Beniuszys: Kłopoty Piskorskiego
SD powinna kształtować wysokie standardy w polityce. Oznacza to, że dęte czy niedęte, polityczne czy merytoryczne, zarzuty dla Pawła Piskorskiego są faktem. Jako człowiek miłujący zasadę państwa prawa muszę to uznać i on także. Dlatego do czasu wyjaśnienia, lub bardziej prawdopodobnego (bo i politycznie bardziej dla wrogów Piskorskiego wygodnego i korzystnego) przedawnienia sprawy na początku 2011 roku, Paweł Piskorski winien zawiesić się w funkcji przewodniczącego SD. Jego obowiązki winien przejąć wiceprzewodniczący Bogdan Lis. Miejsce na czele partii będzie czekać na Pawła Piskorskiego, gdy jego sprawa skończy się pomyślnie.
Zgodnie z tym, czego można było się spodziewać od dłuższego czasu, wczoraj prokuratura postawiła szefowi SD, Pawłowi Piskorskiemu, zarzut karny. Długo szukano możliwości, aby znaleźć jakiś w miarę racjonalny powód po temu, by w ten sposób wspomóc szanse obecnego premiera i jego partii w wyborach prezydenckich i w ugruntowaniu ich dominacji na polskiej scenie politycznej. Polityka to brutalna gra, a dziś każdy, kto choćby w minimalnym stopniu zagraża pozycji możnych polskiej polityki, jest bezwzględnie eliminowany przy użyciu wszelkich środków, jakie są w dyspozycji władzy państwowej. Tak było w kadencji poprzedniej i dotąd nie uległo to zasadniczej zmianie.
Jest wysoce dziwne, że prokuratura, w czasach gdy rządził SLD i PiS, a Piskorski był mało znaczącym bezpartyjnym europosłem, nie wykazała zaangażowania celem wyjaśnienia różnego rodzaju wątpliwości co do jego dawnych działań finansowych i pozwoliła się im przedawnić. Widać ściganie Piskorskiego wtedy nie było priorytetem prokuratury. Mimo istnienia mocnych poszlak i wielu znaków zapytania, nic się nie wydarzyło. W efekcie wszelkie te sprawy uległy przedawnieniu, co między innymi odbiera także samemu Piskorskiemu możliwość obrony przed tamtymi zarzutami. Nie mniej jednak, Piskorski stał się dla prokuratury w pewnym momencie priorytetowy. Do tego stopnia, że wobec przedawnienia zasadniczych potencjalnych zarzutów znaleziono ostatni haczyk w postaci użycia w skarbówce w roku 2001 dokumentu starszego o parę lat, który prokuratura uważa za sfałszowany. Fakt jego użycia wówczas oznacza, że ten zarzut można jeszcze postawić, gdyż przedawnia się dopiero za rok.
Sam zarzut jest mocno naciągany. Czwarta opinia grafologa, w przeciwieństwie od poprzednich, stwierdza, że podpis na dokumencie został podrobiony. Z tym że biegły widział tylko kopię umowy. Jest ogólnie wątpliwe to, aby można było z jakimkolwiek akceptowalnym prawdopodobieństwem orzekać grafologicznie na podstawie kserokopii. To opinia o charakterze astrologicznym. Warto przeanalizować wcześniejsze opinie tego grafologa, gdyż istnieje tu obawa stronniczości.
Postawienie tak naciąganego zarzutu Piskorskiemu teraz, ma w mojej osobistej ocenie charakter działania na zlecenie polityczne. Szczególnie biorąc pod uwagę chęć i częstotliwość wystąpień w tym temacie, jakie w mediach okazali prokuratorzy, zwykle dość wstrzemięźliwi w komentowaniu swojej pracy w trakcie postępowania. Obawę o to, iż mamy do czynienia z politycznym planem wzmacnia także komentarz w dzisiejszej „Gazecie Wyborczej”, gdzie red. Paweł Wroński ogłasza koniec kandydatury Andrzeja Olechowskiego w wyborach prezydenckich. O to właśnie chodzi w całej sprawie i nie można się nie zdziwić tym kategorycznym tonem w gazecie, która niestety stała się bezwarunkowo i bezkrytycznie entuzjastyczna wobec politycznych planów i ambicji Donalda Tuska. Zdumiewa szczególnie ten automatyzm w wyciągnięciu tego wniosku. Teza ta była na dzisiejszy dzień już dużo wcześniej gotowa do publikacji. Tak sądzę.
Dla mnie to przykre, gdy wielki szacunek, który od lat w moich oczach zbudował sobie red. Wroński i jego redakcyjni koledzy poczyna kruszeć i grozi legnięciem w gruzach. Potęguje to choćby wczorajszy płaczliwy panegiryk na cześć Tuska, który popełnił w gdańskim wydaniu gazety red. Wąs. Napisał, że premier Tusk jest wyśmienitym premierem, że nie wolno mu z tego rezygnować i kandydować na prezydenta. Wąs zagroził wręcz, że na Tuska nie zagłosuje (w efekcie nie pójdzie na wybory, bo przecież inni kandydaci spoza PO nie wchodzą dla niego w rachubę). Ale jeśliby Tusk wystawił kogoś innego jako swojego kandydata, to on, Wąs, natychmiast pobieży spełnić swój obywatelski obowiązek w postaci poparcia owego kandydata. Dziwię się, że nikt nie wyczuwa jak żenujący jest to tekst w gazecie, która powinna zachować choćby minimalizm dystansu i obiektywności. Wstyd umieszczać coś takiego na swoich łamach.
Kandydatura Andrzeja Olechowskiego jest aktualna, niezależnie od wishful thinking niektórych, redaktorów „Wyborczej”. Nie sądzę, aby ktokolwiek, kto popiera Olechowskiego uznał, że niejasności i ewentualne przewiny Piskorskiego są przewinami kandydata na prezydenta i go obarczają. Bo jeśli tak, to przewiny Chlebowskiego i Drzewieckiego analogicznie obarczają Donalda Tuska. Pomimo tego wszystkiego, co powyżej napisałem, uważam jednak też, że SD powinna kształtować wysokie standardy w polityce. Oznacza to, że dęte czy niedęte, polityczne czy merytoryczne, zarzuty dla Pawła Piskorskiego są faktem. Jako człowiek miłujący zasadę państwa prawa muszę to uznać i on także. Dlatego do czasu wyjaśnienia, lub bardziej prawdopodobnego (bo i politycznie bardziej dla wrogów Piskorskiego wygodnego i korzystnego) przedawnienia sprawy na początku 2011 roku, Paweł Piskorski winien zawiesić się w funkcji przewodniczącego SD. Jego obowiązki winien przejąć wiceprzewodniczący Bogdan Lis. Miejsce na czele partii będzie czekać na Pawła Piskorskiego, gdy jego sprawa skończy się pomyślnie.
