Piskorski: Powódź znowu zadecyduje o wyborach
Klęski żywiołowe miewają znaczący wpływ na wyniki wyborcze. Przed kilkoma laty zmierzającemu do – jak się wydawało – nieuchronnej wyborczej klęski niemieckiemu kanclerzowi Gerchardowi Schroederowi z pomocą przyszła powódź stulecia, dzięki której mógł pokazać się jako sprawny organizator i dobry gospodarz wizytujący i doglądający terenów objętych powodzią. Dzięki temu błyskawicznie odrobił sondażowe straty i w efekcie utrzymał władzę na kolejne lata.
Z kolei w Polsce powódź stulecia przyczyniła się w 1997 roku do klęski rządzącego SLD, a w szczególności premiera Włodzimierza Cimoszewicza, którego słowa o tym, że powodzianie powinny byli się ubezpieczyć, stały się dla rządu gwoździem do politycznej trumny.
Eksperci coraz częściej ostrzegają, że skutkiem tegorocznej ostrej zimy będzie wielka powódź. Donald Tusk zdaje sobie sprawę z możliwych tego skutków, także politycznych. Dlatego już zawczasu przedstawia się jako dobry, zapobiegliwy gospodarz i zwołuje naradę poświęconą przygotowaniom do walki z powodzią. Jak można podejrzewać zaledwie pierwszą z wielu narad, o których opinia publiczna będzie oczywiście szczegółowo informowana. Za dwa miesiące możemy sie spodziewać premiera i jego ministrów oraz nowego kandydata PO na prezydenta wizytujących w wysokich kaloszach rejony powodziowe i zapewniających z zatroskaną miną, że rząd robi absolutnie wszystko, co tylko możliwe, aby walczyć z powodzią i jej skutkami.
Powracać będzie jednak pytanie, co zrobiono przez ostatnie dwa lata dla rzeczywistej
zmiany i usprawnienia systemów anty-powodziowych.

