Casus Cimoszewicza: ponadpartyjna współpraca dla dobra Polski czy neutralizacja popularnego polityka przez Tuska?
Włodzimierz Cimoszewicz może być dumny. Jak podają "Fakty TVN" to na jego prośbę, Jerzy Hausner zgodził się kandydować do Rady Polityki Pieniężnej jako kandydat Sejmu (czyli de facto Rządu). Prof. Hausner to jeden z większych tzw. mózgów w polskiej polityce, człowiek, który planuje kilka lat do przodu, zna się na gospodarce nie boi się ambitnych rozwiązań. Jego Narodowy Plan Rozwoju służył następcom z PIS i PO, "Plan Hausnera", nawet w mocno okrojonej wersji uratował wizerunek SLD jako partii, która troszczy się o gospodarkę. Z punktu widzenia narodowych interesów Hausner to jeden z najlepszych kandydatów do RPP na rynku. Facet, który wie, że ekonomia nie jest ani prawicowa ani lewicowa.
Dlatego też ekscytacja Faktów TVN informacją, że w przekonaniu Hausnera pomógł Cimoszewicz dziwi. Choć z drugiej strony współpraca obu polityków może być dla dziennikarzy smakowitym kąskiem. Hausner już wcześniej współpracował z rządem pisząc ekspertyzy w sprawach ekonomicznych, więc pewnie Cimoszewicz do przekonania byłego wicepremiera nie był niezbędny. Ale całkiem możliwe, że pomógł.
Być może taka informacja wyszła z kręgów Platformy Obywatelskiej. Nie byłoby w tym nic dziwnego, że PR-owcom Tuska zależy na pokazaniu, że Cimoszewicz jest w zasięgu rządu i go wspiera. Że jest bardziej za Tuskiem niż Olechowskim i Szmajdzińskim. Chłopaki dobra robota! Efekt wizerunkowy pewnie został osiągnięty!
A co z samym Cimoszewiczem? Spokojnie siedzi w puszczy białowieskiej, wpada do Senatu i chyba czeka na spektakularny upadek SLD-owskiej lewicy by na jej gruzach budować szerszy projekt polityczny. Drugi scenariusz to szukanie dobrego miejsca w strukturach międzynarodowych. Oczekiwań Polski nie zaspokaja Buzek jako szef Parlamentu Europejskiego, a Cimoszewicz z doświadczeniem i kompetencjami sprawdziłby się na wielu funkcjach. Zresztą chyba coraz wyraźniej widać, że on swoje miejsce widzi bardziej poza granicami kraju. Utrzymuje odpowiedni dystans do liderów partii, której jest członkiem (SLD) i raczej współpracuje z rządem nie udzielając mu jednoznacznego poparcia.
Ciekawe swoją drogą czy po przegranych wyborach na genseka Rady Europy będziemy niebawem obserwować spektakt medialny "Szukamy roboty dla Cimoszewicza", jaki odstawiono przy okazji przegrania wyborów na prezydenta Warszawy przez Marcinkiewicza. Niewątpliwie będzie się czym emocjonować!
