Dość tych korowodów z Grecją
Grecka ulica wciąż protestuje. Zamieszki są coraz gorętsze, płoną samochody, przybywa rannych. Bo Grecy chcieliby żyć tak jak dawniej. A żyło im się nieźle. Największym greckim pracodawcą była administracja publiczna – rozdęta do granic absurdu, z licznymi, niekiedy wręcz kabaretowymi przywilejami płacowymi i pensjami kilkakrotnie wyższymi niż w Polsce. Przy zatrudnianiu powszechny był klientyzm i nepotyzm. Grecja zarabiała też na turystyce, ale nie tyle, by na to wszystko starczało. Tak naprawdę Grecja żyła „za cudze” i marnotrawiła publiczne pieniądze pochodzące głównie z pożyczek zewnętrznych.
W ten sposób nieodpowiedzialni Grecy, rządzeni od dziesięcioleci przez nieodpowiedzialnych polityków – w równym stopniu grzeszyły tu dwie zmieniające się u władzy rodziny: prawicowych Karamanlisów i lewicowych Papandreu – doprowadzili swój kraj do ruiny. Grecja jest praktycznie bankrutem, a jej zadłużenie sięgnęło astronomicznych 164% PKB!
Wczoraj ministrowie finansów strefy euro zatwierdzili kolejna transzę pomocy dla Grecji w wysokości 130 mld euro. W zamian Grecja zobowiązała się do cięć w swoim budżecie o kolejne 3,3 mld. Ta kwota oszczędności nie pokryje nawet odsetek od nowej pożyczki, a w Grecję już wpompowano wcześniej grube miliardy pomocowych pożyczek.
Obawiam się, że ta droga nie ma końca. Dorzucanie kolejnych miliardów w nie rokującą żadnej poprawy Grecję stwarza jedynie iluzję, że ze strefą euro nic się nie stanie. W moim przekonaniu lepszy i tańszy byłby rozwód Grecji ze strefą euro i powrót do drachmy. Taki zimny prysznic dałby Grecji szansę na zbudowanie realnej gospodarki, opartej nie tylko na turystyce, i stworzenia zdrowego społeczeństwa, które zatrudnienia w administracji publicznej nie będzie traktowało jak świętego prawa obywatelskiego. A i Europie byłoby wtedy łatwiej pomóc Grecji w sposób bardziej racjonalny, niż obecne wsypywanie góry euro do greckiego worka bez dna.
W finansach publicznych nie może być miejsca iluzje. Muszą to zrozumieć Grecy oraz świat finansów i polityki, dla którego Grecja jest dzisiaj najpoważniejszym wyzwaniem.
W ten sposób nieodpowiedzialni Grecy, rządzeni od dziesięcioleci przez nieodpowiedzialnych polityków – w równym stopniu grzeszyły tu dwie zmieniające się u władzy rodziny: prawicowych Karamanlisów i lewicowych Papandreu – doprowadzili swój kraj do ruiny. Grecja jest praktycznie bankrutem, a jej zadłużenie sięgnęło astronomicznych 164% PKB!
Wczoraj ministrowie finansów strefy euro zatwierdzili kolejna transzę pomocy dla Grecji w wysokości 130 mld euro. W zamian Grecja zobowiązała się do cięć w swoim budżecie o kolejne 3,3 mld. Ta kwota oszczędności nie pokryje nawet odsetek od nowej pożyczki, a w Grecję już wpompowano wcześniej grube miliardy pomocowych pożyczek.
Obawiam się, że ta droga nie ma końca. Dorzucanie kolejnych miliardów w nie rokującą żadnej poprawy Grecję stwarza jedynie iluzję, że ze strefą euro nic się nie stanie. W moim przekonaniu lepszy i tańszy byłby rozwód Grecji ze strefą euro i powrót do drachmy. Taki zimny prysznic dałby Grecji szansę na zbudowanie realnej gospodarki, opartej nie tylko na turystyce, i stworzenia zdrowego społeczeństwa, które zatrudnienia w administracji publicznej nie będzie traktowało jak świętego prawa obywatelskiego. A i Europie byłoby wtedy łatwiej pomóc Grecji w sposób bardziej racjonalny, niż obecne wsypywanie góry euro do greckiego worka bez dna.
W finansach publicznych nie może być miejsca iluzje. Muszą to zrozumieć Grecy oraz świat finansów i polityki, dla którego Grecja jest dzisiaj najpoważniejszym wyzwaniem.
