Czy poseł Suski jest hejterem?
Jeden z głównych przybocznych Jarosława Kaczyńskiego, honorowy AK-owiec i genetyczny patriota, poseł Marek Suski /PIS/ w tej kadencji swoimi lapsusami przykrywa sławę swojego kolegi z Platformy Obywatelskiej, Roberta Węgrzyna. Dziś miejsce lesbijek, na które poseł Węgrzyn chętnie by sobie popatrzył /podobno przytaczając żart ministra Czumy/, zajmują homoseksualiści toczący batalię o związki partnerskie /poseł Suski zaproponował podobne regulacje prawne dla naszych braci mniejszych/ i osoby czarnoskóre, które nasz dowcipnić ciepło określa jako "Murzynków" - tymi słowami Suski skomentował głosowanie w komisji sejmowej przez Johna Godsona.
Pan poseł wszedł w buty "Wujka Zenka Ciętej Riposty", choć jego teksty nie są ani zabawne, ani cięte. Ot, zwykły żołnierski żargon, buracki głos w twoim domu. Z pewnością wielu wyborcom Pan Poseł zaimponował wszak w Polsce mamy niestety długą tradycję wyszydzania osób o innym kolorze skóry, przynależności etnicznej czy orientacji seksualnej. Dla wyborców PIS-u niechęć do innego jest wręcz pewnym standardem - nie bez powodu co wybory powierzają swoje głosy i zaufanie takim ikonom tolerancji jak poseł Stanisław Pięta czy akceptują pielgrzymki swoich parlamentarzystów do himalaistów ksenofobii w rodzaju prezesa Kobylańskiego z Urugwaju.
Jednak to co w sferze prywatnej jest akceptowalne w sferze publicznej już nie jest i musi zostać odpowiednio nazwane. O ile w latach 90. pewne hasła i poglądy były na porządku dziennym, to dziś pewne rzeczy nie uchodzą. Dorobiliśmy się społeczeństwa obywatelskiego i ekspertów, którzy doskonale wiedzą, że od wyszydzania innego do fizycznego ataku droga nie jest wcale taka długa. Poseł Suski podobnymi żartami daje przyzwolenie swoim wyborcom na niewerbalną agresję, noblesse oblige [posiadanie demokratycznego mandatu to współczesna forma szlachectwa, ale też zobowiązanie do trzymania pewnych standardów].
Dlatego dobrze się stało, że pełnomocniczka ds. równego statusu, Agnieszka Kozłowska-Rajewicz postanowiła wyjaśnić czy mamy w tym wypadku do czynienia z mową nienawiści, czy tylko z niewinnym żartem mało subtelnego parlamentarzysty.
Definicja mowy nienawiści sformułowana przez Otwartą Rzeczpospolitą wygląda następująco: "- "... to nowo ukuty polski odpowiednik anglojęzycznego terminu hate speech, powszechnie przyjętego zwłaszcza w kręgu takich instytucji, jak Index on Censorship, Amnesty International, Komitety Helsińskie, Centrum Wiesenthalla, European Commission against Racism and Intolerance czy Anti-Defamation League, zajmujących się m.in. monitorowaniem i zwalczaniem przejawów rasizmu, ksenofobii, antysemityzmu, nienawiści rasowej, religijnej i etnicznej. Wspomniane instytucje międzynarodowe nie operują precyzyjną definicją mowy nienawiści. W myśl definicji, którą tu proponujemy, pojęcie to obejmuje wypowiedzi (ustne i pisemne) i przedstawienia ikoniczne lżące, oskarżające, wyszydzające i poniżające grupy i jednostki z powodów po części przynajmniej od nich niezależnych - takich jak przynależność rasowa, etniczna i religijna, a także płeć, preferencje seksualne, kalectwo czy przynależność do "naturalnej" grupy społecznej, jak mieszkańcy pewnego terytorium, reprezentanci określonego zawodu, mówiący określonym językiem itp. Nasza robocza propozycja jest próbą uogólnienia praktyki przyjętej przez wspomniane instytucje walczące z rasizmem i ksenofobią, opartej na intuicyjnym rozumieniu zjawiska" (więcej: Raport Otwartej Rzeczpospolitej "Mowa nienawiści...". /źródło: http://www.bezuprzedzen.org/dyskryminacja/art.php?art=14&tekst=tekst/
Niestety wszystko wskazuje na to, że poseł Suski wypełnił część kryteriów hate-speechu. Czy się to podoba jego prawicowym obrońcom czy też nie.
