Polska potrzebuje Obamy
Elementarna znajomość ekonomii politycznej nakazuje nam, liberałom, wystawić planktonowego, liberalnego kandydata na prezydenta. Wówczas dopiero centrowy Olechowski miałby wyższe szanse na wygraną. Polityka to bowiem strategia, i należy wiedzieć jakie tematy kto i gdzie powinien odpalić, jakie bomby obyczajowe zdetonować, by zrobić więcej szans dla kandydatów nieco mniej liberalnych. Oto bowiem pojawienie się kandydata bardziej liberalnego spowoduje że inni kandydaci także będą musieli nieco w swoich kampaniach pójść w tą stronę. Ci zaś, którzy byli w liberalnym sensie osamotnieni (Olechowski) nagle staną się bardziej mainstreamowi.
Jakiego liberalnego kandydata potrzeba? Takiego który uderzy w trudne tematy: adopcję dzieci przez pary homoseksualne, albo na przykład transseksualistkę ze Słupska. Tą samą która w wyemitowanym na wystawie sztuki współczesnej filmie kroiła ogórki w kuchni i marzyła o tym by pozwolono jej spełnić marzenie i umożliwiono adopcję dziecka. Na razie urzędnicy twierdzili że w ich mieszkaniu ona i jej mąż nie mieli osobnego pokoju.
Niech uderzy w tematykę depenalizacji posiadania małych ilości miękkich narkotyków na własny użytek. Niech domaga się obniżenia podatków, tudzież ich rozsądniejszego wydawania (zastępując transfery socjalne- przysłowiowymi wędkami). Niech podejmuje tematykę likwidacji koryta- tych setek państwowych przedsiębiorstw, będących zapleczem kuchennym rządzących partii. To te wszystkie LOT-y, Ciech-y, KGHM-y.
Niech domaga się konkurencji na rynkach sieciowych: w energetyce i gazownictwie - tak by każdy konsument mógł łatwo wybrać dostawcę prądu czy gazu, idącego przez wspólną sieć i mieszającego się tam z innym, ale to nasz konsument decyduje, kto jest producentem jego prądu. Niech walczy o rozbicie TP S.A. na szereg mniejszych konkurujących ze sobą firm, podobnie jak rozbito koncern AT&T w USA. Niech walczy o konkurencję na rynku kolei czy autobusów.
Kandydat radykalny powinien utorować drogę liberalnemu Obamie. Trzeba najpierw ustalić zasady, kto rządzi. Czy jest możliwa firma z dwoma szefami? W Polsce ta niemożliwość jest przyczyną systemowej zapaści. Nowy kandydat musi złożyć obietnicę. Wg mnie powinien obiecać wsparcie dla systemu gabinetowego, z silnym premierem. Powinien mu przekazać część swoich prerogatyw i ograniczyć swoje kompetencje. Jest to trudne wyrzeczenie- ale konieczne dla przyszłości tego narodu. Prezydent w mojej ocenie winien pełnić rolę króla, tudzież szefa rady nadzorczej. Zaś jeśli będzie kłócił się z premierem, kto tu rządzi, to ta firma może spodziewać się problemów.
Polska potrzebuje Obamy- otwartego na problemy świata. Gracza nie tylko na polskim poletku, ale i w polityce międzynarodowej. Polska potrzebuje wielkiego ideologa, wielkiego mówcy, który będzie wygłaszał przełomowe mowy, i to niekoniecznie pisane przez niego samego, tak jak i nie pisze ich Obama. Ten kraj bowiem potrzebuje mądrych autorytetów, przypominających czym jest demokracja, prawa człowieka, obowiązki aktywnego obywatela.
Polska nie ma Przywódcy. Na przywódcę konserwatywnego kreowano papieża- Polaka. Zaś brak jest nowoczesnego przywódcy liberalnego, demokratycznego. Jest tutaj pole do działania.
