Człowiek Roku bez uroku
Wręczany dzisiaj tytuł Człowieka Roku tygodnika „Wprost” – podobnie jak Oskary, za które aktorzy, reżyserzy i scenarzyści będą 26 lutego dziękować rodzinom i kolegom z branży – przyznawany jest za osiągnięcia w roku ubiegłym. W przypadku filmów czas nie odgrywa większej roli – świetna rola Meryl Streep w roli Żelaznej Damy przemawia do nas w lutym tak samo jak w grudniu. Ale dla polityków okres kilku miesięcy może być rujnujący.
A to polityk – Donald Tusk – został przez tygodnik „Wprost” uznany za Człowieka Roku 2011. Rzeczywiście ubiegły rok Donald Tusk może zaliczyć do udanych choćby z jednego tylko powodu – jako pierwszy premier III Rzeczypospolitej wygrał drugie pod rząd wybory. I przyznać trzeba, że to nie tyle wybory te wygrała Platforma, co dla Platformy wygrał je Tusk.
Historykowi Donaldowi Tuskowi nie muszę przypominać wielu przykładów z dziejów, gdy wielki sukces poprzedzał kryzys i przyszłą klęskę. Nie tak dawno wspomniałem tutaj o Napoleonie, dla którego zajęcie praktycznie całej Europy – a symbolicznym tego zwieńczeniem było zdobycie Moskwy – okazało się początkiem końca.
Bo odbierać tę nagrodę będzie inny Donald Tusk niż ten, którego pamiętamy z ubiegłorocznej kampanii wyborczej. Dzisiejszy Donald Tusk to polityk poobijany potyczkami z lekarzami i aptekarzami. Co rusz zmieniający zdanie. Jednego dnia grożący, a następnego wykonujący spóźnione i nieprzekonujące pojednawcze gesty. Wycofany i niepewny co robić. I kompletnie nie radzący sobie z buntem społecznym w sprawie ACTA, który – choć zrodził się w świecie wirtualnym – swoje bolesne dla Tuska konsekwencje przynosi w świecie jak najbardziej realnym.
Dawny Donald Tusk wyjątkowo dobrze wyczuwał społeczne nastroje i miał wiele politycznego uroku. Ale dzisiaj, gdy odbiera za to tytuł Człowieka Roku, z tego politycznego uroku zostało bardzo niewiele.
A to polityk – Donald Tusk – został przez tygodnik „Wprost” uznany za Człowieka Roku 2011. Rzeczywiście ubiegły rok Donald Tusk może zaliczyć do udanych choćby z jednego tylko powodu – jako pierwszy premier III Rzeczypospolitej wygrał drugie pod rząd wybory. I przyznać trzeba, że to nie tyle wybory te wygrała Platforma, co dla Platformy wygrał je Tusk.
Historykowi Donaldowi Tuskowi nie muszę przypominać wielu przykładów z dziejów, gdy wielki sukces poprzedzał kryzys i przyszłą klęskę. Nie tak dawno wspomniałem tutaj o Napoleonie, dla którego zajęcie praktycznie całej Europy – a symbolicznym tego zwieńczeniem było zdobycie Moskwy – okazało się początkiem końca.
Bo odbierać tę nagrodę będzie inny Donald Tusk niż ten, którego pamiętamy z ubiegłorocznej kampanii wyborczej. Dzisiejszy Donald Tusk to polityk poobijany potyczkami z lekarzami i aptekarzami. Co rusz zmieniający zdanie. Jednego dnia grożący, a następnego wykonujący spóźnione i nieprzekonujące pojednawcze gesty. Wycofany i niepewny co robić. I kompletnie nie radzący sobie z buntem społecznym w sprawie ACTA, który – choć zrodził się w świecie wirtualnym – swoje bolesne dla Tuska konsekwencje przynosi w świecie jak najbardziej realnym.
Dawny Donald Tusk wyjątkowo dobrze wyczuwał społeczne nastroje i miał wiele politycznego uroku. Ale dzisiaj, gdy odbiera za to tytuł Człowieka Roku, z tego politycznego uroku zostało bardzo niewiele.
