Smutna piosenka o demokracji
Wyjątkowe czasy kształtują wyjątkowe sytuacje. Od niemal dwóch miesięcy wiadomo, że ta kampania wyborcza też będzie odbiegać od schematów. I odbiega. Deklaracje, które składa Platforma Obywatelska, Prawo i Sprawiedliwość i ich kandydaci jeszcze przez rozstrzygnięciem wyborów są traktowane jak czcze obietnice, retoryka Komorowskiego i Kaczyńskiego zaskakuje nawet ich sztabowców, sama zaś kampania – choć miała być merytoryczna i oparta o debaty – jest po prostu plebiscytem.
„Zgoda buduje” – takie jest hasło wyborcze Komorowskiego, choć pewno bardziej niż do wyborców skierowane jest ono do Donalda Tuska. Dla Kaczyńskiego „Polska jest najważniejsza”, ale nie mówi ani słowa o tym, czy równie ważni są dla niego Polacy. Nadal nie wiemy też, jak obaj wyobrażają sobie swoją prezydenturą. Ja też jej sobie nie wyobrażam.
Andrzej Olechowski zaproponował dziś Polakom, by „wybrali swój dobrobyt”. Hasło, które mówi: jeśli będziesz się bogacił, twoja ojczyzna też będzie bogatsza.
Co na to jego kontrkandydaci? Nic. Widać łatwiej założyć kalosze, płaszcz przeciwdeszczowy i wygłaszać przed kamerami do powodzian słowa otuchy, niż sprostać demokratycznym obowiązkom wobec wyborców.
Debat jak nie było, tak nie ma. Tydzień temu odbyła się jedna – miedzy Olechowski, a Jurkiem – i wszystko wskazuje na to, że była pierwszą i ostatnią. Pięć dni temu sztab Andrzeja Olechowskiego wysłał do Kaczyńskiego, Komorowskiego, Napieralskiego i Pawlaka zaproszenie do debaty. Do tej pory żaden z nich nie odpowiedział, choć wszyscy zgodnie deklarowali, że debat chcą.
Dziesięć lat temu Olechowski był jednym z trzech tenorów demokracji. W ciągu dekady ideały, które przyświecały zakładaniu PO, zostały wypaczone. Na platformie został już tylko Donald Tusk, ale śpiewa już całkiem inaczej.
