piotra Ikonowicza, w PO dla każdego znajdzie się miejsce...
Platforma jest dziś partią konserwatywno-chadecko-liberalno-agrarystyczno-socjaldemokratyczną. Pytanie brzmi, jak długo wyborcy, którzy jednak jakieś poglądy mają, będą chcieli popierać ugrupowanie bez poglądów. Partię, która jest przedsiębiorstwem od wygrywania wyborów i która chce zdobyć w Polsce w latach 2010-11 monopol władzy. Czy to nam nie zaszkodzi, że wszyscy kandydujemy z jednej listy? Gdzie tu wybór, gdzie konkurencja idei, gdzie debata? Taka demokracja jest bez sensu.
