Jerzy Buzek: polska demokracja jest zdrowa. Czy na pewno?
Na dzisiejszej konferencji prasowej Jerzy Buzek, nowowybrany przewodniczący Parlamentu Europejskiego stwierdził, że jakość polskiej demokracji jest wysoka, można ją ocenić jako dobrą oraz, że jesteśmy w stanie sprostać wyzwaniom przejęcia unijnej prezydencji, która czeka nas w przyszłym roku. Pozwolę sobie mieć kilka wątpliwości. Część z nich zasygnalizował już Andrzej Olechowski w liście do premiera Tuska: "Polacy nadal są zakładnikami marnej edukacji, absurdalnych przepisów gospodarczych, zgrzebnej infrastruktury, nieudolnego, stronniczego i skorumpowanego państwa, żenującej kultury politycznej".
System finansowania partii politycznych pozwalający na przeznaczanie ogromnych kwot z budżetu Państwa na spoty telewizyjne i bilboardy sprowadza dyskurs publiczny do pojedynku agencji reklamowych i spin-doctorów. Żadna z dwóch dużych partii nie skłania się ku zmianom. Złe prawo karne powoduje znieczulicę, uczy obywateli, że lepiej nie interweniować, gdy dzieje się zło, bo wtedy można dostać zarzut udziału w bójce. Polskie uniwersytety nie mają najmniejszych szans na trafienie na listę najlepszych, a ich zdolność reformowania się i otwierania na nowe prądy jest zerowa. Poziom płac jest znacznie niższy niż na zachodzie - i dotyczy to również sfery usług wykonywanych w domu - tu w naturalny sposób powinno się to zrównywać. Autorytet instytucji publicznych (vide RPO w sprawie Madonny) jest wykorzystywany do bronienia partykularnych interesów, części kleru. Lider opozycyjnej partii jest twarzą nowej sieci komórkowej. W rankingach łatwości założenia firmy plasujemy się za Białorusią i Kirgistanem. Olbrzymia machina biurokratyczna nie dąży do samoograniczania, a rosnące koszty jej funkcjonowania mają pokryć podatnicy, w coraz wiekszym wymiarze procentowym. Jednocześnie zamiast uwalniać przedsiębiorczość, rząd przychyla się do karania za dodatkowy wysiłek.
Czy na pewno tak dobrze z naszą demokracją?
