Drzewo Oliwne już uschło

Nawet jeśli okaże się, że Szmajdziński ma większe poparcie w sondażach niż Olechowski, to i tak nie ma mowy o tym, abym go poparł, zaś dla SD taki krok oznaczałby samobójstwo i porzucenie właściwie całego projektu politycznego.
Drzewo Oliwne już uschło
Niepokojące sygnały nadeszły wczoraj w postaci wypowiedzi byłego prezydenta Aleksandra Kwaśńiewskiego oraz przewodniczącego SD Pawła Piskorskiego. Ze strony pierwszego z nich padła propozycja pewnego rodzaju współpracy pomiędzy Andrzejem Olechowskim i jego kampanią, czyli zasadniczo strukturami Stronnictwa, a partiami lewicy z SLD na czele. Współpraca ta miała by przyjąć formę umowy, że w pierwszym etapie kampanii każde środowisko wystawia własnego kandydata, czyli my Olechowskiego, SLD zapewne Jerzego Szmajdzińskiego, a SdPl wspierane przez PD Tomasza Nałęcza, przez kilka tygodni prowadzą oni oddzielne kampanie, zaś na kilka miesięcy przed wyborami dwaj wycofują się i przekazują poparcie najsilniejszemu spośród trójki. Poszczególne partie dorzucają swoje poparcie dla tego kandydata. Wyłoniłyby go zaś w efekcie sondaże opinii publicznej.
Pominę już tutaj sprawę tego, czy nadawanie przez polityków sondażom aż takiej mocy sprawczej, i to już w tym przypadku zupełnie oficjalnie, jest właściwe. Wydaje mi się, że nie jest, ale nie to jest tutaj najważniejszą kwestią. Najważniejsze są oczywiście polityczne problemy związane z tym planem. Nie będę tu wnikał w to, czy sam Szmajdziński, Nałęcz, a przede wszystkim kierownictwo SLD z JE Grzegorzem Napieralskim w ogóle weszłoby w taki projekt. Zakładając nawet, że odpowiedź brzmi „tak”, muszę otwarcie rzec, że taki obrót spraw nie jest z mojego punktu widzenia pożądany. Stąd niepokoi mnie umiarkowanie pozytywna reakcja przewodniczącego Piskorskiego na tą propozycję.
Podstawową motywacją dla mnie, gdy zdecydowałem się wstąpić do SD, była wola udziału w ugrupowaniu, które podejmie próbę powołanie do życia w Polsce partii centrowej o liberalnym profilu ekonomicznym i obyczajowym. Stopniowe przesuwanie się w lewo mojej poprzedniej partii, PD, uznałem za pogrzebanie nadziei, że to ona takim ugrupowaniem będzie. Współpraca z lewicą nie tylko doprowadziła do całkowitego zamazania liberalnego wizerunku PD w mediach, ale także, co od wiosny tego roku stało się jaskrawo widoczne w uchwałach i stanowiskach ciał kierowniczych PD, do przesunięcia akcentów ideowych i programowych Demokratów w kierunku ekonomicznie nieliberalnym.
Moment przejścia do SD nie obył się dla bez zawahania, związanego z pewną obawą, że SD będzie z kolei zbytnio ciążyć na prawo i przejawiać akcenty zbyt konserwatywne obyczajowo. Ta obawa okazała się jak dotąd pozbawiona podstaw. Za to, jeśli scenariusz, który usiłuje pisać nam Kwaśniewski, miałby się ziścić, to SD grozi pójście drogą PD. Jeśli chodzi o odbiór partii w mediach już zaczyna to być widoczne. Dziś Andrzej Olechowski w towarzystwie oczywistych socjaldemokratów (Borowski, Kalisz, Olejniczak i Nałęcz) został zestawiony jako potencjalnie najsilniejszy kandydat „lewicy i centrolewicy”. Tędy nie prowadzi droga do budowy partii liberalnej. Elektorat liberalny utwierdza się przez tego typu sygnały i powodowane przez nie publikacje w przekonaniu, że tylko lewe skrzydło PO jest w stanie reprezentować liberalne poglądy w polskiej polityce, mimo takich inicjatyw rządu jak ustawowe szpiegowanie obywatela w internecie i inwigilacje przy okazji prowadzenia rozmów telefonem komórkowym.
Otwarcie powiem, nie życzę sobie, aby SLD wiosną przyszłego roku ogłosił, że popiera Olechowskiego na prezydenta. Oczywiście należy ubiegać się o elektorat lewicy, a przynajmniej tą jego część, dla której najważniejsze są kwestie liberalizmu obyczajowego. Ci wyborcy są jednak dziś w zdecydowanej większości wahającymi się wyborcami PO. SLD mierzi ich tym, że jest to partia starzejącego się betonu komunistycznego, byłych esbeków i ich rodzin. Rekomendacja SLD raczej zniechęci ich, niż przyciągnie do kandydata. O wyborców „betonowych” Olechowski w pierwszej turze nie powinien się zaś w ogóle ubiegać.
Podobne zastrzeżenia, a nawet mocniejsze, mam w drugą stronę. Nawet jeśli okaże się, że Szmajdziński ma większe poparcie w sondażach niż Olechowski, to i tak nie ma mowy o tym, abym go poparł, zaś dla SD taki krok oznaczałby samobójstwo i porzucenie właściwie całego projektu politycznego. Stronnictwo z własnej woli zamurowałoby się w roli podobnej do SdPl i PD, czyli małych partii na „dzikich polach” polskiej sceny politycznej, mających szanse tylko w przypadku przychylności SLD. Nie może to wchodzić w grę w żadnym wypadku.
Już zupełnie nie do pomyślenia jest natomiast to, aby w efekcie takiej współpracy w kampanii prezydenckiej stworzyć nowe ugrupowanie koalicyjne z udziałem części SLD, SdPl, PD i SD. Taka koalicja miała by charakter oczywiście socjaldemokratyczny i nie byłaby żadną atrakcyjną ofertą dla ekonomicznie liberalnych wyborców. Przykład włoski pokazuje daleko idącą nietrwałość podobnych prób współpracy politycznej, których jedynym motywatorem jest sprzeciw wobec jednego polityka, a problemem nadmierna heterogeniczność ideowa.
Dla tych, którzy odeszli z PD do SD, aby nie brać udziału w inicjatywach politycznych na lewicy, taki obrót spraw byłby jak przysłowiowe wpadnięcie pod rynnę. Dlatego mam nadzieję, że zrezygnujemy z tego rodzaju spekulacji i skoncentrujemy na kampanii prezydenckiej Andrzeja Olechowskiego. Natomiast tego typu przedwyborczą umowę można zawrzeć z Tomaszem Nałęczem i popierającymi go środowiskami. Jeśli kandydatura profesora okazałaby się zbyt słaba, wówczas w zamian za wycofanie i poparcie Olechowskiego, działaczom PD można zaoferować miejsca na listach wyborczych SD w roku 2011, natomiast SdPl i niebetonowej części SLD ewentualną współpracę w następnym Sejmie nad wspólnymi projektami politycznymi.
