Dlaczego nikt nie zadaje Zakajewowi trudnych pytań?
Media i opinia publiczna w ostatnich dniach żyją sprawą zatrzymania i potencjalnej ekstradycji premiera emigracyjnego rządu Czeczenii Ahmeda Zakajewa. Dominującą postawą, z resztą tradycyjnie już, jest sympatia dla walczących o wolność Czeczenów. Przeciętny Polak kiwa głową i mówi: "Tak tak, my też walczyliśmy z Rosją i wiemy co to znaczy". Sympatia i stosowanie takiej prostej analogii potrafi jednak zaślepiać. Ze zdumieniem obserwuję, że mimo szeregu wywiadów, analiz i komentarzy nikt zdaje się nie zauważać drugiej strony.
Nikt jakoś nie pyta pana premiera Zakajewa jaki był i jest jego stosunek do czeczeńskich akcji terrorystycznych, w tym tak drastycznych jak na teatr w Moskwie czy szkołę w Biesłanie. Nikt nie pyta jak odnosi sie do masy bojowników czeczeńskich walczących teraz w Afganistanie, w tym przeciw naszym żołnierzom.
Dlaczego nie pyta się o to jak skomentowałby to, że za część polskich ofiar śmiertelnych
odpowiedzialni byli prawdopodobnie Czeczeńcy? Jak odnosi się do tego, że kolejny zamachowiec, tym razem nieudolnie montujący bombę w Danii, też okazał się Czeczeńcem? Co sądzi o tym, że bomba ta przeznaczona była do wysadzenia redakcji gazety, która opublikowała karykaturę Mahometa? Czy uważa, że można korzystając z wolności słowa i publikować takie karykatury, czy ich twórcy zasługują na śmierć? Czy uważa, że jakakolwiek "sprawa" usprawiedliwia zabijanie dziesiątek i setek niewinnych ludzi, w tym małych dzieci? Jak odnosi się do głównego celu, który teraz przyświeca wodzom partyzantki czeczeńskiej, którym nie jest już nawet niepodległa Iczkeria, tylko stworzenie islamskiego fundamentalnego kalifatu? Jak odnosi się do standardu praw kobiet i wolności osobistych lansowanych przez tych ludzi? Czy uważa, na przykład, że kobieta za obcowanie z kim innym niż mąż, choćby przed ślubem, zasługuje na śmierć? Czy uważa – tak jak mówią islamscy fundamentaliści– że osoba propagująca chrześcijaństwo lub choćby tylko czytająca Biblię zasługuje na śmierć za odstępstwo od wiary Mahometa?
Takich trudnych pytań do Zakajewa można zadać setki, ale jakoś dziwnie polscy dziennikarze ich nie zadają. Czy wszyscy uznają, że skoro popieramy niepodległość Czeczenii i potępiamy
zbrodnie wojenne "tych wstrętnych imperialistycznych Rosjan", to można przemilczać drugą
stronę? Ja więc zadaję takie pytania zdumiony płytkością naszych komentarzy.
Jestem zwolennikiem czeczeńskiej niepodległości, jako prezydent Warszawy pomogłem stworzyć ośrodek czeczeński w naszym mieście. Uważam, że rosyjskie zbrodnie wojenne powinny zostać rozliczone, a Zakajew nie powinien być wydany Rosjanom. Nie można jednak zamykać oczu na drugą stronę prawdy. Tylko tyle i aż tyle.
