PSL i Zieloni 2004. Szmaragdowy sojusz niemożliwy?
Zgodnie z obietnicą opisuję mój pomysł na zaistnienie Zielonych 2004 w Polsce. W innych krajach tego typu partie mają swoich posłów (68 w Niemczech, 6 w Czechach, 4 we Francji), a u nas bieda.
Jak jest teraz
Zieloni 2004 należą do trzeciej ligi politycznej. Znaczy to, że nie mają ambicji samodzielnego wejścia do Sejmu. Liczą przy tym na sojusze (próbowali z SdPL-em i PdP). W różnych wyborach uzyskiwali promile poparcia. Silni, na swoim poziomie oczywiście, są tylko w dużych miastach. Działaczy mają zapewne kilkuset. Wikipedia podaje, że 300, ja myślę, że więcej, skoro udało mi się poznać czterech działaczy osobiście, a tak lewicowe środowiska są raczej mi obce.
Zieloni 2004 maja 6 lat, a PSL może się poszczycić prawie 116-letnią tradycją. Jeszcze większe
są proporcje w poparciu. Na PSL w 2007 roku głosowało prawie 9 proc. Polaków, prawie 20 razy więcej niż na Zielonych. Członków mają pewnie też kilkaset więcej. Jedną ze słabości Ludowców jest to, że są partią wiejską, więc ograniczają swoje pole działania. Od wielu lat nie mogą zdobyć mandatu w wielkich ośrodkach miejskich. W wyborach 2007 roku białymi plamami dla PSL było Pomorze, Śląsk, jak również Warszawa i Poznań.
Jak można to zmienić
Właśnie na tej wymienności obszarów wpływów może być jednym z powodów szmaragdowego sojuszu. Oprócz oczywiście zbieżnych barw partyjnych. Zieloni mogą zdobyć dla PSL-u głosy elektoratu wielkomiejskiego, zwłaszcza gdyby Ludowcy sypnęli groszem i pomocą. W wyborach parlamentarnych może to by nie starczyło na mandaty, ale samorządowych już tak. Zieloni natomiast mogliby się wypromować. W lewicowych koalicjach ich głos był słabiej słyszalny, bo silniejszy partnerzy go zagłuszali. W sojuszu z nijakim PSL-em można byłoby się pokazać.

Ponadto program PSL i Zielonych jest w kilku punktach zbieżny, np. jeśli chodzi o podatek liniowy. Mają również kilka zbieżnych obszarów zainteresowania: rolnictwo, ochrona środowiska, energetyka. Mogą mieć na te tematy różne lub podobne poglądy, ale jest o czym dyskutować. Skoro PSL mogło związać się z SLD i PO, to dlaczego nie z Zielonymi 2004.
Zderzenie z rzeczywistością
Fajnie jest pomarzyć, ale rzeczywistość polityczna rządzi się twardymi prawami. Zieloni mają bardzo słabą pozycję przetargową, więc PSL może nie chcieć zawiązywać koalicji z taką drobnicą. Zieloni są bardzo postępowi obyczajowo, w odróżnieniu od PSL. Na pewno stosunek do kobiet jest dramatycznie różny, chociaż Ludowcy może wystawia kobietę w wyborach. To może być jakiś punkt wspólny. Poza tym nawet taki sojusz może nie stworzyć efektu synergii. No i najważniejsze: struktury lokalne muszą się na to zgodzić, a z tym może być problem. Mimo tego. Uważam, że jest to jakiś pomysł. Może w rodzaju political fiction

