Niewykle ceniony przeze mnie reżyser Kazimierz Kutz, poseł PO, zarzucając Piskorskiemu, że łącząć sprawy przesłuchań w jego mieszkaniu zachowuje się niemęsko, postępuje jak zwykły partyjny aparatczyk. Być może w Platformie męsko jest tylko wtedy gdy sperma i krew ocieka po twarzy jej głównych liderów. Moje rozumienie męskości jest trochę inne.
Dziwi też wypowiedź prokuratora krajowego Edwarda Zalewskiemu, że Paweł Piskorski niemal na pewno dostanie zarzuty. Tu widać, że śledztwo jest objęte osobistą troską Donalda Tuska i Grzegorza Schetyny, a jeśli nie ich, to przynajmniej ministra sprawiedliwości, Krzysztofa Kwiatkowskiego. Jak inaczej wytłumaczyć fakt, że PO wytacza cały aparat Państwa w poszukiwaniu świstka z 1997 roku. Świstka, który i tak do niczego się nie przyda. Wszak antykwariusz, z którym była podpisywana umowa o sprzedaży książek nie żyje. Musiało chodzić o coś innego. Piskorski sugeruje, że było to archiwum Platformy. Politycy PO obawiają się, że dokumenty przewodniczącego SD skrywają jakieś ciemne karty, które mogą zagrozić prezydenturze Tuska.
PO i PIS też same padły ofiarą własnych narzędzi walki o władzę. Cała Platforma huczała o postępowaniu CBA ws. Mirosława Drzewieckiego. Jeśli wierzyć moim informatorom z samego rana do mieszkania byłego ministra sportu wpadła brygada CBA, oczywiście w maskach i pełnym uzbrojeniu. Zastali matkę min. Drzewieckiego, która na miejscu dostała zawału. Drzewiecki prosił o nierozdmuchiwanie sprawy, wycował się z polityki, pewnie szybko nie zechce do niej wrócić, bo dla niego spotkanie z CBA było doświadczeniem osobiście, a nie tylko politycznie bolesnym.

Należy zadać sobie pytanie po co powołano specsłużbę o ogromnych uprawnieniach, niemal nieograniczonym budżecie. Czy CBA nie stało się policją polityczną do eleminacji przeciwników politycznych, równie często wykorzystywaną przez każdą partię rządzącą. Jestem przekonany że SLD też by się nie zawahało jej użyć aby wykończyć polityków prawicy.