Jesteś tutaj: Strona główna >> Religia >> Radosne oczekiwanie na relikwię

Radosne oczekiwanie na relikwię

Nie wiem, o jaką relikwię chodziło, włączyłem tę stację w trakcie audycji, domyślam się nawet jaka to stacja, ale mniejsza z tym. Ojciec-spiker relacjonował wielce uroczyste wydarzenie, padały na przemian słowa o mającym wkrótce pojawić się w kościele relikwiarzu i o wielkiej radości, jaką odczuwają z tego powodu zgromadzeni z tej okazji wierni. Uderzyło mnie to zestawienie: radość - relikwia.

Czy można odczuwać radość na myśl, ze wkrótce przybędzie do nas relikwia?

Widocznie można. Na czym ta radość polega? Mam bardzo bujną wyobraźnię, więc spróbuję to sobie wyobrazić, aczkolwiek zadanie wydaje mi się ciężkie.

No więc znajduję się w świątyni. W tłumie innych homo sapiens. Wkrótce ma przybyć kapłan i wnieść relikwiarz - czyli takie coś co przypomina wazę do zupy albo pudło na kapelusze - a w tym relikwiarzu, być może zaopatrzonym w okienko abyśmy mogli podziwiać, będzie palec. Albo fragment barku. Albo sam paznokieć. Albo i jeszcze coś innego.

Wszyscy bardzo się cieszymy, że wkrótce przybędzie do nas czyjś palec.

Czyj to palec? Kogoś, kto oddał życie za wiarę. To piękne. Ale po co nam jego palec? Czy bez tego palca nie możemy żyć? I co nam daje świadomość, że ten palec jest z nami?

Czym właściwie jest relikwia? Jest cząstką czegoś, czego nie można dotknąć. Udosłownieniem mitu. Jest też dowodem rzeczowym na to, że mit jest prawdziwy.

Ciekawe swoją drogą, na ile ten corpus delicti jest wiarygodny, i czy gdyby z tych szczątków, rozsianych po świecie, poskładać danego świętego to nie okazałoby się, że jeszcze zostało w nadmiarze kilka palców? Tak jak liczba zajazdów, w których „z całą pewnością” nocował Napoleon w drodze na Moskwę, przewyższa liczbę noclegów w jego życiu?

Ale nie o to chodzi. Zakładamy, że palec jest prawdziwy, naprawdę należał do kogoś kto w dobrej wierze oddał życie za swoją wiarę. Może poświęcił się za współwyznawców? Czy też - szerzej - za ludzkość? Może oddał życie za konkretnego człowieka, zginął zamiast niego?

W każdym razie zasłużył na szacunek. To piękne. Ale obwożenie po świecie jego palca (bez jego zgody!) wcale nie jest okazywaniem mu szacunku. Jest jakimś satanistyczno-bełkotliwym. rytuałem, czarną mszą, obleśnym ślinieniem się na myśl o kawałku trupa.

Oczywiście pęd do relikwii istnieje w wielu religiach, czy kultach politycznych, które na swój sposób też są religiami. Mumia Lenina jest tu znakomitym przykładem.

Relikwie - tak jak religie - mogą przybierać najróżniejsze formy. Najczęściej są to kawałki zwłok. Ale niekoniecznie. Chyba najbardziej oryginalną relikwię wymyślili Koreańczycy. Ich relikwią jest ślad tyłka. Nie, nie żartuję. Widziałem. Wprawdzie nie bezpośrednio, tylko w telewizji, ale ten reportaż z Korei Północnej był na poważnym kanale i wyglądał mi na wiarygodny.

Park. A w nim ławka. Ławka pod szkłem. Zamknięta w szklanej klatce. W czymś w rodzaju akwarium, albo muzealnej gabloty na eksponaty. Dlaczego? Bo na tej ławce usiadł kiedyś sam Wódz, Kim Zong Il, dyktator Korei Północnej. I chodzi o to, żeby nikt ze śmiertelnych nie zbezcześcił swoim tyłkiem miejsca, które miało szczęście być dotknięte tyłkiem Wodza.

Takich relikwii jak ta ławka, śladu dotknięcia tyłka, nie dorobiły się chyba nawet najbardziej relikwiotwórcze religie. Bo cóż ma chrześcijaństwo - jakiś ząb, jakiś palec, jakiś fragment kości, część barku Świętej Katarzyny - jednym słowem banał. Ale ślad tyłka jako relikwia - o, to jest coś wspaniałego. Wyobrażam sobie, jak niewyobrażalną radość można odczuwać przebywając w pobliżu takiej relikwii. Jedyny szkopuł w tym, że ławka wraz ze szklaną klatką, pełniącą ewidentnie rolę relikwiarza, jest zbyt ciężka i nieporęczna by mogła odbywać podróże. Trudno więc o sytuację, gdy wierni będą odczuwać radość w oczekiwaniu na relikwię.

 

Dodaj komentarz


Copyright © Polska Liberalna - liberalizm, polityka, kultura, historia, społeczeństwo, media - polskaliberalna.net 2012

Template by Joomla Themes & Tanie przeprowadzki Kraków.