Katastrofa samolotu TU-154M pod Smoleńskiem będzie wykorzystywana w polityce nie tylko doraźnie dla potrzeb prezydenckiej kampanii wyborczej. Będzie obrastała teoriami spisku, mitami męczeństwa, a także dla wielu będzie stanowiła cezurę polityczną. Dla wielu ważne będzie to, co się stało przed katastrofą i po niej. Będzie symbolem, a symbole mają to do siebie, że często są oderwane od życia, kontekstu, realiów. Warto może więc za nim te mity powstaną, przeciwstawić się nim. Trzeźwym, racjonalnym pojmowaniem rzeczywistości.
Śmierć prezydenta, małżonki i licznych przedstawicieli życia publicznego to nie była śmierć elity. To była śmierć ważnych osób dla państwa, które MUSZĄ być, i będą zastąpione przez innych. Elity polityczne nie kształtuję się same, one są służebne wobec społeczeństwa i to one określa, kto na takie miano zasłużył. I zarówno prezydent, jak i prezesi NBP, IPN, czy wysocy oficerowie Wojska Polskiego znajdą następców. Wyłonionych przez demokratyczne procedury.
Katastrofa nie jest żadnym aktem założycielskim nowej ery politycznej, nie jest początkiem żadnej przemiany, a już na pewno nie jest aktem jedności politycznej. Nie zostanie stworzona żadna nowa wspólnota, ponieważ ból i żal po zmarłych jest przeżyciem indywidualnym. Budowanie na tej podstawie wspólnoty, czy idei jest zadaniem nad wyraz karkołomnym. Społeczeństwo nie jest homogeniczne, nie można w demokracji narzucić mu jedynie słusznej interpretacji, czy poglądów.
Tragiczna śmierć dla niektórych stała się śmiercią nie tylko bohaterską, ale również męczeńską. Tylko, że śmierć bohatera i męczennika naznaczona jest zamiarem oddania życia za przekonania, wiarę, idee, z pełną odpowiedzialnością i świadomością. Katastrofa komunikacyjna na polu przed smoleńskim lotniskiem była tragedią, dla wielu, dla rodzin, bliskich, przyjaciół – ale nie była śmiercią męczeńską. I to, że była to ofiara ludzka złożona przed katyńską metropolią, nie oznacza, że została ona złożona świadomie. Ofiary i bohaterowie leżą w gromach Katynia, Miednoje, Ostaszkowa, zostali zgładzeni za to, że byli Polakami.
Teorie i mity wokół katastrofy samolotu tworzone są po to, aby nie łączyć obywateli, ale ich właśnie podzielić. Im więcej teorii, o zamachu, spisku – tym większa możliwość wywyższenia ponad miarę tych, którzy nie zawsze na to zasługiwali. To możliwość podzielenia społeczeństwa na prawdziwych patriotów (My, Naród) i na tych, którzy nie mają prawa według Prawych Polaków się do wybrańców zaliczać. Po to ten mit męczeństwa jest tworzony, aby wokół niego można było zbudować kult. Wyjaśnienie kulis katastrofy może boleśnie przerwać budowę mitu. Tym bardziej, że dziedzictwo Lecha Kaczyńskiego już teraz wygląda na wyjątkowo skromne.
Azrael

