Był taki premier, którego upadek wynikał z niezręczności: ośmielił się, komunista jeden, zasugerować, że obywatele powinni być ubezpieczeni od skutków powodzi. Od tego czasu politycy prześcigają się w trosce o powodzian.

Szczerze mówiąc, nie dziwię się humanitarnej i politycznej trosce o poszkodowanych przez powodzie, tornada czy inne katastrofy. Uważam jednak, że niektóre formy pomocy są, delikatnie mówiąc, pomyłką. 

Nie płacić!

Uważam skromnie, że za skutki katastrof powinny być odpowiedzialne ubezpieczalnie. To na nich powinien spoczywać obowiązek wypłaty odszkodowań - na zasadach i w wysokości określonej umowami - polisami. Rolą państwa jest tworzenie i nadzorowanie przestrzegania odpowiednich regulacji, głównie z zakresu praw obywatela jako konsumenta.

Odpowiedzialność władzy publicznej 

Bezpośrednia rola władz publicznych (rządowych i samorządowych) polega na tworzeniu i skutecznym zarządzaniu systemem ostrzegania, zapobiegania i usuwania skutków powodzi. Jeśli w wyniku błędów w tym systemie ktoś poniesie mierzalny uszczerbek - ma prawo do odszkodowania od rządu bądź samorządu.  

Działalność charytatywna

W każdej katastrofie znajdą się poszkodowani, którzy się nie ubezpieczyli. I tutaj - uwaga - nie powinny być tworzone mechanizmy odszkodowawcze inne, niż wynikające z zasad pomocy humanitarnej. Państwo fundujące odtworzenie utraconego, nieubezpieczonego majątku - to państwo patologii. 

Można mi zarzucić, że moje myślenie jest niehumanitarne. OK, jest. Jestem wrednym burżujem, który nie ma ochoty uczestniczyć w narodowej zrzucie. Szczególnie, gdy "splendor" z tego tytułu ma spłynąć na dygnitarzy, którzy nie potrafią zarządzać bezpieczeństwem, potrafią za to ładnie mówić o poszkodowanych. Najchętniej przed kamerą.  

I rzecz następna: tak jak nie chcę się zrzucać na refundowanie przez państwo szkód prywatnych, tak nie mam ochoty obowiązkowo się ubezpieczać. Bo to moja sprawa. A jak mi tornado chałupę zabierze, to również moja sprawa. Rolą rządu jest moje prawa i wolności chronić. Przed władzą.