Moment przełomowy
Decyzja o pochowaniu prezydenta Lecha Kaczyńskiego wraz żoną na Wawelu została podjęta w warunkach wykluczających możliwość jej racjonalnej analizy, w okresie gdy siłą rzeczy dominowały emocje, a każdy kto wyraził sprzeciw, narażał się automatycznie na zarzut bezczeszczenia pamięci tragicznie zmarłego prezydenta. Decyzja taka zawsze winna następować po dłuższym czasie, gdy emocje opadną. Jest to w efekcie decyzja niewłaściwa. Prezydent Lech Kaczyński poniósł straszną śmierć w trakcie wypełniania swoich oczywistych obowiązków względem Polski i jej bohaterów pomordowanych w 1940 roku. Jednak fakt ten, powiedzmy to otwarcie, nie zmienia oceny jego prezydentury. Była to, niestety, prezydentura nieudana, która słusznie spotykała się z zarzutem prezydentury partyjnej, dzielącej, nie jednoczącej Polaków. Lech Kaczyński był postacią kontrowersyjną i większość obywateli w momencie tuż przed jego śmiercią otwarcie życzyła sobie, aby po następnych wyborach odszedł z urzędu. Takie są fakty.
Piszę ten tekst w środę, 14 kwietnia, ale ponieważ obiecałem sobie, że nie będę się wypowiadał w sprawach kontrowersyjnych w okresie trwania żałoby narodowej, zostanie on opublikowany dopiero w poniedziałek 19 kwietnia. Choć wokół mnóstwo ludzi, o różnych poglądach, od wczoraj już wyraźnie zmienia swoimi wypowiedziami i decyzjami atmosferę w debacie publicznej na gorszą, co rokuje nadzwyczaj rychły powrót do „business as usual”, ja sam tej pokusie nie ulegnę.
Decyzja o pochowaniu prezydenta Lecha Kaczyńskiego wraz żoną na Wawelu została podjęta w warunkach wykluczających możliwość jej racjonalnej analizy, w okresie gdy siłą rzeczy dominowały emocje, a każdy kto wyraził sprzeciw, narażał się automatycznie na zarzut bezczeszczenia pamięci tragicznie zmarłego prezydenta. Decyzja taka zawsze winna następować po dłuższym czasie, gdy emocje opadną. Jest to w efekcie decyzja niewłaściwa. Prezydent Lech Kaczyński poniósł straszną śmierć w trakcie wypełniania swoich oczywistych obowiązków względem Polski i jej bohaterów pomordowanych w 1940 roku. Jednak fakt ten, powiedzmy to otwarcie, nie zmienia oceny jego prezydentury. Była to, niestety, prezydentura nieudana, która słusznie spotykała się z zarzutem prezydentury partyjnej, dzielącej, nie jednoczącej Polaków. Lech Kaczyński był postacią kontrowersyjną i większość obywateli w momencie tuż przed jego śmiercią otwarcie życzyła sobie, aby po następnych wyborach odszedł z urzędu. Dokonań prezydenta Kaczyńskiego przed 10 kwietnia 2010 nie sposób, niestety, porównywać z dokonaniami Józefa Piłsudskiego, Tadeusza Kościuszki, Jana III Sobieskiego, Fryderyka Chopina czy Juliusza Słowackiego. Można zaś, jak sądzę, postawić je w jednym szeregu z dokonaniami największych polityków ostatnich 20 lat, wyjątkowo bliskich mi osobiście, Jacka Kuronia i Bronisława Geremka. Oni zostali pochowani na Powązkach i tam, wraz z tak umiłowanymi przez Lecha Kaczyńskiego powstańcami warszawskimi, było optymalne miejsce dla przedwcześnie zmarłego prezydenta Polski. Albo też w katedrze św. Jana w Warszawie, gdzie spoczywa prezydent Gabriel Narutowicz, polityk budzący w swoim czasie kontrowersje i dzielący naród, ale również śmiertelna ofiara wykonywania obowiązków związanych z najwyższym urzędem w państwie. Na Wawelu spoczywają jednak ludzie, którzy dla Polski uczynili wyraźnie więcej i to w czasach odległych, nie budzących dziś politycznych emocji czy kontrowersji.
Szkoda, że taką decyzję podjęto. Żałoba po katastrofie w Smoleńsku mogła nas zmienić. Spowodować, że różnice poglądów politycznych częściej rozstrzygane byłyby w debatach opierających się na sferze idei, pozytywnych projektów i programów, w oparciu o prawdziwy szacunek dla adwersarzy. Zamiast tego wróżę natychmiastowy powrót do małostkowości, „wycieczek personalnych”, bon-motów, przytyków i obelg, w których polska polityka tak się specjalizuje. Sezon na Palikotów, Brudzińskich i Niesiołowskich się nie skończył. Podjęcie decyzji o pochówku na Wawelu jawi się mi dziś jako punkt zwrotny, punkt krytyczny w tym tygodniu żałoby. Moment, w którym straciliśmy szansę na jakościową przemianę. Po ogłoszeniu tej decyzji kilkaset osób w Krakowie zorganizowało protest przeciwko niej, w samym środku żałoby! Nie odważyłbym się wtedy wystąpić razem z nimi, choć zgadzam się co do meritum. Taka demonstracja byłaby nie do pomyślenia jeszcze 12 godzin wcześniej!
Ale współwinni są także autorzy decyzji o wawelskim pochówku. Jako osoba bezpośrednio odpowiedzialna, sprawiedliwą krytykę przyjąć musi kardynał Dziwisz. Dla mnie osobiście decyzja ta była jak kubeł zimnej wody. Wspomnienie tego, co było niedobre w politycznej aktywności Lecha Kaczyńskiego wróciło i, mimo mojej najlepszej woli, częściowo wypchnęło czysto ludzki żal po śmierci drugiego człowieka. Przypominało to bowiem, jak w przeszłości często poczucie wielkich ambicji i niezaspokojonych aspiracji prowadziło braci Kaczyńskich na polityczne manowce. Jarosława Kaczyńskiego będzie ono chyba nadal na owe manowce prowadzić. A szkoda.
