Ludwik Dorn pijany w Sejmie - komentarz
Sejm nie takie rzeczy widział. Byli posłowie przemawiający po pijanemu z mównicy, wielu polityków wsławiło się niechlubnie prowadzeniem pojazdów pod wpływem alkoholu (chociażby Bronisław Cieślak z SLD czy Iwona Katarisińska-Śledzińska z PO), media pokazywały swego czasu zachwyty pijanej minister gospodarki z SLD, Małgorzaty Ostrowskiej nad niszczarką do papieru.
Dość głośna była też sprawa nagabywania posłanki Samoobrony, Sandry Lewandowskiej przez dwóch posłów Platformy Obywatelskiej w tym byłego piłkarza a obecnie wychowawcę piłkarskiej młodzieży, Romana Koseckiego. W ostatnim czasie opinię publiczną poruszyły sprawy posłanki Elżbiety Kruk, która zapewniała dziennikarzy, że umie cośtam, cośtam i wchodzący do cudzego samochodu poseł Pałys z PSL.
W Sejmie pierwszej kadencji zdarzało się, że zasłużeni posłowie, opozycjoniści z ładną kartą byli zastawani pijani w śniegu przed hotelem poselski. A że zimy wtedy podobnie jak teraz bywały srogie, można przyjąć, że było o krok od tragedii.
Czy Ludwik Dorn był pijany? Unika jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie - dziennikarze zapewniają, że od byłego wicepremiera i marszałka Sejmu było czuć alkohol. Być może lampka whisky miała przełamać strach przed głosowaniem nad poprawkami do ustawy o finansowaniu partii politycznych, której był autorem i wieloletnim obrońcą. Dorn, który Sejmem zarządzał powinien doskonale wiedzieć, że dziennikarze tylko czekają na smaczki takie jak "pijany poseł" i że temat jest szansą na odskocznię od merytorycznej pracy na rzecz łapanek na grzecznych posłów.
Z Ludwikiem Dornem można się głęboko nie zgadzać, ale oczywistym jest, że jest to jeden z bardziej pracowitych posłów, dokładnie przygotowujący się do tematów, jakimi się opiekuje. Politykę prowadzi trochę staromodnie, jest momentami mocno niezdarny, a jednak w tym wszystkim dość naturalny. Przykładem tego jest upublicznienie swojej umowy o współpracy z PIS-em. Dlatego też dziwi, że dał się tak łatwo złapać. Być może obowiązkowość go zgubiła - przyszedł na głosowania mimo kilku głębszych.
Świadomość polityków, że dziennikarze mniej lub bardziej działają w imieniu opinii publicznej, dbając o przekazywanie informacji o jakości pracy polityków utrzymywanych z pieniędzy podatników powinna być przez tak wyrafinowanego polityka jak Dorn rozumiana. Mimo nałaźliwości dziennikarze działali w publicznym interesie. Bowiem transparentność życia publicznego, informacje o zachowaniu posłów w pracy powinny być jawne. W przeciwieństwie do coraz częściej przeciekających newsów nt. życia publicznego.
Dorn jest po rozmowie z marszałkiem Grzegorzem Schetyną, ten zachował w całej sprawie powściągliwość w słowach. I może dobrze bo rozdmuchiwanie sprawy w dniu w których uchwalono budżet i przegłosowano zmiany w finansowaniu partii politycznych zaburzają hierarchię ważności.
